Osobowość Roku - 2022

Nienadówka 1980 - wystawa

Foto zmiany

Losowy album


Nasze Statystyki Odwiedzin
Hasło - sprawdzam

Wzmianki drukiem


1589
"Niewnadowa" tak brzmi jedna z najwcześniej odnotowanych nazw wioski, wzmianka znajduje się w spisie podatkowym z roku 1589 w którym to wykazano własność Jana z Pilczy. Dziwnie brzmiąca ta nazwa pośród innych okolicznych miejscowości. Niewnadowa, jakże podobnie brzmiąca do innej własności Jana z Pilczy, czy mamy coś wspólnego z miejscowością Nienadowa koło Dubiecka ?

1785
"Statystyka ludności pogórza przemyskiego" Najwcześniejsza, którą udało mi się odnaleźć, statystyka ludności, a w niej ujęta miejscowość Nienadówka. W tm roku Nienadówkę 1500 osób wyznania katolickiego i 11 wyznania mojżeszowego.

1786
"Będzie wesele"W dawnych czasach poddany pragnący zawrzeć związek małżeński musiał mieć zgodę swojego pana. Zachował się dokument tego rodzaju dotyczący Nienadówki. Oto jego treść: ATESTATUM - dozwalające przyjęcia małżeństwa Wacławowi Nowakowi z numeru 120 z Lepiankówną z numeru 10, obojga z Nienadówki, jeżeli mają lata do tego stanu przyzwoite i jeżeli zachodzą przeszkody do małżeństwa podług Jur Canonicum, daję to zaświadczenie. 10 luty 1786 w Trzebusce. Dokument ten jest dobrze opisany jednak chyba niemożliwym do zdobycia. Innym dokumentem, możliwym do zaprezentowania wydaje się "Pozwolenie na ślub
z roku 1780". Figuruje ono w wykazie rzeczy podarowanych przez syna Wojciecha Ożoga "Gazetnika" po jego śmierci, Towarzystwu Regionalnemu Ziemi Rzeszowskiej w roku 1936.

1854
"Czas" Krakowski dziennik 26 września 1854 roku podał wykaz pożyczek na zagospodarowanie dla gmin wiejskich. Nienadówka otrzymała 5140 florenów. Pisał o tej inicjatywie "Czas" w poprzednim numerze. Przytoczę tekst, bo to ciekawy okres dla takich miejscowości jak Nienadówka, której mieszkańcy stosunkowo nie dawnym czasie zostali uwłaszczeni na gruntach, które uprawiali.

"Czas" Kraków 24 sierpnia.

Wiadomo, jak wielką mają, odrazę włościanie nasi od wszystkiego co nie jest metalem, jak cechą główną ich charakteru jest niedowierzanie i podejrzliwość. Zważywszy także, iż włościanie nie dość dawno nabyli na własność posiadane grunta, aby sobie wynikające stąd przymioty, jako to: przez powiększone potrzeby większą pracowitość, a dalej i oszczędność mieli czas dostatecznie przyswoić; sądzimy, że wiadome już subskrypcje pożyczkowe gmin, w pobliżu miasta naszego ogólnie zadowolić powinny. W okręgu Mogilskim gminy subskrybowały przeciętnie między fl. 1200 a 1500. Jeżeli gminy bogatych prowincji jak Austrii, Czech, Morawy i Lombardii w tym stosunku podpisywać będą, subskrypcje gmin łatwo 100milionów wyniosą.Z tej strony uważana pożyczka stanie się zupełnie nowym zjawiskiem na polu ekonomicznym w Cesarstwie, a nawet zostać może w przyszłości w tym kierunku bardzo korzystnym czynnikiem, to jest bodźcem do oszczędności dla tej klasy ludności. Chłop bogaty u nas (a są tacy co po kilkanaście tysięcy i więcej prócz gruntu posiadają) trzyma zawsze pieniądze w gotowiźnie bez procentu i wymienia je starannie na srebro, a w obawie kradzieży i przy ogólnym niedo­wiarstwie, często zakopuje. Obrachować kapitały które tym sposobem leżą odłogiem i stracone są dla obiegu byłoby trudno, te jednak paręset milionów wynieść mogą. Zdaniem naszym nie tyle wyprowadzeniu zagranicę ile zamknięciu bez użytku w skrzyniach co dzień bogacących się włościan wysoką wartość srebra w Austrii przypisać należy. Jeżeli włościanie, jak się zdaje wezmą znaczny udział w pożyczce, a od kapitałów płaconych w banknotach zaczną zaraz pobierać procent w srebrze, czemu teraz mimo wszelkich tłumaczeń i obietnic dać wiary nie chcą; chciwość ich przełamie niewiarę, i nadal zamiast chować po skrzyniach, zaczną na procenta lub inaczej korzystnie oszczędności swoich używać. Co gdyby się udało, na dobro ogólne i znaczenie prowincji wpływ by wielki wywarło. Nie potrzebujemy nad tym przedmiotem szeroko się tutaj rozwodzić, dosyć wskazać na sąsiedni Szląsk Pruski, gdzie nie tylko na teatrze z "chłopem milionowym" spotkać się można. Majątki przymałych potrzebach i oszczędności, nader prędko rosną. Na tej drodze doszły do takiego znaczenia Belgia i Holandia, w jakim je widzimy. Przemiany takie krajowe wymagają wprawdzie czasu, lecz każde ziarno rzucone wymaga również czasu nim plon wyda. Takie ziarno przyszłości widzimy w udziale samych włościan w pożyczce, których do tego najusilniej skłaniać wypada. Nastręcza się tu mimowolnie pytanie czy liby się te kwoty podpisane przez gminy wiejskie nie dały z czasem użyć, jako zarodek do majątków gminnych? Byłoby to wielką korzyścią przy organizacji ostatecznej gmin. W wielu krajach potrzeba czuwania nad majątkami gminnymi wywołała organizacje. Gminy bez majątków nic nie znaczą. Lecz projekt ten jako odległy zostawiamy na później.

1855
"Skorowidz Królestwa Galicii" Dane zawarte w tym skorowidzu są z roku 1855, niestety liczba mieszkańców nie została uwzględniona, no cóż widocznie skrupulatność ówczesnych CK urzędników nie była aż taka jak w późniejszych latach, ale wiemy że w roku 1855 odległości były mierzone w milach a nie w kilometrach, to taka ciekawostka.


1856
"Czas" Krakowski dziennik 27 września 1856 roku podał wykaz rekrutów. Starostwa Powiatowego Sokołów, wśród nich odnajdujemy trzech mieszkańców Nienadówki: Andrzej Nowak nr.d. 328, Kazimierz Krzemień nr.d. 403 i Mateusz Kus nr.d. 178.

1864
"Gazeta Lwowska" szkoła ludowa w Nienadówce otrzymała dotację rządową w kwocie 100 ? Niestety waluta nie wymieniona.

1866
"Szemantyzm Duchowieństwa" Jak przedstawiano parafię Nienadówka w takich publikacjach jak: "Czcigodny Schematyzm Duchowieństwa Diecezjalnego obrz. łacińskiego diecezji przemyskiej rok 1866 rok. Ano niestety po łacinie, tłumaczenie takie sobie.

Parafia nadana w 1601 roku przez Krzysztofa ze Stangerbergu Kostka. Palatyn Pomorza, pan Sokołowa, Łąki z żoną Anną z Pilczy. – budowa kościoła 1567. poświęcenie 1595 p.w. św. Bartłomieja Apostoła.

Patronka P.T.D. Alwina hrabina Schlippenbach z Hundsfeld.

Proboszcz: Antoni Momidłowski ur. 1817. święc. 1843. prob. od 1859 roku. Mieszkańcy - Katolicy 2607, Żydzi 85. Poczta Sokołów.

16 XII 1866
"Nowy Projekt Ustawy" WYSOKI SEJMIE ! Na dwunastem posiedzeniu sejmowem dnia 16 Grudnia r. odbytem, złożony został do laski Marszałkowskiej rządowy projekt podziału terytoryalnego Galicyi i Lodomeryi, wraz z Wielkim Księstwem krakowskiem, w celu zaprowadzenia nowej organizacyi władz administracyjnych, z zaproszeniem aby Wysoki Sejm w myśl &. 19. ustępu 2. Statutu krajowego udzielił o tem swego zdania (...)
Pozwoliłem sobie zamieścić powyższy tekst w oryginalnej pisowni dla podkreślenia zmian językowych zaszłych w tak krótkim czasie. Wracając do tematu, nowa ustawa podziału administracyjnego, sprawiła, że od tego roku wieś Nienadówka znalazła się w powiecie kolbuszowskim, dotychczas Sokołowskim, który został zlikwidowany.

1868
"Skorowidz Królestwa Galicyi " Skorowidz z roku 1868, podana liczba mieszkańców wynosi 2088, ale jest to cyfra podana na podstawie spisu przeprowadzonego 1857 roku.

23 grudnia 1869
"Czas" Krakowski dziennik 23 grudnia 1869 roku.
- Sokołów 13grudnia

W ubiegłym miesiącu hr. Jan Zamoyski (syn) nabył rozległy majątek Sokołów, położony częścią w powiecie Rzeszowskim częścią w Kolbuszowskim. Od pół wieku przeszło dobra te przechodziły z rąk do rąk, a przytem długie lata zostawały w administracyi skarbowej, w skutek czego panował tam chaotyczny nieład. Ludność wiejska pozbawiona opieki tudzież pomocy w okolicznościach niepomyślnych, podupadła tak materyalnie jak moralnie a od zupełnego upadku podtrzymywały ją tylko słowa ewangielicznej prawdy głoszone w pięciu kościołach parafialnych do tychże dóbr należących.
Hr. Zamoyski jako nowonabywca przybył w dniu 11 b. m. do Sokołowa dla objęcia dóbr w posiadanie i staropolskim zwyczajem rozpoczął tę czynność z Bogiem. Nazajutrz wśród strzałów moździerzowych przybyła deputacya mieszczan, aby powitać nowego dziedzica. W krótkiej przemowie wyraziła życzenia pomyślności i radość, że dziedzicem i sąsiadem będą mieć rodaka, którego przodkowie słynęli cnotami, poświęceniem i ofiarami dla kraju, a to daje im rękojmię dobrobytu i zgody sąsiedzkiej.

Udano się konno aż do kościoła, a po drodze tłumy ludności wiejskiej witały jadących okrzykami. Burmistrz, Radni miasta tudzież wszystkie cechy rzemieślnicze z chorągwiami i światłem szli z orszakiem do kościoła, w progu którego miejscowy proboszcz w asystencyi powitał wchodzących przemową a przedewszystkiem dziedzica, i głównie zwrócił uwagę nabywcy na obowiązki, jakie go czekają.

Kościół pomimo swej obszerności zaledwie w części obecnych mógł pomieścić. Po nabożeństwie hr. Zamoyski podziękował zgromadzonym i upewnił, że zadaniom jego będzie starać się o polepszenie bytu, podźwigniecie oświaty od lat wielu zaniedbanej, a nade wszystko utrzymania, przykładnego stosunku sąsiedzkiego. Następnie mieszkańcy miasta jako też włościanie wsi okolicznych hojnie ugoszczeni zostali.


1871
"Wysoki Sejmie" Uchwałą powziętą na posiedzeniu z dnia 14 października 1871 roku. polecił Wysoki Sejm Wydziałowi krajowemu wypracowanie projektów, planów i kosztorysów trzynastu dróg w tejże uchwale wyszczególnionych i za krajowe uznać się mających. ..

To chyba początek kariery drogi którą dziś możemy dojechać z Nienadówki do Rzeszowa. Sejm we Lwowie w roku 1871 podjął kroki które zakończyły się budowa, budową drogi krajowej, o dalszych perypetiach tego projektu piszę w artykule pt. "Droga przecina wieś" polecam.


1872
"Skorowidz Królestwa Galicyi" Dane zawarte w tym skorowidzu są z roku 1870, liczba mieszkańców wynosi 2594.

25 październik 1874
"Dziennik Policyjny" Jakób Drapała szeregowiec 40. pułku piechoty, rodem z Nienadówki pow. kolbuszowskiego, 21 lat liczący, mały, szatyn z siwemi oczyma, spiczastym nosem, o twarzy owalnej, mówiąey po polsku, obwiniony o kradzież, zbiegł z Jasła 2. lipca b. r.;

1874
"Ludność Galicji" Opracowanie wydane we Lwowie przez Władysława Rapackiego umieszcza wieś Nienadówkę wśród wsi, o liczbie powyżej 2000 mieszkańców. Nienadówkę w roku 1874 zamieszkiwało 2594 mieszkańców.



6 stycznia 1878
Gwiazdka Cieszyńska Kiedy w Nienadówce powstała pierwsza szkoła zawodowa? Naturalnym skojarzeniem wydaje się Szkoła Przysposobienia Rolniczego, o której wzmianki pojawiają się na przełomie lat 1948/49. Nic bardziej mylnego. Otóż pierwsza szkółka nauki zawodu została założona znacznie wcześniej – w roku 1878. Wtedy to, na apel ministerstwa handlu Galicji, z przed kilku lat odpowiedział ówczesny proboszcz nienadowski ks. Antoni Momidłowski , organizując we wsi szkółkę koszykarstwa. Artykuł opublikowany w Gazecie Cieszyńskiej pokazuje, jak ważną, a dziś nieco zapomnianą, postacią był ks. Antoni Momidłowski, prob. parafii w lat. 1859-1901.

On to też nakłonił już wcześniej, bo w roku 1864, gromadę do postawienia szkoły, gdzie uczył czytać, pisać i rachować, miejscowy organista.


luty 1880
"Miesięcznik galicyjski TOZ" W tym roku nauczyciel z Nienadówki Marcin Gdula został członkiem galicyjskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt - oddział Ropczyce.


22 VI 1884
"NIEDZIELA" Tygodnik Katolicki "Niedziela" 22 czerwca 1884 roku, na swoich łamach obszernie informował o wielkim wydarzeniu dla wiernych kościoła katolickiego. Biskup diecezji przemyskiej powziął decyzję o wizycie duszpasterskiej w dwóch dekanatach, przeworskim i leżajskim.

Do parafii Nienadówka miał przybyć po trzydniowj wizytacji, z Sokołowa.
Dnia 3 września wieczorem przybędzie do Nienadówki, a odprawiwszy tamże 4. września wizytę, uda się wieczorem do Medyni, gdzie zabawi przez 3 dni i poświęci kościół.

Ostatnia wizytacja biskupia w dekanacie leżajskim miała miejsce w 1847 roku, od tego czasu pobudowano na parafiach nowe świątynie. Podczas wizytacji w 1884 roku, biskup poświęcił ich aż pięć, w Gniewczynie, Grodzisku, Brzózie Królewskiej, Rakszawie i Medyni. Pobudowane kościoły, były nowe, murowane, nasz nienadowski, może i historyczny, ale mały i chylący się już ku upadkowi. Co zatem mógł usłyszeć od wizytującego biskupa prob. nienadowskiej parafii, ks. prob. Momidłowski? Decyzja zapadła. Na tym samym miejscu, zbudowano kościół nowy, murowany, jak na nowe czasy przystało.

W r. 1885 odbyła się wizytacja kanoniczna, którą odbył ks. biskup Ignacy Łobos, sufragan przemyski. Na przedstawienie ks. biskupa gmina uznała potrzebę zbudowania nowego kościoła, gdyż stary był już za szczupły dla 3 000 parafian
(obejmował tylko 136 m. kw. powierzchni). Budowę rozpoczęto w r. 1895.

22 VI 1884
"NIEDZIELA" w tygodniku dla ludu ukazującym się we Lwowie czytamy:

W pow. Kolbuszowa, w Nienadówce p. Józef Kobosowicz współudziałem ks. prob. Momidłowskiego, założył Kółko Rolnicze.

18 VIII 1884
"WIENIEC": Lwów " Któż przypuszczałby, że Nienadowskie kółko rolnicze miało tak możnych protektorów. A jednak .... w nr. 18 "Wieńca" wydanym we Lwowie dnia 18 sierpnia 1884 r. czytamy:

Zarząd Kółka rolniczego w Nienadówce zasyła Jwnemu p. hr. Tyszkiewiczowi serdecznie ̶ Bóg zapłać” za dar w kwocie 10 zł r. na rzecz tego Kółka złożony.



1884
"Kurier Rzeszowski" Pod koniec XIX wieku idea pracy organicznej coraz śmielej przenikała do galicyjskiej wsi, niosąc ze sobą nadzieję na podniesienie poziomu oświaty, kultury rolnej i samodzielności ekonomicznej chłopów. Jednym z najważniejszych narzędzi tej przemiany były kółka rolnicze - społeczne organizacje, które poprzez edukację, wspólne inicjatywy gospodarcze i rozwój spółdzielczości miały wyprowadzać wieś z zacofania i „ciemnoty”.
Jak donosił „Kurier Rzeszowski” w numerze z 28 grudnia 1884 roku, jedno z pierwszych takich kółek w powiecie kolbuszowskim powstało w Nienadówce. Inicjatywa, podjęta przez miejscowego nauczyciela i poparta przez młodsze pokolenie mieszkańców, szybko przybrała ambitną formę: planowano założenie sklepiku, urządzono czytelnię, a nawet zorganizowano wieczorek mickiewiczowski. Zamiast powszechnej aprobaty działania te spotkały się jednak z gwałtownym oporem części lokalnej społeczności.

Opublikowany w prasie reportaż pt. „Agitacya przeciw kółku rolniczemu i twórcy tegoż” odsłania kulisy narastającego konfliktu, w którym nowoczesne idee zderzyły się z lękiem, interesami i celowo podsycaną nieufnością. Historia nienadowskiego kółka rolniczego stała się przykładem tego, jak trudna i pełna napięć bywała droga galicyjskiej wsi ku społecznej i gospodarczej przemianie.

(Agitacya przeciw kółku rolniczemu i twórcy tegoż)

W gminie tutejszej założył nauczyciel zdolny i zapobiegliwy, a o dobro gminy dbały - kółko rolnicze, do którego młodsza generacya z zapałem przystała.

Przewodnictwo oddano czcigodnemu duszpasterzowi. Poczyniono kroki o założenie sklepiku, urządzono czytelnię, a 23. z. m. wieczorek Mickiewicza. Wszystko to solą w oku arendarza, osławionego i sprytnego gospodarza w swoim rodzaju w gminie.

Za pomocą organisty (?) i jego żony (??) wywołał w gminie opozycyę przeciw kółku, a mianowicie przeciw twórcy tegoż, do której to opozycyi przyłączył się z tytułu przyjaźni do arendarza i zawodu jego przełożony gminy. Opozycya ta z wieczorku Mickiewiczowskiego wzięła pożądany asumpt do znacznego wzburzenia w gminie na temat stary wprawdzie, ale dla ciemnoty poniekąd skuteczny a dla sprytnych agitatorów bardzo dogodny, że kółko to "powstanie" a ów wieczorek to otwarty "bunt" że biada tym co się wpisali, bo i grunta im odbiorą i nieszczęście na całą gromadę sprowadzą. I w tym kierunku wywołano wielki niepokój w gminie, którego agitatorowie sprytnie użyli, bo przy wyborze nauczyciela w tydzień po wieczorku, usunęli miejscowego nauczyciela, który był wzorowym, szkołę najlepiej prowadził, jak mu wszyscy przyznają a nawet i przeciwnicy, i o dobro gminy okazywał się wielce dbałym, a wybrali innego, który z tej posady przedtem dla usterek przeniesionym został. Jest on przecież zięciem organisty!


1885
"Gazeta Lwowska" W czwartek 22 października roku 1885, pewno niewielu czytelników zwróciło uwagę na ten krótki komunikat i pewno wielką tragedię włościanina Jana Lepionki. Zaciągnięty i nie spłacony dług, komornik i licytacja, nic jak widać się nie zmieniło, pomimo upływu prawie 130 lat.

1886
W/g Słownika Geograficznego Królestwa Polskiego z roku 1886 liczba osób zamieszkałych Nienadówkę wynosiła w tych latach 2451. 2594 Coś musiało się wydarzyć, że liczba mieszkańców Nienadówki zmalała na przestrzeni około 10 lat o 143 osoby. Jakaś zaraza lub może pierwsza fala emigracji ta za oceany i ta bliższa. Opisywaliśmy jak w roku 1872 grupa kolonistów z Nienadówki pod przywództwem Jana Ożoga (umiejący czytać i pisać), głównego realizatora zakupu ziemi i Wojciecha Kusa (niepiśmienny) spełniającego rolę kasjera, przeniosła się pod Tomaszów Lubelski, z czasem zakładając swoją Nową Wieś.
Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego Zastanawia też tekst dotyczący potoku Nienadówka,ciekaw kiedy zostało przekopane bezpośrednie jego połączenie ze względów przeciw powodziowych, jak to nazwano w Słowniku z Trzebośnią koło mostu. Wcześniej skręcał nasz potok przed dzisiejszym Styrobudem, łączył się gdzieś za nim w polach z Trzebuśką pomiędzy mostem na Simsiówce a Trzebosią i wpadał do Trzebośni. Dla ciekawskich, zamieszczam linka, do źródła gdzie można sobie poszukać wiadomości podobnych na temat innych miejscowości, jak te o Nienadówce. Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i (..)

1886
"Skorowidz Królestwa Galicyi" Dane z roku 1886. Należeliśmy do starostwa Kolbuszowa, a podlegaliśmy pod sąd powiatowy w Sokołowie Młp. W Sokołowie mieścił się również urząd pocztowy i telegraficzny. Liczba mieszkańców w/g spisu z 1880 roku wynosiła 2451. Podlegaliśmy pod Wojskową Komendę Uzupełnień Rzeszów 40, a naszym właścicielem tabularnym był hr. Jan Zamojski.



12 IX 1888
"Gazeta Narodowa"
lwowska prasa donosiła o burzach wyrządzających poważne straty w ludziach i mieniu. Wśród opisanych ofiar znalazła się także „pastuszka z Nienadówki”, która zginęła podczas wypasu krów.

To, że wieść o wydarzeniu z niewielkiej wsi pod Rzeszowem ukazała się na łamach lwowskiej gazety, było wówczas czymś niezwykłym - 134 lata temu niewielu mieszkańców Nienadówki miało w ogóle szansę przeczytać podobną wiadomość. Dziś, dzięki zachowanym źródłom prasowym i badaniom genealogicznym, udało się ustalić, kim była dziewczyna wspomniana w artykule. „Pastuszka z Nienadówki” to Katarzyna Chorzępa, urodzona 25 października 1865r., córka Józefa Chorzępy i Małgorzaty z domu Depka. Rodzina zamieszkiwała pod ówczesnym nr. domu 109. Dziewczyna miała 22 lata i była panną, tragiczne wydarzenie z 12 sierpnia 1888 roku na trwale zapisał ją w lokalnej historii.


Poniżej wypisy z ksiąg parafii Nienadówka.

Księga urodzeń - poz. 91.


Księga zgonów - poz. 35.

przyg. Bogusław Stępień
Adam Sawka


1889
Gazeta Lwowska C.k . Sąd powiatowy w Sokołowie zawiadamia niewiadomych z życia i miejsca Jana Pikora.....



1889
"Przyjaciel Ludu" w numerze z 1 września 1889 roku ukazał się niezwykle interesujący artykuł poświęcony dynamicznie rozwijającemu się w Galicji ruchowi kółek rolniczych. Autor tekstu, posługując się barwnym językiem i licznymi przykładami, przybliża czytelnikom nie tylko idee
stojące u podstaw tych inicjatyw, lecz także konkretne losy jednego z nich - kółka rolniczego w Nienadówce, założonego w 1884 roku.

Działalność nienadowskiego kółka, jego twórców i aktywnych członków trafiła na łamy prasy galicyjskiej za sprawą głośnego konfliktu z miejscowym karczmarzem Nutą Falsenfeldem. Sprawa donosów do władz, podburzania części mieszkańców oraz prób rozbicia rodzącej się samoorganizacji włościańskiej była już na naszych łamach opisywana. Tym razem jednak warto sięgnąć do pierwotnego, prasowego źródła z epoki - tekstu, który z wyjątkową szczerością i bez ogródek ukazuje zarówno społeczne napięcia, jak i ogromną rolę, jaką kółka rolnicze odgrywały w budzeniu świadomości obywatelskiej oraz moralnej wśród mieszkańców wsi.

Zapraszamy do lektury kolejnego, niezwykle ciekawego materiału, będącego świadectwem tamtych czasów i dowodem na to, że oddolna praca u podstaw potrafiła wzbudzać nie tylko nadzieję, ale i zaciekły opór.


Wzorowe Kółka rolnicze

Nienadówka (powiat Kolbuszowa). Założyciele Założyciele „Kółka rolniczego” w Nienadówce, w roku 1884 zawiązanego, rozpoczynają działalność swą od włożenia na członków Kółka obowiązku regularnego zbierania się w dni niedzielne i świąteczne, ażeby przez wzajemne zbliżanie i porozumiewanie się rozbudzili w sobie ochotę do wspólnej, a pożytecznej pracy. Na zasadzie, że każdy czyn dobry poprzedzać musi myśl zdrowa i dobra, postanawiają czerpać ją z nadesłanych przez zarząd główny, a i z własnych szczupłych funduszów zakupywanych książeczek z „Komitetu wydawnictwa dzieł ludowych” i „Macierzy Polskiej”. Omawiając czytane dziełka, przejmują się przedstawianymi w nich wzorami cnót obywatelskich i zwolna, nieznacznie, a jednak skutecznie, nadają sobie wzajemnie i potęgują tę moralną podstawę, na której jedynie polepszenie i utrwalenie bytu materialnego za możliwe uznają.

Pierwszy też wynik tych pierwszych działań spostrzegamy w przesłanem zarządowi głównemu sprawozdaniu z roku 1884, w którem zarząd Kółka odpowiada na postawione pytania, nadto od siebie donosi, że na podstawie jednomyślnej uchwały członków urządziło „Kółko rolnicze” obchód Mickiewiczowski, na którym odpowiednie tej uroczystości śpiewy, deklamacje i odczyty kierowały myśl uczestników na pole pracy dla dobra powszechnego.

Trafnie i dobrze podjął swe chlubne zadanie, pod światłem kierownictwem swego przewodniczącego ks. kanonika Antoniego Momidłowskiego oraz nauczyciela i sekretarza p. Józefa Kobosowicza, zarząd „Kółka rolniczego” wobec członków i gminy w Nienadówce - bo dopóki serca wystudzone i głowy puste, dopóty trudno spowodować ochotną i skuteczną pracę nad podniesieniem własnego nawet dobrobytu; toteż naprzód rozwidniona przytoczoną powyżej działalnością zarządu Kółka głowa i serca zagrzane ochoczo teraz do pracy rwać się zaczęły.

Już w następnym roku donosi nam zarząd Kółka, że członkowie, dawniej nieczuli i niedbali o własne dobro, obojętni na nędzę i niedolę swą, rozpoznawać ją teraz zaczynają, a zasmakowawszy w zebraniach niedzielnych, nie trwonią w karczmach całych dni roboczych i ostatniego dobytku, ale raczej usilną pracą w polach starają się naprawić dotychczasowe zaniedbywanie gospodarstw.

Nic dziwnego, lubo wiele smutnego, że ten zwrot ku lepszemu, widoczny u członków Kółka, a w następstwie mogący za sobą pociągnąć i innych mieszkańców gminy, niechętnym musiał być widziany okiem przez tych, dla których nie dobro gminy, ale przeciwnie - zupełne jej wyzyskanie dla własnych, osobistych korzyści przewodnią jest myślą. To też „w gardle kością, w chlebie ością - w drodze górą, w moście dziurą - i piekielną solą w oku, i śmiertelną kolką w boku” stało się „Kółko rolnicze” dla karczmarza w Nienadówce.

Osiadły, jak to wiemy, w każdej niemal gminie, a więc i w Nienadówce, karczmarz nie przebierał w środkach, ażeby do rozprzężenia zawiązane „Kółko rolnicze” doprowadzić - korzystając z łatwości bałamucenia wódką zawieruszonych głów, wyzyskał i ów wspomniany obchód Mickiewiczowski, wmawiając mieszkańcom gminy, że członkowie Kółka to buntownicy, z którymi już sama styczność naraża na niebezpieczeństwo. Osiąga to ten skutek, że ten i ów istotnie obawia się zapisać do Kółka i liczba członków nie wzrasta; „Kółko rolnicze” atoli istnieje i dalej, dla wzajemnego pożytku członków i dobra gminy, pracować nie przestaje.

Gdy jednakże w roku 1885 uchwała założenia sklepiku w czyn zamienioną została i „Kółko rolnicze” bezinteresowną rozsprzedażą nafty, soli, płótna i innych do codziennych potrzeb służących towarów osłabia wpływ żyda karczmarza, nie poprzestaje tenże na dotychczasowym podburzaniu, ale skuteczniejszych - według swego mniemania - używa środków. Rozgłasza w karczmie i poza karczmą, że „Kółko rolnicze” organizuje powstanie, że członkowie będą zmuszeni porzucić gospodarstwa, żony i dzieci zejdą na biedę, że „Kółko rolnicze” to sprawa panów, w celu powstania podjęta, że każdemu, kto się do Kółka zapisze, starostwo podwyższy podatki - słowem, do tego stopnia bezustannie trwoży, że niektóre lękliwe gospodynie powzięły już skryty zamiar, ofiarą pieniężną uwalniać swych do Kółka zapisanych mężów od pójścia do owego powstania.

Tu już zarząd Kółka uznał potrzebę energicznego wystąpienia przeciwko temu niecnemu podburzaniu i wniósł oskarżenie do c. k. prokuratorii państwa, żądając ukarania żyda, nie dopuszczającego „powstania” włościan z nędzy i upadku. Na podstawie ścisłego dochodzenia sprawy podburzający żyd karczmarz, stawiony przed ławą przysięgłych w Rzeszowie, uznany został winnym i skazany na czteromiesięczne więzienie.

Na takie zakończenie owej sprawy starsi w gminie, dający się uwodzić żydowi, ze wstydem spoglądali na siebie i, garnąc się odtąd do „Kółka rolniczego” , nabrali przekonania, a za nimi i inni, że „chyba dobrą, bo pożyteczną i prawdziwie przyjacielską jest radą zawiązanie się w Kółka rolnicze, jeżeli niechętnym okiem na to patrzą i przeciwko temu działają tacy ludzie, jak ów, skazany przez sądy przysięgłych, żyd karczmarza".

Przytoczony wyżej wypadek niecnego podburzania karczmarza w Nienadówce przeciw „Kółku rolniczemu” niestety nie jest wyjątkowy ani odosobniony. Zdarzały się dość często podburzania takie, jak to - stwierdzają sprawozdania z różnych „Kółek rolniczych” - w innych miejscowościach. A że występne te podburzania zawsze jeszcze znajdują posłuch u łatwowiernych ludzi, a tym samym szkodzić mogą sprawie „Kółek rolniczych”, przeto wprawdzie z przykrością wspominać o nich będziemy – dla przestrogi i w obronie słusznej sprawy - zawsze jednak bez uprzedzenia.

Przechodzimy w tej mierze do „Kółka rolniczego” w Sokołowie, pow. Kolbuszowa. Zaraz w początkach zawiązania donosi nam zarząd tego Kółka, że „dzięki wytrwałym zabiegom i energii kilku obywateli sokołowskich udało się pokonać rozliczne przeszkody, zawiązaniu ‘Kółka rolniczego’ przez żydów stawiane, do tego stopnia, że wielu z obawy zemsty żydów wahało się albo przystąpić, albo pomocną dać rękę tak bardzo potrzebnemu i pożądanemu w Sokołowie „Kółku rolniczemu”.


08 01 1890
"Gazeta Lwowska" C.k . Sąd powiatowy w Sokołowie zawiadamia niewiadomych z życia i miejsca pobytu Łukasza i Jadwigę Nowińskich, że tut. sądową rezulucyą z dnia 3 lutego 1889 l. 7157 wpis prawa własności realności l. w, b. 518 w Nienadówce dotąd na imię Łukasza i Jadwigi Nowińskich zapisanej na rzecz Marcina Dumczaka dozwolony a kuratorem dla niewiadomych z życia i miejsca pobytu Łukasza i Jadwigi Nowińskich Michał Motyl z Nienadówki ustanowionym został.

Sokołów, 25 sierpnia 1899.


22 02 1890
"Kurjer Polski" Akcja ratunkowa. (List „Kurjera Polskiego").

Sokołów pod Rzeszowem 20 lutego.
Dnia 25 stycznia b. r. rozdzielono w Sokołowie, w obecności p. starosty z Kolbuszowy i p. marszałka powiatowego, hr. Tyszkiewicza, 1800 złr. tytułem bezzwrotnej zapomogi między okoliczne wioski: Górno, Wólka sokołowska, Turza, Mazury, Trzebuska i Nienadówka. Najwięcej otrzymała wieś Górno, bo też to najuboższa wioska w powiecie kolbuszowskim; dostała ona 700 złr. bezzwrotnej zapomogi, inne mniej. W ubiegłym tygodniu rozdano znów w Sokołowie samym sól bydlęcą.
Inne wioski tego powiatu otrzymały także zapomogę głodową Zdaje sie, że klęska głodowa w powiecie kolbuszowskim nie pozostawi żadnych śladów po sobie, gdyż powiat ten należy do tych szczęśliwych (pomimo, że jedna jego część jest piaszczysta, a druga mokra), w których ludność wiejska może znaleźć bardzo dobry zarobek przy robotach na drodze powiatowej z Kolbuszowej do Sokołowa jak również w sąsiednim powiecie Nisieckim przy osuszaniu bagnisk rudnickich.

Inna jest rzecz w powiatach górzystych wschodniej Galicji ????? ???? wszelką uwagę komitetów ratunkowych i rozciągnąć w możliwy sposób akcję ratunkową na szeroką skalę.

Zwykle z początkiem wiosny i w ciągu lata pojawia się w okolicznych wioskach Sokołowa tyfus rozmaity, który jednak nie dziesiątkuje ludności, tylko wyrywa po kilka jednostek z każdej wsi. Tego roku pojawił on się już w styczniu, ale sporadycznie. Tłumaczyć to można poniekąd tem, że okolica tutejsza należy po części do mokrych i sapowatych, a więc i klimat nie sprzyja zdrowiu

Sfinks




3 10 1890
"Wieniec - Pszczółka" Wielki pożar w Nienadówce Dolnej (1890)
Dnia 3 października 1890 r. w Nienadówce Dolnej wybuchł wielki pożar, którego opis znalazł się na łamach czasopisma „Wieniec - Pszczółka”. Relację przesłał mieszkaniec wsi, Stanisław Ożóg, w liście skierowanym do redakcji Wieńca Polskiego.

W swoim świadectwie Ożóg przedstawił dramat mieszkańców, podkreślając zarówno ofiarność tych, którzy ruszyli z pomocą, jak i bierną
postawę części sąsiadów, którzy nie zaangażowali się w ratowanie dobytku.

Pożar objął duży obszar wsi - miejsce jego wybuchu i rozprzestrzeniania można zobaczyć na zachowanej mapce. Do tragedii doszło w godzinach popołudniowych, co miało ogromne znaczenie: większość mieszkańców oraz zwierząt gospodarskich znajdowała się wtedy poza obejściami. Dzięki temu liczba ofiar była niewielka - zginęło tylko jedno dziecko. Autor listu zwraca uwagę, że skutki mogły być znacznie tragiczniejsze, gdyby ogień wybuchł nocą.

Relacja Stanisława Ożoga została opublikowana w niedzielnym wydaniu Wieńca Polskiego z dnia 19 października 1890 r.

Pożar w Nienadówce.


Wielkie nieszczęście nawiedziło kilku gospodarzy w gminie Nienadówce. Dnia 3 b. m. o godzinie w pół do trzeciej po południu, w skutek nieostrożności wybuchł pożar u jednego z gospodarzy, a przy silnym wietrze jaki dął od zachodniej strony, w kilku minutach okropne płomienie objęły wszystkie budynki gospodarskie 8-mu Numerów przytykających pierzeją do sąsiedniej wsi Trzebosi, graniczącej z nami pastwiskiem gminnym i łąkami.
To też wielkie niebezpieczeństwo zagrażało też mieszkańcom owej wioski, gdyż silny wiatr roznosił zarzewie ponad krzaki i drzewa rzucając je na dachy domów. Tylko przez zmianę kierunku wiatru, i przez wczesną pomoc, przy łasce Boskiej zdołano powstrzymać okropny żywioł. Pożar był nagły i silny, obrona trudna, więc wszystko się spaliło, tylko bydło pozostało, które było w polu, nadto spaliło się jedno dziecko, które było zostawione w domu bez opieki.

- Pełnomocnik z wielkiego dworu Trzebośki, (Trzebuski) przysłał sikawki i beczki z wodą, i sam przybył konno na miejsce nieszczęść także gmina miasta Sokołów dostarczyła sikawek i beczek na wodę, oraz osęków i ludzi. Miło mi wspomnieć, jak wielu z mieszczan Sokołowskich - oraz i żydów - przybiegłszy przez dalekie pola, z całą ofiarnością tłumili energicznie pożar do późnej nocy. Także c. k. żandarmeria starała się o ile możności swoją komendą pomagać do ugaszenia ognia. Lud z bliskich wsi: Trzebosi i Medyni okazał się dość czynnym wśród ognia, tylko niestety ! Ze smutkiem naznaczyć wypada, że tylko współmieszkańcy gminy, dali dowód niepojętej obojętności, ku swym Braciom w nieszczęściu, bo chociaż wielu można było widzieć takich którzy z całym zapałem i poświęceniem od pierwszej chwili pracowali do późna nad gaszeniem ognia, to po większej części wielu można było widzieć i takich, którzy się tylko przypatrywali z bliska lub z daleka, kiwając głowami, a nie spieszyli na ratunek, zapominając o przysłowiu, które mówi: że, "co mnie dziś, tobie jutro stać się może". - Lecz od tego zachowaj nas Boże. Szkoda wynosi kilka tysięcy - z pogorzałych nikt nie był asekurowany.

Stanisław Ożóg.



1891
"Przewodnik "Kółek Rolniczych" Kółka Rolnicze, sklepiki chrześcijańskie, pewno były solą w oku synów Izraela. "Ciemny lud to kupi" już w tedy to powiedzonko jak widać przestawało obowiązywać. Tu akurat mamy z dość ostrym potraktowaniem przez sąd, żyda, któremu najwyraźniej nie podobała się działalność nienadowskiego kółka rolniczego i organizowanie się ludności wiejskiej.


Karczma owego żyda znajdowała się w Górnej Nienadówce przy skrzyżowaniu z drogą na Trzebuskę tzw. "karczmarka"

14 III 1897
"Kuryer Rzeszowski" Kocham czytać te stare gazety, ten język i styl, niby nie minęło tak dużo czasu, a zmiany jakie zaszły w słowie pisanym, tak bardzo odczuwalne. O czym donosi Kuryer.. pod koniec XIX wieku, ano, na parafię Nienadówka przybył nowy wikary, ksiądz Paweł Smoczeński.

24 X 1897
"Głos Rzeszowski" Jak donosił "Głos Rzeszowski" z dnia 24 października 1897 roku, proboszcz parafii, który dwa lata wcześniej (1895) przyczynił się do położenie kamienia węgielnego pod budowę nowego kościoła w Nienadówce, otrzymał godność "szambelana papieskiego"

1897
"Opętana przez czarta:" Gazeta "Kurjer Lwowski" z dnia 3 grudnia. Z Kolbuszowej nadesłano nam odpis urzędowego dokumentu, jaki wpłynął do tamtejszego starostwa. Opiewa On następująco : „K. k. 5. Landes - Gendarmerie- Commando. 23. Abtheilung zu Kolbuszowa. Posten nr. 1 zu Kolbuszowa. E.N. 869.
Do ck. starostwa powiatowego w Kolbuszowej. Sokołów. dnia 20. listopada 1897. W Nienadówce obok Sokołowa powiat Kolbuszowa, zauważał gospodarz Jędrzej Chorzempa od dwóch miesięcy, że ile razy on swoje krowy na pastwisku uwiąże, zawsze zostają przez kogoś puszczone, to samo zauważał w stajni, łańcuchy zostają razem z hakami powyciągane, a bydło powypuszczane.

1897
"Opętana w Nienadówce:" Gazeta "Głos Rzeszowski" z dnia 12 grudnia odnosi się do dość słynnych wydarzeń szeroko opisywanych w ówczesnej prasie, akurat "Głos" podszedł do tej sprawy dość sceptycznie. W kolejnym nr z datą 19 grudnia Głos informuje o zakończeniu tej sprawy. Obszerny artykuł na ten temat "Opętana Hanusia"

1897
"Skorowidz:" Kolejne podsumowanie urzędnicze tak ludzi jak i miejscowości, akurat stan osobowy ludzi pochodzi z roku 1890 i w Nienadówce wynosił 2671 dusz.



14 IX 1897
"Niedziela"
tygodnik, ukazujący się we Lwowie, informował o uroczystości w Nienadówce w dniu patrona parafii św. Bartłomieja, tj. 24 sierpnia 1897r. Uroczystość ta, to poświęcenie nowo wybudowanego kościoła w parafii Nienadówka, w tym też dniu poświęcono nowy dzwon sprowadzony do naszej parafii 17 lipca 1897r.

Ku chwale bożej.
W Nienadówce, pod Sokołowem, stanął staraniem i kosztem ks. prałata Momidłowskiego i jego zacnych parafian, nowy, prześliczny, gotycki kościółek murowany. Poświęcenie kościółka odbyło się w dzień św. Bartłomieja, patrona parafii. Czynności tej dopełnił ks. dziekan Jędrzejowski, a kazanie stosowne do uroczystości wygłosił ks. kanonik Fiszer, proboszcz z Dobrzechowa. Tenże ks. dziekan Jędrzejowski poświęcił znowu, z upoważnienia ks. biskupa, dnia 17. ubiegłego miesiąca nowy dzwon do nienadowskiego kościoła z fabryki p. Hilcera sprowadzony, przyczem słowo Boże wypowiedział ks. Stafiej, proboszcz ze Staromieścia. Cześć szanownemu pasterzowi, cześć i sława jego owieczkom, gdyż o własnych siłach, bez niczyjej pomocy, dokonali tak wspaniałego dzieła, które w długie wieki świadczyć bę­dzie o ich ofiarności, dobrych chęciach i pobożności. Oby jak najwięcej było takich parafii, które by parafian nienadowskich naśladowały w tym względzie !

przyg. Bogusław Stępień





30 I 1898
"Gazeta Narodowa - Dodatek" Opętana z Nienadówki.
Do szpitala w Krakowie ma być dostawioną dla obserwacyi lekarskiej młoda dziewczyna, nielicząca jeszcze 14 lat, Anna Chorzempianka z Nienadówki pod Kolbuszową, w rzeszowskiem. Alarmujące brednie o dziewczynie tej rozeszły się w całej okolicy, a nawet znalazły wyraz w prasie, łaknącej sensacyjnych nowinek dla zaspokojenia niezdrowej ciekawości czytelników, żądnych zdarzeń rzekomo nadzwyczajnych. Opowiadano i jakoby stwierdzono, iż na dziewczynę tę zawsze tylko w nocy, nigdy w jasny dzień, coś rzuca rzepami a nadto że coś oblewa jej otoczenie jakąś mokrą cieczą. Badał sprawę żandarm i dostał po ciemku rzepą w głowę, toż samo miało się zdarzyć i księdzu, który egzorcyzmował dziewczynę. Wszystkie te objawy trafiały się tylko w chałupie Cherzempy, jej dziadka, po ciemku, a ustawały zupełnie, gdy dziewczynę z chaty tej zabrano. Z poważnego źródła o całem tem zdarzenia komunikują co następuje:
Dziewczyna nie ma jeszcze 14 lat, jest szczupła, niedokrewna, umysłowo trochę nad wiek rozwinięta, Na jednem oku ma na źrenicy jakąś plamę i na plecach plamkę białą tj. skórze w tem miejscu brak naturalnego barwnika. Jest ona prawdopodobnie histeryczką, może mediumistycznym okazem, z którego ktoś trzeci (w tym wypadku zięć starego Chorzempy) korzysta, aby starego s chałupy wykurzyć. W jednym wypadku przyłapał wójt niedorostka, który egzorcymującego księdza rzepą uderzył. Dostał za to od wójta cielesne upomnienie. Dyabeł, który tylko w ciemności dokazuje, który tylko chłopskie dowcipy (rzucać rzepą i kał przynosić) umie, nie zasługuje chyba na miano dyabła. Najważniejszem chyba jest fakt, że lekarz dr. Dempert przyłapał dziewczynę na oszustwie. Siedząc wraz z nią po ciemku, gdy został uderzony rzepą w głowę, wysunął latarkę i spostrzegł, że Chorzempianka ma podniesioną rękę. Powtóre, przy sposobności oblania żandarma i jego samego jakąś letnią cieczą, przekonał się i zbadał na pewne, co to była za ciecz. Dziewczyna wtenczas mówiła, że i na nią, to jest na jej głową też gorącą wodę ktoś wylał, ale głowa jej była zupełnie sucha. Był potem lekarz ten jeszcze dwie noce u Chorzempy, ale dyabeł w jego, obecności nawet po ciemku nie chciał się już popisywać swojemi figlami. Gdyby zdrowy rozsądek, a nie chęć zaspokojenia niskich instynktów tłumu powodował redakcyami niektórych dzienników, nie nadawałyby takim zdarzeniom cech jakiejś nadprzyrodzoności, nie opisywałaby bredni, lecz tylko prawdę w właściwem oświetleniu. Z pospolitego oszustwa uczyniono, ciemnotą jednych, złą wolą drugich, rzecz nadzwyczajną, a niesawodnie badania lekarzy potwierdzą, że dziewczyna jest namówioną do figlów, które spełniała. |

1899
"Rozwój Szkolnictwa Ludowego" W tym opracowaniu o rozwoju szkolnictwa w Galicji w latach 1848 - 1899, dowiadujemy się iż: Z okazji jubileuszu 50 lat panowania Cesarza Franciszka Józefa I, m.in szkolnictwo w Nienadówce zostało wsparte kwotą 100 zł.

1901
"Gazeta Lwowska" Mała wzmianka w ówczesnej prasie, ks. Bukała Ludwik, wikary z Łańcuta zostaje proboszczem w Nienadówce.



1902
"Listy ludowe" W czerwcu br. zamieściłem materiał o Wojciechu Ożogu - „Gazetniku”. Znalazła się w nim wzmianka o jego pielgrzymkach m.in. do Rzymu. Organizatorem tej wyprawy w 1877 roku był ks. Stanisław Stojałowski. Wydaje się jednak, że nie była to jedyna tak długa eskapada. Udało mi się odnaleźć ciekawą relację z kolejnej pielgrzymki, również zorganizowanej przez ks. Stojałowskiego – tym razem do Rzymu i Ziemi Świętej z roku 1902.

W gronie pielgrzymów z Nienadówki znalazło się wówczas dwóch Ożogów. Autor relacji nie podał ich imion, lecz można z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że byli to bracia Ożogowie: Wojciech - „Gazetnik” oraz Jan, który również często pisywał do gazet.

W opisie tej podróży ks. Stojałowski wspomina o przygodzie, jaka spotkała dwóch naszych rodaków.
Sama pielgrzymka obfitowała w wiele nieoczekiwanych wydarzeń, ale właśnie epizod z Zagrzebia, dotyczący Ożogów, zasługiwałby z pewnością na osobne „gazetnikowe” opisanie. Niestety rodzinna pamięć o tym wydarzeniu nie przetrwała - wiemy jedynie tyle, ile zanotował ks. Stojałowski w swoim liście do gazety.

"List z morza słowiańskiego".

    P. Jezus Chr. Kochani drodzy Bracia i kochane Siostry! Dziś właśnie 2 tygodnie, jak wyjechaliśmy z Bielska jest bowiem środa, dzień 5. listopada, a w środę 22. października, opuściliśmy Bielsko, udając się w 44 osób do Ziemi św. A oto przez całe te 2 tygodnie nie mogłem wziąć piora do ręki, aby napisać obszerniejszy list do redakcyi. Byliśmy bowiem albo w drodze, albo zwiedzaliśmy przez całe dnie Rzym, Loreto i Assyż, tak, że gdy się późno wieczorem do domu wróciło, nie było możności myśleć o pisaniu.

    Dziś wracamy okrętem z Ankony do Fiumy, a że morze jest spo- kojne i śliczna pogoda nam służy, przeto korzystam z chwili, i chcę Wam za porządkiem opowiedzieć przygody naszej podróży, bo mieliśmy ich rzeczywiście wiele i niezwykłych.

    Zacznę od wyjazdu z Bielska. Mieliśmy wyjechać zaraz po poświę- ceniu i otwarciu domu polskiego w Bielsku, tj. 20 października, tymcza- sem dano nam znać z Wiednia, że do Jerozolimy przez Włochy do Ziemi św. jechać nie można, bo w Egipcie cholera, więcbyśmy musieli odbywać podwójną kwarantannę; (tj. zamknięcie przez 12 dni na granicy w od- osobnionem miejscu) raz przy przyjeździe od Palestyny, a drugi raz przy powrocie do kraju, tak, że chcąc nie chcąc, musieliśmy zmienić plan po- dróży i postanowiliśmy zaniechać podróży do Rzymu, a jechać pro- sto przez Konstantynopol do Ziemi św., i takie nam też przywiózł z Wie- dnia bilety, agent biura podróżnego Schenkera, który plan naszej podró- ży układał.

    W środę popołudniu wsiedliśmy w Bielsku do wagonów. Niemcy bielscy widząc taką gromadę Polaków, dopytywali się: czyśmy wzięli bilety też z powrotema a gdy im powiedziano że tak, mówili z nieukontowaniem: "A to wielka szkoda! Mógłby przynajmniej Stojałowski pojechać sobie na zawsze albo niechby tam gdzie utonął na morzu!" Żartowaliśmy sobie z tych ich przyjacielskich życzeń, i mało na nie zwracając uwagi, w dobrej myśli, umieściliśmy się w osobnym wagonie. Ale zaraz tu zaczęły się niespodzianki tej naszej podróży. Gdy po- ciąg już miał ruszać, przyleciał posłaniec do mnie z telegramem nagłym z Wiednia. Otwieram i ku memu zdumieniu i strapieniu czytam, że również droga przez Konstantynopol zamknięta przez kwarantannę, więc, abyśmy się z wyjazdem wstrzymali!

    Trudno było usłuchać tej rady, bo już pociąg ruszał wiec na wolę Bożą ruszyliśmy. W drodze do Cieszyna, oznajmiłem pielgrzymom jaka wiadomość nadeszła i zostawiłem na ich wolę, co zechcą zrobić. Wszyscy zdecydowali się jechać tymczasem do Rzymu wedle pierwot- nego zamiaru a potem zrobić, co Bóg da, w tej nadzieji, że tymcza- sem cholera wygaśnie i droga do Ziemi św. się otworzy.

    Pojechaliśmy tedy przez Budapeszt ku Rzymowi. Było to w czwartek rano, gdyśmy przybyli do Pesztu i musieliśmy czekać tam na pociąg dalszy do wieczora. Po południu nadjechali do Pesztu Rusini z ks. Metropolitą Szeptyckim na czele. Tym samym tedy potem pociągiem, choć w osobnym wagonie, wyruszyliśmy w czwartek wieczorem z Pesztu do Rjeki (Fiume) W piątek rano zatrzymywał się nasz pociąg w Zagrzebiu 38 minut. Ogłosiłem to pielgrzymom, aby mogli skorzystać z czasu, umyć się i posilić po całonocnej podroży.

    I tu nas spotkał drugi niemiły wypadek. Trzech pielgrzymów, dwu Ożogów z Nienadówki i Paweł Greń z Orłowy, skorciło w czasie tego przestanku wylecieć ku miastu, do pobliskiego kościoła, choć ich inni przestrzegali, aby się tak daleko nie oddalali. Stało się, co było do przewidzenia, ci trzej się spóźnili do pociągu i zostali bez biletów i bez swych tłumoczków w obcem mieście!

    Gdyśmy wieczorem w piątek wsiadali na okręt w Rjece, aby się przeprawić na brzeg włoski do Ankony jeszcze nasi zgubieni się nie odnaleźli, więc z żalem musieliśmy ich zostawić. (Znaleźli się aż w Rzymie.)

    Noc na okręcie była dość niespokojna, ale jeszcze nie najgorsza.

    Na pokładzie zeszliśmy się znowu z Rusinami, a budującem dla nas wszystkich było to, że ks. Metropolita Szeptycki często bardzo zaglądał do swych pielgrzymów, a więc i do nas, z każdym uprzejmie rozmawiał i o każdego się troszczył, a że był w czarnem zakonnem ubraniu, ani poznać było, jaki dostojnik Kościoła pomiędzy chłopami się krząta.

    Gdy okręt miał ruszać, zaśpiewali nasi: "Kto się w opiekę" i "Gwiazdo morza" a Rusini zaśpiewali: "Preczystaja Diwa Mater".

    Potem jak kto mógł, do snu się ułożył - choć spanie było ladajakie, bo dla mocnego kołysania okrętu, wielu dostało zawrotu głowy, ale dzięki Bogu, bez silniejszych objawów choroby morskiej się obeszło.

    W sobotę rano przybywszy do Ankony, myśmy pojechali do Loretu, a Rusini wprost do Rzymu. W Lorecie, odśpiewałem w domku Najśw. Rodziny mszę św. i przemówiłem do pielgrzymów, z których niektórzy wyspowiadawszy się u polskiego spowiednika, przystąpili do Komunii św. Zwiedziwszy potem bazylikę loretańską, wróciliśmy do Ankony i wieczorem pojechaliśmy wprost do Rzymu dokąd przybyliśmy w niedzielę rano. O pobycie w Rzymie osobno napiszę. Bóg z Wami!

Wasz ks. Stojałowski.



1904
"Skorowidz" Kolejny rok w którym urzędnicy podali stan osobowy ludności, z tym że sam spis odbył się w roku 1900, a liczba mieszkańców Nienadówki to 2831

1905
"Wieniec - Pszczółka" Piąty 30-letni czytelnik zgłosił się niedawno do Redakcji. Jest nim Wojciech Ożóg z Nienadówki. Weteranów ruchu ludowego zaprosimy w sierpniu na obchód 30-letniego jubileuszu do Bielska Białej. Czy Wojciech Ożóg "Gazetnik" pojechał do Bielska Białej ?

1906
"Gazeta Lwowska" Prestiż zawodu nauczyciela musiał być w tych czasach naprawdę wielki a taka nominacja wagą państwową, skoro taka gazeta zamieszczała tego typu powiadomienia. Gazeta Lwowska była czasopismem o zasięgu całego województwa lwowskiego, a ówczesne województwo było znacznie znacznie większe od dzisiejszego np. podkarpackiego.


10 XI 1906
"Oświata" - Ostrzeżenie przed emigracją do Szwecyi.
W sprawie tej pisze „Naprzód": Austryackie ministeryum spraw wewnętrznych otrzymało bardzo niekorzystne wiadomości o losach galicyjskich robotników sezonowych w południowej Szwecyi. Wielu robotników skarży się na umieszczenie, zupełnie niegodne ludzi, na niedostateczny wikt, na niezwykłą drożyznę wszystkich artykułów codziennego życia, jak wiktuałów ubrań, obuwia itp., tudzież na niezwykle srogie obchodzenie się z nimi t. zw. dozorców. Wynagrodzenie jest przytem w ogólności złe i znacznie niższe niż w Niemczech. Kontrakty częściowo dla robotników zupełnie niezrozumiałe są tego rodzaju, że wydają robotników zupełnie na łaskę i niełaskę pracodawców, względnie ich rządców, dozorców itp. Pomimo ciężkiej 14- godzinnej (i dłuższej) pracy, przy złym i zupełnie niewystarczającym wikcie, nie mogą robotnicy robić nawet najmniejszych oszczędności. W prawdzie w
niektórych mniejszych gospodarstwach rolnych są stosunki pracy nieco korzystniejsze, na ogół jednak jest los galicyjskich robotników sezonowych w Szwecyi południowej nadzwyczaj smutny.

Dochodzenie, jakie przeprowadzono w jesieni zeszłego roku z powodu tych skarg, a w szczególności skarg robotników, zatrudnionych w pewnych fabrykach w Ifo i Bromolla, wykazały, że najwięcej przykrości doznają robotnicy od dozorców Leiby i Abrahama Verstandigów, z których pierwszy pochodzić ma z Nienadoki (prawdopobnie z. Nienadówki) w Galicyi. Stwierdzono, że ci dwaj dozorcy czynnie znieważali, wyzyskiwali i uciskali robotników, którzy podlegają zupełnie ich władzy, albowiem ci dozorcy ich ugodzili i wypłacają im zarobki. Zarobki te nie są jednak wcale normalne, t. j. takie, jakie pobierają robotnicy miejscowi, lecz o wiele niższe. Zarząd fabryki nie wypłaca bowiem zarobków wprost robotnikom, lecz dozorcom, którzy zarachowują zarządowi fabryki pełne normalne zarobki, obcym zaś robotnikom, przez siebie zgodzonym, wypłacają znacznie niższe wynagrodzenie, Rożnica stanowi dochód dozorców. Leibie Verstandigowi udowodniono nadto, że robotnikom sobie podległym, a należącym do związku wojskowego, nie pozwala wyjeżdżać na zebrania kontrolne i uczynić zadość innym obowiązkom z ustawy wojskowej tak, że robotnicy ci muszą obawiać się kar w razie powrotu do domu, przez co jeszcze bardziej dostają się w moc swego ciemiężyciela. Przy werbowaniu robotników ma być tym dwu dozorcom pomocnym brat Leiby Verstandiga, Leisor Verstandig, mieszkający w Bautzen w Saksonii, tudzież rozmaici agenci w Galicyi, a między tymi niejaki Adolf Femminger, Tomasz Schester i N. N. Goldmann w Rzeszowie. Robotnikom ugodzonym, których używa się częstokroć w najbardziej niebezpiecznych przedsiębiorstwach, daje się do zrozumienia, że są oni ubezpieczeni od wypadków. Tak jednak w rzeczywistości nie jest, szwedzkie bowiem Towarzystwo ubezpieczeń od wypadków, w którem się ich ubezpiecza, w myśl szwedzkiej ustawy krajowej z dnia 5 lipca 1901 r. nie jest obowiązanem wypłacać cudzoziemcom jakichkolwiek rent na wypadek uszkodzenia lub kalectwa. Takim robotnikom wypłaca to Towarzystwo jedynie koszta pogrzebu w kwocie 60 K.

Wobec tego, iż robotnicy ci nie otrzymują pełnych zarobków i nadto są narażeni na samowolne i srogie obchodzenie się, przestrzega ministerstwo spraw wewnętrznych robotników galicyjskich przed udawaniem się na roboty sezonowe do południowej Szwecyi w ogóle, a w szczególności przed przyjmowaniem pracy w fabrykach w Ifo i Bromolla i to za pośrednictwem osób wyżej wymienionych.


* informacja własna - całkiem przypadkiem na stronie FamilySearch natknąłem sie na braci Verstandig i ich rodziny.




08 IX 1907
"Ojczyzna" - Hola panowie! Źle się bawicie!
Jeszcze 15. czerwca wniósł p. Stan. Szczur z Nienadówki, powiat Sokołów, zbadany przez lekarza, dra Szostkiewicza, po pobiciu go przez miejscowego kierownika szkoły i pocztmistrza p. Jakóba Pieńczaka, skargę sądową. P. Pieńczak, hyena starosty Lasockiego, uwziął się na p. Szczura, bo ten jest zwolennikiem posła Wiącka - i rozmyślnie nie doręczał mu listów, wysyłanych do niego od adwokata z Rzeszowa. Kiedy zaś p. Szczur zapytał czy list jest - p. Pieńczak rzucił się na niego, pobił go i podarł na nim ubranie. Dotąd odbyła się rozprawa o ubranie, ale równocześnie i p. Szczurowi wytoczono proces o to, że przy rozprawie powiedział, że „żona p. P. nie jest huncwotem“. I ten proces się skończył. Za te słowa p. Szczura dotkliwie ukarano. A wezwania do terminu o pobicie dotąd niema. Trzy miesiące
już dobiega. Zwracamy na to uwagę osobom, od których to zależy - w przeciwnym razie oddamy sprawę posłowi Wiąckowi, aby z niej zrobił użytek w parlamencie. A p. Pieńczak! Pamiętaj Pan, że nos dla tabakiery i że my patrzymy pilnie na pańskie postępki!

Znowu bezprawie.
Wincenty Ożóg z Nienadówki zgodził w Banku ziemskim z Łańcuta 15 morgów pola, później jednak umowa z Bankiem została rozwiązaną za obopólną zgodą (bo kontraktu jeszcze nie było), a zawarto nową i sporządzono kontrakt na 3 morgi. Tymczasem niedawno (23. sierpnia) p. Ożóg otrzymuje wezwanie, aby zapłacił za 15 morgów 425. 60 koron podatku, a osobno za trzy morgi. Pokazało się, że strażnik skarbowy dowiedział się o kupnie i doniósł do Dyrekcyi skarbowej, a ta, mimo że kontraktu zupełnie nie zrobiono, wymierzyła podatek. P. Ożóg, nie mając pola, nie może płacić ogromnego podatku - będzie więc rekursował. W tej sprawie udał się do rejenta w Sokołowie, p. Karola Rampelta, który chłopa odprawił ze słowami: Idź do Wiącka*, ja tego nie zrobię. Sprawy tej nie przyjął i miejscowy adwokat! Panowie! Chłop nie zginie, bo są gdzie indziej ludzie cokolwiek inni. A przyjaciołom naszym radzimy tych panów unikać. Zobaczymy, kto na tem wyjdzie lepiej.


*Wojciech Wiącek (ur. 28 listopada 1869 w Machowie, zm. 19 sierpnia 1944 w Tarnobrzegu) – polski rolnik, publicysta i polityk ruchu ludowego. W latach 1907–1911 poseł do austriackiej Rady Państwa XI kadencji. W latach 1926–1927 senator I kadencji.


1908
"Gazeta Lwowska" Napady i kradzieże, w Krakowie, Opawie i innych miastach, czyżbym trafił na pierwszą grupę przestępczą której czynnym uczestnikiem był jeden z mieszkańców Nienadówki. Stanisław Łepianka lat 44 gospodarz, w prawdzie to nazwisko jakby troszkę przekręcone i prawdopodobnie brzmieć powinno Lepianka, bo w tej formie występuje w Nienadówce. Cóż sprawa wydaje się być już przedawniona i możemy gościa uznać za pozytywnie zakręconego, w końcu o zwykłych
ludziach nikt w prasie nie pisał. Proces szajki włamywaczy w opracowaniu Lepianka - gangster z Nienadówki

26 I 1908
Wieniec - Pszczółka" Zbrodnia wskutek pijatyki

Przykry wypadek zdarzył się w naszej wsi, Nienadówce (pow. kolbuszowski), a powodem tego była wódka. Gdyż u nas niestety, jak może i poniektórych innych wsiach, karczma dla wielu mieszkańców jest świątnicą a Icek bożyszczem. I w dzień powszedni, ale osobliwie w niedzielę i święto, przed i po nabożeństwie, mnóstwo ludzi ciśnie się do karczmy, siedząc nieraz i do północy, a wójt z sekretarzem, przede wszystkim.
- O tych dwu ludzi był raz zakład o kilka szóstek a mianowicie dwaj inni mieszkańcy założyli się o to, czy tamci, t.j. wójt i pisarz, będą przez większą część roku codziennymi gośćmi w karczmie, czy też nie. No i ten który twierdził że tak, wygrał zakład, gdyż tamci w dzień każdy, a nawet wieczór wigilijny i Boże narodzenie w karczmie gościli.

Wracając do owego wypadku, tak to było: — Dnia 9 stycznia, Józef Lepionka, policjant gminny napijał się w karczmie wraz z żoną, córką i jeszcze jedną dziewczyną. Wraz z nimi siedzieli dwaj chłopcy, pewien gospodarz i dziewczyna. Obecny tamże gospodarz Jan Pietryga uczynił uwagę, iż nie przystoi, by dziewczęta w karczmie przesiadywały, pijąc, z czego wynikła sprzeczka a potem bójka, w której Lepionka policjant, gospodarz Buczak i pewien chłop tak poranili Pietrygę, że ten walczy ze śmiercią. Zjeżdżała z tego powodu komisja sądowo-lekarska.

Wspomniany Lepionka powinien by dawno być z urzędu usuniętym, jako człowiek sam upijający się oraz w swoim domu siejący niemoralność przez gorszące nocne muzyki i zabawy, które zakłócają spokój mieszkańcom. Wójt powinien ukrócić tę rozpustę.

Mazur



30 VIII 1908
Z Nienadówki pod Sokołowem.
Pewien doktor z Sokołowa wart, aby tu opisać jego sprawki. Otóż jeden gospodarz z naszej wsi, który ukrzywdził mocno swego zięcia, bo mu nie dotrzymał tego co Obiecał, spotkał raz tego zięcia, który wiózł materiał na sąsieki i chwyciwszy go za kark, nie dał mu złożyć materiału na obrane miejsce. Zięcia wzięła niecierpliwość i otrząsł się mocno, a ojciec upadł na koniec osi. Że zaś konie szły, byłoby tylne koło na niego wjechało, lecz zięć chwycił go w pół i wyciągnął z pod koła. Stary posłał zaraz po księdza, a potem po doktora do Sokołowa.
Ten przyjechawszy, obmacał mu bok i powiedział, że żebro w dwu miejscach złamane i odjechał, ale trzeciego dnia, na dwu furach zjeżdżają panowie, t. j. ten sam doktor z sędzią, wraz z pisarzem i jeszcze doktor z Rzeszowa, którego sobie tamten dobrał. No, i obaj doktorzy rewidują znów bok starego. Ten z Sokołowa prawi, iż żebro złamane, a ów z Rzeszowa, że nie, ale w końcu uradzili oba, że złamane. Sędzia spisał protokół, a gospodarz ów coś tam zaprzysięgał, ale co, to nikt nie wie; to tylko wiadome, iż żebra ma zdrowe, bo dobrze chodzi. Więc po cóż tyle kosztów i na kogo one przyjdą, kiedy są świadkowie rzetelnie potwierdzający, iż zięć teścia nie bił. Przyczyna jest jednak w tym, że doktor ów wie dobrze, iż stary ma pieniądze, więc się na nie łakomi. Bo że chciwy jest, to dowód w tym, że przyjechawszy do chorej kobiety, na co mu z drogą zeszło 1 1/2 godziny, zażądał od niej 32 kor., a od innej, z tejże wsi, aż 40 kor. choć mąż jej nie ma za co soli kupić i musiał się zapożyczyć, by zapłacić doktorowi, który, choć mu jeszcze daleko do 50 lat, ma już podobno uskładanych 40 tyś. koron, a z nędzarzy ciągnie.

Drugi fakt o tym doktorze taki był:
Córka pewnego gospodarza proceśnika pasła raz bydło, ale że w nocy zamiast spać, weseliła się, więc też potem zasnęła przy paszeniu. Jadąc tamtędy sąsiad. spostrzegł iż bydło w szkodzie, więc zbudził dziewczynę, a sam pojechał dalej. Wracając tamtędy, zobaczył, iż dziewczyna śpi ciągle, więc znalazłszy jakiś patyk wierzbowy, przybiegł do niej, ale nie uderzył jej, tylko trzepnął obok, krzycząc, a gdy jeszcze się nie zbudziła, szarpnął ją za ubranie: dopiero ta wstała i poszła za bydłem, a on wrócił do domu. Ojciec tej dziewczyny spotkał wnet potem gospodynię tego gruntu, przy którym dziewczyna spała i ta go pyta: - Czy wasza dziewczyna zdrowa, bo ją zbił kiedyś ów sąsiad ? — Więc ten proceśnik Ojciec, wróciwszy do domu, zaprzęga konie i jedzie po owego doktora do Sokołowa. Ten przyjeżdża i pisze raport i sąsiad dostaje w parę dni pozew. Na terminie każą mu płacić 14 kor. kary - chyba za jego dobrą wolę i przysługę, by bydło w szkodę nie szło, bo rzeczą jest pewną, że dziewczyny nie trącił.

Oj, te raporta chyba kiedyś gorzko zaciężą na sądzie Bożym, owemu doktorowi, teraz on o tym nie myśli ! Smutno to, iż ze strony ludzi uczonych tyle płynie obrazy Bożej i przykrości ludzkiej.

T. H.




1909
- Opis uroczystości z udziałem banderii z Nienadówki Wojciecha Ożoga "Gazetnika", który jak sam się podpisał, już od 33 lat był wtedy prenumeratorem tej gazetki.

"Wieniec - Pszczółka" Obchódy rocznicy Słowackiego w Sokołowie.
W dniu 22. sierpnia b. r. odbyła się w miasteczku Sokołowie piękna uroczystość setnej rocznicy urodzin poety Juliusza Słowackiego, a to staraniem młodzieży ze szkół wyższych i miejscowych osób inteligentnych. Myślałem, że ktoś zdolniejszym piórem niż moje, uroczystość tę dla gazetki naszej opisze, ale kiedy dotąd nikt tego nie uczynił, ja choć spóźniony nieco, jej opis przesyłam.

Gdy w dzień ten przybyłem do Sokołowa, zastałem już rzeszę ludzi tak miejscowych, jak z okolicy przybyłych, których piękny cel, dzień niedzielny i pogoda licznie zgromadziły. Budynek Urzędu gminnego, przed którym wszyscy oni stali, ubrany był ślicznie w zieleń i chorągiewki o barwach narodowych. Wkrótce też nadjechała banderia konna z kilkunastu chłopów z Nienadówki złożona, którą wprowadzono do miasta z muzyką oddziału Sokołów z Głogowa, także na obchód ten przybyłych. Po powitaniu ich, dano kilka strzałów z moździerzy. Po małej chwili cały pochód wyruszył do kościoła na nabożeństwo.

Naprzód pod przewodnictwem p. Pieńczaka, kierownika szkoły w Nienadówce, ubranego
w piękny starodawny strój polski, jechała w czwórki sformowana, nienadowska banderia, mając na sobie białe płótnianki i białe kapelusze, a chorągiewki przy boku. Konie były tak dobrane, że miło było popatrzeć. Dalej szła odświętnie ustrojona dziatwa szkolna pod okiem pp. nauczycieli, potem szeroka część publiczności, dalej drużyna sokoła z muzyką, grającą nasze piękne narodowe pieśni, na końcu reszta mieszkańców miasta i wsi.

Po nabożeństwie wyszedł na ambonę nowo wyświęcony ks. Krokowski, rodem z Sokołowa i wygłosił śliczne kazanie zastosowane do uroczystości. Wspomniał o cnocie poświęcenia się i miłości, jaką dla Ojczyzny mieli nasi przodkowie, przytoczył ustępy z niektórych utworów Słowackiego, dowodząc, jakim był on miłośnikiem narodu i jak pragnął » zjadaczów chleba w aniołów przerobić «.

- Przemowa tego kapłana wszystkich rozrzewniła i zbudowała; po czym wszyscy powrócili w tym samym porządku na rynek, gdzie teraz przy odsłoniętej pamiątkowej tablicy, p. Piękoś, dyrektor szkoły w Sokołowie, skreślił z mównicy cały życiorys naszego poety, wyliczył jego prace i utwory, datę śmierci i miejsce pochowania, dodając, iż prochy jego naród chciał sprowadzić z Francji, by je uczcić pogrzebem w grobowcach na Wawelu, czemu się sprzeciwił obecny biskup krakowski ks. Puzyna.

Następnie wyszedł na mównicę Walenty Piela, mieszczanin sokołowski i w wymownych słowach przedstawił zgromadzonym naszą niewolę, w której od lat 100 przeszło cierpimy i ucisk, jakiego zwłaszcza pod niektórymi rządami doznajemy. Wspomniawszy o Słowackim i innych ludziach zasłużonych, lud nasz kochających, podziękował w końcu komitetowi, który się zajął urządzeniem obchodu, dalej ks. Krokowskiemu za jego piękne kazanie, przy czym życzył mu, aby kiedyś zasiadł na krakowskiej stolicy biskupiej, a wtedy nie stawiłby oporu przyjęciu zwłok Słowackiego w groby zasłużonych, następnie dziękował banderii z Nienadówki i p. kierownikowi p. Pieńczakowi, który ją przywiódł, potem druhom Sokoła i wszystkim zebranym. Teraz znów nastąpił pochód z muzyką, a w końcu komitet zaprosił do domu p. Miedzichy, na skromny posiłek bandurzystów, po czym ci, siadłszy na konie, ślicznie się chorągiewkami pokłonili i przy dźwiękach muzyki, grającej marsza Dąbrowskiego, odjechali do domu. Wieczorem było jeszcze jakieś przedstawienie amatorskie, ale już na niem nie byłem.

Tyle opowiedziawszy, pozdrawiam Czcigodnego Wks. Redaktora i wszystkich Czytelników Wieńca - Pszczółki.

Wojciech Ożóg z Nienadówki
prenumerator od lat 33



1909
"Kompletny Skorowidz miejscowości w Galicji i Bukowinie" Wydanie z ciekawymi skrótami z 1909 roku, znajdujemy że: w Nienadówce gminie politycznej z przysiółkiem Poręby lub Ogierówka mieszkańców było - 2831, we wsi była szkoła dwuklasowa. Ciekawe oznaczenie - o. d. osobne domy. Zaznaczono jeden dom "Pod młynem" chodzi raczej o "Podmłynie" bo ta nazwa występowała we wcześniejszych mapach. Dla zainteresowanych innymi miejscowościami zostawiam linka: http://mbc.malopolska.pl


1909
"Oświata Ludowa Organ Krakowskiego Towarzystwa Oświaty Ludowej w swoim opracowaniu podaje m.in. spis czytelń, bibliotek i wypożyczalni za rok 1909. Obok tabelka odnosząca się do powiatu kolbuszowskiego. Dowiadujemy się z niego, że biblioteka w Nienadówce powstała w 1903 roku, a jej kierownikiem był Jakób Pieńczak. Mieszkańcy Nienadówki mogli wybierać ze 100 tytułów, które znajdowały się wówczas do ich dyspozycji.


06 VIII 1911
"Ojczyzna" - Nienadówka w Kolbuszowskim.
Ostatnie czasy, w których odbywały się wybory, poruszyły chociażby najobojętniejszego na sprawy publiczne. I u nas wprost wrzało na wsi. Gdzie się zeszło dwóch lub trzech, tam zaraz poczynała się rozmowa na temat wyborów. Nawet kobiety się tem zajmowały. Wiece następowały jedne po drugich. Zjeżdżali: Bis, Lasocki, Kazior, Lis, Zając, ale żaden nie potrafił się podobać, a Lasocki nawet pomimo ofiarowania 100 kor. na „Dom ludowy“, został z niego z hałasem wyprowadzony. Pozostało dwóch kandydatów, którzy u nas mieli największe szanse; byli nimi: Wojciech Wiącek i Jan Ożóg. Stało się jednak odmiennie. W niedzielę, kiedy nauczyciel Jakób Pieńczak zwołał poufny wiec, zjechał Ożóg i pociągnął za sobą większość. Wynik ostatnich wyborów był następujący: Ożóg dostał 251 głosów, Wiącek* 107, Lasocki* 16, Białobrzeski 6.
Miało przyjść do ponownych wyborów. Wszyscy jak jeden mąż uchwalili głosować na Wiącka, do czego ich sam Ożóg namawiał. Nadszedł wreszcie dzień drugich wyborów. Kartek głosowania nie rozdano przedtem, tylko miano rozdać podczas głosowania i to w sali wyborczej. Wpuszczano do sali grupami po kilkunastu, gdzie pisarze, których ze sobą przywiózł komisarz, wśród ścisku i zamieszaniu, przybijali pieczęciami na kartkach na posła nazwisko Lasockiego, a na zastępcę jakiegoś Dudka, o którym nikt nie słyszał. Spostrzeżono to jednak zaraz, kartki z napisami zmieniono na czyste, a tamte zniszczono i posadzono swoich kilku pewnych pisarzy. Od początku do końca wszyscy dawali sobie do nich kartki podpisywać, głosując na Wiącka, oprócz komisyi, żydów, których było 4 i 1 czy 2 chłopów, o których wiedzą. Przyszło do ogłoszenia wyniku wyborów. Lasocki otrzymał aż 107 głosów , a Wiącek 251. Skąd się wzięło Lasockiemu aż 107 głosów, kiedy prawie wszyscy podpisywali kartki na Wiącka ? Wyjaśniło się zaraz. Nauczyciel przed wyborami miał już kartki do głosowania i rozdawał je, komu uważał, z napisami Lasockiego, a było takich dosyć, którzy odwdzięczając się za wypite piwo i zjedzone jaja (pono za 20 kor.) przyjmowali podobne kartki. Ci przy głosowaniu podawali drugie kartki, które podpisali na Wiącka dla pozoru. Te jednak pochowali, a oddawali na Lasockiego. Domyślając się takich nie można liczby doprowadzić, do 30. Gdzie reszta? Tu zagadka. Ale i tu nastąpi rozwiązanie. Podczas obrachunku głosów, nauczyciel nie pytając się nikogo, zabrał część kartek na bok i tam naliczył tyle głosów na Lasockiego.

Co zaś do tego p. nauczyciela, Jakóba Peńczaka, to on jest już w Nienadówce od 20 lat, ale żeby coś dobrego bezinteresownie zrobił, tego ja nie widziałem. Natomiast umie z chłopów żyć w rozmaity delikatny sposób; poklepie poufale po plecach, przemówi ładnemi słówkami, a chłop onieśmielony staje się potulny jak baranek. I p. nauczyciel, co chce, to z chłopem zrobi. I radą gminną rządzi i Kasą Raiffeisena i nowo powstającym „Domem ludowym“.

Ksiądz jest mu także powolny (jak n. p. przy ostatniem głosowaniu i sam głosował na Lasockiego i namawiał chłopów do takiego głosowania), a z chłopów żaden nie śmie zadzierać z surdutem, gdyż boi się, żeby się nie poparzył. Prawda, już raz go i chłop nauczył za przetrzymywanie listów, gdyż ma i składnicę pocztową i więcej by się czegoś podobnego znalazło, a teraz jeszcze lepszą nauczkę dostanie od Jana Ożoga, byłego kandydata na posła, bo i prawo jest już w toku o niesłuszne zarzucenie mu wzięcia 1000 kor. od Lasockiego na popieranie jego kandydatury. I wiele, wiele mógłbym pisać o tym p. Nauczycielu, ale miejsce w gazetce jest drogie i nie chciałbym go zajmować.

Obserwator.


*Wojciech Wiącek ur. 28 listopada 1869 w Machowie, zm. 19 sierpnia 1944 w Tarnobrzegu) – polski rolnik, publicysta i polityk ruchu ludowego. W latach 1907–1911 poseł do austriackiej Rady Państwa XI kadencji. W latach 1926–1927 senator I kadencji.
*Zygmunt Bronisław Felix Lasocki h. Dołęga ur. 16 grudnia 1867 w Ixelles, zm. 17 lutego 1948 w Krakowie) – hrabia[1], polski prawnik (doktor praw), polityk polskiego ruchu ludowego, dyplomata.


29 IX 1912
"OJCZYZNA" w tygodniku dla ludu ukazującym się w Krakowie czytamy:
Nienadówka ad Sokołów. Dnia 15 września o godz. 1 po południu odbyło się przy współudziale półtysiąca ludzi z naszej gminy, jako też i Trzebuski w domu gospodarza Pikuły zebranie. Do prezydyum na wniosek p. J. Ożoga zostali obrani: przewodniczącym Jakób Nowak, sekretarzem Walicki. Referat o obecnej sytuacyi w parlamencie i o życiu ś. p. ks. St. Stojałowskiego wygłosił p. L. Grzegorzek, zaś o obecnych stosunkach w kraju i powiecie i o kwestyi ruskiej p. J. Ożóg z Sokołowa. W dyskusyi przemawiali Jakób Ożóg o uczczeniu śp. ks. Stojałowskiego przez postawienie pomnika. Walenty Piela o potrzebie wspólnej pracy. Walicki postawił rezolucye: O zwołanie Sejmu i zmianę reformy sejmowej i ustawy gminnej, drogowej, lasowej i t. d. Rezolucye uchwalono jednogłośnie. Obrano również Komitet gminny związku narodowo-ludowego, złożony z 16 włościan, jako też zebrano kilkadziesiąt koron na wybudowanie pomnika ś. p. ks. Stojałowskiego.

W. C.


31 VII 1913
"Przyjaciel Ludu: " Kiedy to piszę mamy rok 2013, materiał poniżej dotyczy więc tragedii sprzed równo stu lat, niestety nie jestem w stanie ani ja ani pewno nikt z Nienadówki powiedzieć coś więcej o tej sprawie, a może się mylę ? Nowaków w Nienadówce jest sporo, ale czy wszyscy sto lat temu ubezpieczali swoje włości ?

5 IX 1913
"GAZETA KOŚCIELNA" w tygodniku katolickim ukazującym się we Lwowie, ks. Ludwik Bukała pisze:
Nienadówka 27. sierpnia 1913. - Do Krakowskiego Zakładu Witrażów, Mozaiki i oszkleń artystycznych WPana S. G. Żeleńskiego w Krakowie. Podziękowanie! Krakowski zakład witrażów, mozaiki i szkleń artystycznych WPana S. G. Żeleńskiego w Krakowie wykonał w sierpniu 1913. r. dia kościoła w Nenadówce oзzklenie artystyczne wszystkich okien. Witraże, przedstawiające M. B. z Lourdes, św. Jana Chrzciciela, 10 okien geometrycznych z popiersiami Świętych w pięknem architekto- nicznem ujęciu, 1 witrażyk Trójcy św. (dar zakładu), wszystkie według projektu zaszczytnie znanego artysty malarza p. Stefana Matejki, różnią się od szablonowych wyrobów firm obeych, a kompozycyą i doborem kolorów sprawiają dla oka mile wrażenie, są prawdziwą ozdobą kościoła. Wszyscy unoszą się nietylko nad figurami Świętych, lecz także na doborem kolorów tak w witrażach jak i w oknach geometrycznych i podnoszą to, że kościół nie jest przyciemniony. Widać z tego, że lud woli, by w kościele było jasno a nic dziwnego, bo okna są od tego, by przepuszczały światło słoneczne do wnętrza kościoła. Rzadko się zdarza, by można parafian tak zadowolić, jak w tym wypadku. Zresztą prace Krakowskiego Zakładu wszędzie zyskują uznanie. Dziękując za artystyczne i sumienne wykonanie zamówienia, przesyłam Zakładowi "Szczęść Boże" w pracy około przyozdabiania Domów Bożych.

X. Ludwik Bukala, proboszcz.


7 IX 1913
"Gazeta Lwowska" Cóż, jeżeli już jakaś gazeta zamieszcza anons o którymś z mieszkańcu Nienadówki jest to zazwyczaj właśnie taki komunikat. Zadłużenie u żyda i licytacja. Zastanawia mnie tylko że w większości tych licytowanych biedaków, dla sądu, miejsce ich pobytu jest nie znane. Czyżby saksy w Hameryce ?

1914
"Skorowidz Królestwa Galicyi " Mrówczą pracą wykazywali się urzędnicy galicyjscy, kolejny spis ludności wykazuje w roku 1910, w Nienadówce 2706 dusz.

1916
"Głos Rzeszowski" Kronika żałobna, a w niej powiadomienie o śmierć panny Olgi Maryi Pieńczakówny. Zapewne była to córka Jakóba Pieńczaka, założyciela nienadowskiej OSP w roku 1912 i kierownika szkoły w latach 1901-1922. Marya Olga Pieńczak zmarła 15 lipca 1915 roku przeżywszy lat 20. Jej grób przetrwał w dobrym stanie na parafialnym cmentarzu i choć brak na nim danych zmarłej, jest to pewna informacja. Groby parafian

1918
"Skorowidz Królestwa Galicyi " Skorowidz wszystkich miejscowości z przysiółkami w Królestwie Galicyi, Wielkim Księstwem Krakowskim i Księstwie Bukowińskim, wydanie V, Lwów 1918. Czysto administracyjne wiadomości o wsi Nienadówka, w tym ta najbardziej mnie interesująca, czyli 2706 mieszkańców.

1920
"Gazeta Lwowska" Właśnie, jak Gazeta Lwowska to przede wszystkim ogłoszenie o licytacji lub tym podobna sprawa, pewno wiąże się to z zasięgiem gazety, ciągle mam problem z przyjęciem do wiadomości że kiedyś Nienadówka leżała w województwie Lwowskim. Wracając do tematu, tym razem sąd powiatowy w Sokołowie zajął się niejakim Marcinem Kściukiem, a w zasadzie jego połową "realności" jak to kiedyś nazywano.

1921
"Piast" Nienadówka (pow. Kolbuszowa). Dnia 20 czerwca br. odbył się u nas liczny wiec, gdyż oprócz miejscowych - przybyli gospodarze z Trzebosi, z Trzebuski i Sokołowa. Sprawy polityczne i powiatowe gruntownie omówił J. Bielak. Uchwalono jednogłośnie wotum zaufania posłom P. S. L. Wyrażono podziękowanie za owocną prace premierowi Witosowi - żądanie zaprowadzenia wolnego handlu i zniesienia Rad powiatowych. Posłom ks. Okoniowi i Dąbalowi wyrażono wotum nieufności. - Uczestnik wiecu.

1922
"Piast" Nienadówka, w Kolbuszowskim. Dnia 11 grudnia odbył się u nas wiec, na który przybyli gospodarze z Nienadówki, Trzebosi, Trzebuski i Mazurów. Do prezydium weszli pp. Szczepan Nowak z Nienadówki i Wojciech Matuła z Trzebosi, jako przewodn., a Stanisław Motyl z Nienadówki i J. Suski z Mazurów, jako sekretarze. Sprawę polityki ludowej, polityki endecji i Stapińskiego referował p. J. Bielak. W dyskusji zabierali głos pp. Marcin Śliż, Szczepan Nowak, Nowińscy, Jakób Ożóg, Warzocha z Trzebuski, Bal z Mazurów. Wybrano delegatów na wiec, który się ma odbyć 3 stycznia w Kolbuszowej i założono gminną Radę ludową. Zebrani potępili bandycki napad młodego Stapińskiego na red. Kulpę, potępiono też robotę endecji, Stapińskiego, Dąbala i Okonia. - Obecny.

1923
"Piast" Nienadówka, w Kolbuszowskim. W styczniu przybył do nas poseł Jan Bielak. W Domu ludowym zebrało się mnóstwo ludzi z naszej i z okolicznych wsi. Poseł Bielak omówił szeroko położenie polityczne i gospodarcze państwa. Przemawiał także inwalida Ożóg. Uchwalono jednomyślnie wotum zaufania dla posła Bielaka i dla całego Klubu P.S. L. Wyrażono pogardę tym, którzy przez wysuwanie dzikich list wyborczych osłabili siłę chłopską i dopomogli do zwycięstwa wrogom. Po wiecu udzielał poseł Bielak porad w kancelarii gminnej. - J. Ożóg.
"Piast" Nienadówka, w Kolbuszowskim. Paskarstwo wśród sfer posiadających dochodzi do strasznych rozmiarów. W naszych stronach ludność jest biedna. Gospodarze udali się na wiosnę do pp. Nowaka oraz Jana i Bartłomieja Nowińskich z prośbą o pozwolenie na zbieranie ściółki w lasach pod bydło. Wymienieni zgodzili się na to, ale nie przyjęli pieniędzy, tylko zażądali odrobku w czasie żniw. Biedacy zgodzili się na to, nie przypuszczając podstępu. Wówczas za furę ściółki liczono przeciętnie 25.000 mkp. Wymienieni oszacowali sobie te furki, pobrane przez najbiedniejszych według ceny dzisiejszej i kazali odrabiać po 5 dni za jedną furkę ściółki. W ten sposób właściciele większych obszarów obrobili sobie żniwa za darmo, bo za listki i szpilki, za które musieli biedacy po 5 dni harować. Tego rodzaju postępowanie jest niesłychanie krzywdzące. Rząd powinien się w tę sprawę wdać i zakazać tej pańszczyzny. - St. Lewandowski.




XII 1923
"Piast" Z Francji. Maries w listopadzie. Kochani bracia! Jest nas tu w zagłębiu Maries kilka tysięcy Polaków. Robotę mamy ciężką. Zarabiamy od 17 do 25 franków. Z pieniędzy tych można się przyzwoicie utrzymać, wyżywić i ubrać, można nawet trochę odłożyć, ale w tym wypadku trzeba się od każdego niepotrzebnego wydatku wstrzymywać. Niestety, nie wszyscy Polacy żyją tutaj tak, jakby powinni. Jest tu wielu takich, co przyjechali chyba po to, aby imię polskie i Ojczyznę naszą w oczach Francuzów jak najgorzej przedstawić. Jest wielu takich, co cały zarobek przepijają, po pijanemu zaś wyprawiają burdy i bójki, przy czym nieraz i nóż jest w robocie. Francuzi śmieją się z nas i powiadają, sądząc po tych pijanicach, że „Polak zdolny jest tylko do wódki“. Porządnego robotnika wstyd. Serce się ściska, gdy się nieraz widzi, jak pijany
robotnik polski leży w rowie, w błocie. Po takich wyrzutkach Francuzi sądzą wszystkich Polaków. Wstyd o tem pisać, ale napisać trzeba jasno, bo może kto skłoni tych ludzi do zmiany życia. Gdyby ci ludzie mieli więcej Oświaty, gdyby coś czytali, z pewnością by postępowali inaczej i nie przynosiliby wstydu swoim braciom , którzy pracują i zachowują się porządnie, oraz całemu narodowi i państwu naszemu. Może też społeczeństwo polskie postara się o roztoczenie jakiejś opieki moralnej nad emigrantami. - Serdeczne pozdrowienia dla wszystkich braci Piastowców w Ojczyźnie.

Marcin Kloc z Nienadówki.



Marcin Kloc urodził się w Nienadówce 6 maja 1893 roku. Był synem Jakuba i Zofii z d. Motyl, zamieszkałych pod nr. domu 542. Marcin Kloc ożenił się 19 maja 1924 roku w Kamieniu.

1924
"Skorowidz miejscowości RP" To chyba pierwszy spis w państwie Polskim, po odzyskaniu nie podległości. Dane zawarte w tym skorowidzu są z 30 września 1921 roku. Nienadówka jawi się Nam jako miejscowość czysto polska, nawet tych 71 mieszkańców wyznania mojżeszowego podało narodowość polską.




25 I 1924
Ziemia Rzeszowska i Jarosławska
Ponad sto lat temu na łamach tego rzeszowskiego czasopisma opublikowano niezwykły list z Chicago. Jego autorem był były mieszkaniec Nienadówki Józef Ożóg, sekretarz Towarzystwa Bratniej Pomocy byłych mieszkańców Sokołowa i okolicy.

To postać dobrze już znana czytelnikom naszej strony. Razem z bratem Jakubem Ożogiem, wieloletnim organistą w Nienadówce, pojawiał się już na kartach naszej historii. Obaj byli synami Antoniego Ożoga (1855-1942) i Katarzyny z domu Zdeb (1860-1935).

Losy emigracji Józefa oraz jego pozostania za oceanem opisałem już wcześniej w materiale Joe Ozog - Wróciłem do Nienadówki. Józef był przecież dziadkiem dobrze znanego nam Joe Ozoga, który po latach odnalazł rodzinne korzenie.

List pokazuje, jak silna była więź emigrantów z rodzinną ziemią. Polacy z Chicago zorganizowali zbiórkę pieniędzy na remont szkoły w Sokołowie, a do nadzorowania wydatkowania funduszy powołali siedmioosobowy komitet. Wśród jego członków znalazło się dwóch mieszkańców Nienadówki: Jakub Ożóg i Wojciech Pietryga.

I właśnie ta druga postać pozostaje dla mnie zagadką. Kim był Wojciech Pietryga? Jeśli ktoś z Państwa posiada informacje o jego życiu lub rodzinie, będę wdzięczny za kontakt. Być może wspólnie uda się dopisać kolejny fragment historii Nienadówki.

** ** **
Two Bratniej Pomocy B. M. Sokołowa i okolicy z powiatu Kolbuszowskiego.
Jak dalece inaczej od nas samych pojmują obowiązki względem kraju nasi rodacy w Ameryce świadczy niniejszy list, wysłany przez wymienione powyżej towarzystwo.

Chicago, III. 2. XII. 1923.

Szanowny Panie Wojciech Walkowicz!

Jak już wiadomo panu, że tu w Ameryce w mieście Chicago, zawiązało się Two Bratniej Pomocy byłych mieszkańców Sokołowa i okolicy, składające się przeważnie z byłych obywateli miasteczka Sokołowa i wioski Nienadówki. Pierwszym celem tegoż Towarzystwa jest dopomóc, chociaż finansowo, przy reperacji szkoły w Sokołowie, która podobno w lichym stanie się znajduje i na który to cel urządziliśmy bal, który przyniósł nam ładną sumkę dolarów, a drugi też w krótkim czasie urządzamy, a oprócz tego Towarzystwo nałożyło specjalny podatek miesięczny na każdego członka należącego do tego Towarzystwa.

Otóż w ten sposób zebrane pieniądze uchwalono na posiedzeniu Twa dnia 1.XII. br. zatrzymać się z wysyłką tymczasowo, a wybraliśmy specjalny komitet z siedmiu obywateli. Pięciu ze Sokołowa i dwu z Nienadówki, by tenże komitet zbadał sprawę na miejscu, co potrzeba koniecznie poreperować i by nam opisał, ile ta reperacja będzie kosztować, a Towarzystwo wyśle pieniądze do komitetu przez nas wybranego.

Do komitetu wybraliśmy następujących obywateli:

1) Wójc. Walkowicz, to jest pan i panu to dajemy prawo zwołać dalszy komitet, który
    panu niżej podaję. Tymi są:
2) Magdalena Matuła z Sokołowa,
3) Jan Pudełek z Sokołowa,
4) Jakób Ożóg z Nienadówki organista,
5) Wojc. Pietryga z Nienadówki,
6) Jan Osiniak z Sokołowa, i
7) Franc. Chrostek z Sokołowa.

Zatem Szan. Komitet proszony jest, by się zebrał gdzieś w odpowiedniem miejscu i wybrał z pośród siebie przewodniczącego, sekretarza i kasjera, obrobił tę sprawę w należyty sposób, a nas wszystkich jak najwcześniej o wszystkiem poinformował tak, żeby ta sprawa poszła jak najwcześniej na dalsze tory, a później pomyślimy o innych rzeczach.

Z bratniem pozdrowieniem od całego Towarzystwa.
Józef Ożóg sekr. Tow.


    1118 N. Oakley Blod. Chicago Ill.

P. S. Wszystkie listy, tyczące tej sprawy proszę wysyłać na adres sekr. Towarzystwa.


To bardzo ciekawy dokument. Wynika z niego, że już w 1923 roku emigranci z Sokołowa i Nienadówki w Chicago zorganizowali stowarzyszenie wzajemnej pomocy i rozpoczęli zbiórkę funduszy na remont szkoły w Sokołowie, powołując nawet siedmioosobowy komitet złożony z mieszkańców Sokołowa i Nienadówki. Dla historii Nienadówki szczególnie cenne jest wymienienie z nazwiska Jakóba Ożoga (organisty) oraz Wojciecha Pietrygi jako członków tego komitetu.

przyg. Bogusław Stępień


28 IX 1924
"List z Ameryki" Przy okazji badań nad rodziną Smolaków natrafiłem na interesującą ciekawostkę. W numerze „Przyjaciela Ludu” z 28 września 1924 roku - popularnej gazety czytanej zarówno przez polskich chłopów w kraju, jak i na emigracji - opublikowano „List z Ameryki”.
List został napisany w Chicago przez osobę pochodzącą z Nienadówki. Redakcja podpisała autora jako „K. Cichostypoka”, jednak wszystko wskazuje na to, że jest to zwykła pomyłka zecerska. Moim zdaniem autorką była Katarzyna Cichostępska z domu Smolak, emigrantka z Nienadówki, której nazwisko zostało błędnie zapisane podczas składu gazety. To kolejny drobny, ale ciekawy ślad pozostawiony przez dawnych mieszkańców naszej miejscowości po drugiej stronie oceanu.

IV 1926
"Bestialskie morderstwo w Nienadówce" Wiadomość o dokonanym mordzie w niedzielny poranek 11 kwietnia musiała się odbić szerokim echem nie tylko w Nienadówce ale i w całej okolicy. Ziemia Rzeszowska relacjonowała to wydarzenie do końca. Działanie organów ścigania jak i ówczesnych sądów muszą budzić podziw, skoro ta sama "Ziemia Rzeszowska" w swoim wydaniu z dnia 16 kwietnia 26 roku donosi o tej sprawie po raz pierwszy, by w następnym tygodniu tj. 23 kwietnia poinformować o jej zakończeniu i wykonaniu kary, pierwszej kary śmierci przez powieszenie w całej ówczesnej II Rzeczpospolitej. Bestialskie morderstwo w Nienadówce.


1929
"Księga adresowa" Jeżeli potrzebna akuszerka to Marszałowa, jeżeli zakupy to u Janika... tak podaje księga adresowa z 1929 roku, możemy również przeczytać że mieszkańców w Nienadówce mieszkało 2500. Powiedział bym około 2500, bo ostatni spis był w 1924 roku.



15 II 1929
"Polska Odrodzona"
ukazujący się w Warszawie, dwutygodnik, poświęcony idei kościoła narodowego w Polsce, w prześmiewczy sposób opisuje wydarzenia, które miały miejsce w Grzegorzówce koło Łańcuta. Wydarzenia opisane są jako próba wymuszania od "pobożnego ludu" zamawiania większej ilości Mszy w intencji swoich zmarłych. Jak pisze autor - podpisujący się inicjałami "I. W." - w tym niecnym procederze mieli brać udział również mieszkańcy Nienadówki.

Polowania na intencje mszalne.

Łańcut.

W ostatnich czasach następuje w Polsce coraz większe zubożenie narodu, szczególnie po wsiach. Bieda powoduje też zmniejszanie się ofiar kościelnych, szczególnie tzw. intencji mszalnych, które rzymski Kościół uważa za wielce zbawienie dla dusz czyśćcowych, a w rzeczywistości dla kieszeni swych kapłanów.

Aby podnieść i ożywić ofiarność ludu dla kieszeni rzymskiego kleru, zrobiono w naszym powiecie następujący kawał:

W gminie Grzegorzówka znajduje się umysłowo chora kaleka, zwana Kaśką. Przez nią mają niby przemawiać dusze umarłych, wołając: Mszy, Mszy! Seans taki spryciarze tamtejsi urządzają w ten sposób: w domu dziewczyny zatykają okna grubemi derami, aby żadne światło z zewnątrz nie dochodziło, a wewnątrz nic wolno nawet zapałki zaświecić, pod grozą uśmiercenia przez ,,duchy“.
Ułomna, zidjociała dziewczyna leży na kanapie, a w izbie zjawiają się „duchy" różnych niby biskupów i księży i odprawiają kościelne modły łacińskie - oczywiście w zupełnej ciemności. Są i kazania nastrojowe, z opisami strasznych mąk piekielnych, przyczem owa dziewczyna - kaleka jako wywoływaczka duchów, porykuje w przerażający sposób, ścinający krew w żyłach uczestników takiego nabożeństwa. W końcu ,,duchy“ odpowiadają na pytania co do losów zmarłych osób, czy ich dusze są w niebie lub piekle. Z odpowiedzi „duchów" dowiadują się obecni, że tylko co tysiączna dusza dostaje się do piekła, około sto dusz na tysiąc leci prosto do nieba, a prawie dziewięćset dusz na tysiąc pokutuje w czyśćcu, skąd przez odpowiednią ilość mszy, darów na kościelne cele i ofiary dla „duchów", mogą być wykupione czyli wybawione. Na dowód prośby duszy udręczonej w czyśćcu, wydaje owa dziewczyna odpowiedni przeraźliwy ryk, a przepisane przez ducha ofiary potwierdza językiem. To też księża rzymskich parafii grzegórzeckiej w Hyżnem zbierają moc opłat na msze i przekazują odprawianie tychże tym różnym zakonom.

Tajemnica tych obrzędów utrzymana jest pod grozą okrutnej zemsty „duchów". Na te oszustwa wędrują ciemni ludzie po kilkadziesiąt kilometrów i wyczekują często i po tygodniu, zanim „duchy" wrócą niby to z Francji i innych krajów, do których wezwane wyjeżdżają, na podobne praktyki.

Z Trzebosi, Medyni, Nienadówki i innych wielkich wsi było na te „cuda“ w Grzegorzówce już dużo głupców, niektórzy nawet po kilka razy. Krążą jak oszołomione owce, nie mogące znaleźć spokoju. U najgłupszych trafiają się nawet pomieszania zmysłów. A co na to nasze władze państwowe?

I. W


przyg. Bogusław Stępień




23 III 1930
"Przyjaciel Ludu" O walce z alkoholem w Nienadówce napotkałem już kilka artykułów w rożnych gazetach. Opis, który przedstawię tu jest bardziej ciekawy, choćby ze względu na jego autora. Był nim ówczesny mieszkaniec Nienadówki, uważny obserwator życia miejscowego, działacz społeczny, często pisujący do gazet i nie tylko, Walenty Nowak. Artykuł ukazał się 23 marca 1930 roku, w gazecie "Przyjaciel Ludu" i nawiązywał do plebiscytu, który miał miejsce 9 marca w Nienadówce. Miłej lektury.


Trzeźwość zwycięża na wsi.

NIENADÓWKA pow. Kolbuszowa. W dniu 9 b. m. odbył się w naszej gminie plebiscyt, mający na celu wyrzucenie ze wsi jedynego wyszynku napojów alkoholowych. Rezultat jego był doskonałym dowodem dojrzałości umysłowej miejscowej ludności, która solidarnie stanęła w szeregu głosujących za zniesieniem wyszynku.
    Było wprawdzie kilku naiwnych, którzy za wszelką cenę starali się ocalić ten jedyny ich zdaniem "ośrodek kultury wiejskiej" lecz trzeba uwzględnić fakt, że byli nimi w przeważnej części ludzie starej daty, którym przypominają się czasy wspólnych pogadanek, lub spraw gminnych, czy osobistych, załatwianych przy kieliszku w szynku, a dyktowanych niejednokrotnie przez karczmarza żyda. Lecz zaznaczam - tych było kilku, ogromna większość była wręcz przeciwnego zdania. Zdaje się że ci ostatni mniej zaglądali do kieliszka, i dlatego lepiej zrozumieli i ocenili dodatnie strony jakie dać może wyswobodzenie się od wpływów alkoholu działającego destrukcyjnie na rozwój społeczeństwa. Toteż ci obywatele czuli się w obowiązku uświadamiać i przygotowywać przy pomocy ludzi fachowych słabsze lub wrogie umysły, by w dzień sądu, oskarżenie na "mordercę ludzkości" wypadło jednomyślnie skazując go jednogłośnie na banicje, bez nadziei powrotu.
    Dowodem tego jest liczba głosów przedstawiających się następująco: na okrągłą liczbę 700 głosujących 655 było za zniesieniem wyszynku, 36 unieważniono, reszta zaś tj. 6 głosów opowiedziało się za przywróceniem życia skazańcowi. Zadowolenie z takiego wyniku wśród przeciwników pijaństwa było wielkie, ponieważ agitacja prowadzona ze strony właściciela wyszynku miała w znacznym stopniu utrudniać akcję, a zpelzla na niczem.
    Oby dopomógł Bóg do pracy tym wszystkim którzy walczą z pijaństwem, a wnet by lepsze nastały czasy.

Walenty Nowak


30 III 1930
"Katolik Codzienny" Pierwsza wzmianka o walce z alkoholizmem w Nienadówce. Tylko 6 mieszkańców na 700 głosujących broniło jedynego we wsi szynku. Głosowania miały chyba marny skutek, bo podobne odbywały się również w kolejnych latach, o czym możemy przeczytać w artykułach poniżej.

29 VI 1930
"GAZETA RZESZOWSKA" organ partyjny wspierający BBWR ukazujący się w każdą niedzielę w Rzeszowie, 29 czerwca 1930r. opisuje wycieczkę delegatów Kółek Rolniczych w Nienadówce z całego pow. kolbuszowskiego.

Nienadówka, powiat Kolbuszowa. - W niedzielę dnia 1 czerwca br. bawiła w Nienadówce wycieczka delegatów Kółek Rolniczych całego powiatu kolbuszowskiego. Wycieczkę tę zorganizowało Małopolskie Towarzystwo Rolnicze Okręgowe w Kolbuszowej pod przewodnictwem księdza kanonika Dunajeckiego. W wycieczce tej wziął udział starosta powiatowy Dr Pomiankowski, sekretarz Wydziału pow. Dobrowolski, jako przedstawiciele powiatu, ponadto liczni przedstawiciele kółek rolniczych całego powiatu. Wycieczka ta miała charakter wielkiego święta rolniczego. Uroczystą mszę świętą odprawił ks. dziekan Bukała, a podniosłe kazanie okolicznościowe wygłosił ks. kan. Dunajecki.

W południe odbyło się uroczyste przyjęcie delegatów W sali spółdzielni mleczarskiej, podczas którego wygłoszono wiele przemówień przepojonych ufnością i wiarą w siły moralne polskiego ludu, który pracowitością, cierpliwością i oszczędnością pokona wszelkie kryzysy gospodarcze. W przemówieniach tych przebijała się chęć współpracy z Rządem nad podniesieniem rolnictwa. Wieczorem zwiedzili delegaci parę gospodarstw wzorowych, dom ludowy i kółko rolnicze, poczem pełni wiary, że niema trudności, których nie można pokonać pracą wytrwałą i nieustępliwą, wrócili do swych domów.

Gminie Nienadówka należy się uznanie za dotychczasową przykładną pracę i zachęta, by w pracy tej szła dalej wytrwale naprzód.

11 IX 1930
"Gazeta Lwowska" Kołomyjski sąd wdraża postępowanie w sprawie zaginięcia w 1918 urodzonego w Nienadówce Jakóba Draba, powołanego w 1917 roku do wojska.




16 I 1931
"Łowiec" dwutygodnik ukazujący się 1 i 16 każdego miesiąca. Redakcja і Administracja: Lwów, ul. Ossolińskich 11, III p, (Małopolskie Towarzystwo Łowieckie)
Stanisław Korwin Milewski w dwutygodniku "Łowiec" w artykule "Polowanie w Staromieściu", informuje o wielkim polowaniu. Polowanie odbyło się w dn. 15 i 16 grudnia 1930 roku. u p. Jana Jędrzejowicza znanego ziemianina i znakomitego hodowcy zwierzyny. Poniżej fragment artykułu, w którym korespondent i uczestnik pisze o polowaniu w okolicy Nienadówki:

Pierwszego dnia polowano na polach Stobiernej i Wulki pod lasem. W czterech kotłach padło w 12 strzelb 368 zajęcy. Najlepszy kocioł między Kościołem w Stobiernej, a Nienadówką dał 149 sztuk.

Oczywiście polecam cały artykuł umieszczony obok.


26 IV 1931
"Piast" tygodnik społeczno polityczny. Organ Stronnictwa Ludowego ukazujący się w Krakowie i Lwowie.
Wielka szkoda, że redakcja nie zamieściła korespondencji na którą odpowiada znanemu nienadowskiemu poecie ludowemu, prześmiewcy Wojciechowi Biernatowi . Cóż musi nam wystarczyć tylko ta poniższa krótka notatka.

Czytelnik Piasta w Nienadówce: Starosta w Kolbuszowej utworzył w Nienadówce kurs gotowania cieląt, na który przyjeżdża prawie co tydzień na koszt gminy na próbę smacznej pieczeni. Bez bliższych informacji co do owego kursu korespondencji, umieścić nie możemy.

WP. Wojciech Biernat.



12 VII 1931
"Piast" tygodnik społeczno polityczny. Organ Stronnictwa Ludowego ukazujący się w Krakowie i Lwowie.
Jak Nienadówka wyszła na sanacji.
Nienadówka powiat Kolbuszowa. Od czasu wyborów, bardzo dużo poprawiło się w naszej Nienadówce na rzecz zjednoczonego Stronnictwa Ludowego. Dziś jedynka z wójtem Chorzępą i kierownikiem szkoły na czele mogłaby liczyć na głosy żydowskie i może znalazłoby sie paru lizuniów, cały zaś ogół poszedłby, jak to było w roku 1922, na listę Stronnictwa Ludowego. Protest przeciw Brześciowi wysłano z naszej gminy do redakcji „Piasta".

Takiej biedy, jaką cierpią obecnie u nas ludzie nie pamiętają nawet najstarsi, zadłużenie ludności coraz większe, ogólne narzekania na ciężkie czasy słychać dokoła. Dobrodziejów z „Jedynki" nie widać, bo im się powodzi dobrze, - na chłopów przyszły za czaów sanacji bardzo chude lata.
Za pudełko zapałek płaci się cenę dwóch jaj, czego nie było nawet w czasie wojny, coraz nowe ciężary daje się na wieś, a wieś nie może udźwigać starych ciężarów. Obecnie musimy płacić za mieszkania dla dwóch nauczycielek, a w Nienadówce Górnej jest próżne ładne mieszkanie szkolnie. Szkolę tę jedynkarzę nam zamknęli, dzieci przeznaczyli do innej szkoły, a my musimy płacić niepotrzebnie za pomieszczenie klasy naukowej i dodatku mieszkaniowego.

Taką mamy zapłatę, że słuchaliśmy lizunia Chorzępy i innych naganiaczy, których cała wieś darzy pogardą. Mamy w gminie Kasę Stefczyka, która nie może zaspokoić zapotrzebowania ludności, jest mleczarnia, którą Nienadówka prowadzi razem z Trzebosią i mleczarnia ta ma długi, jest sklepik Kółka Rolniczego, który już poraz drugi ma wielkie deficyty. Kapitałów do gminy potrzeba, a nie ma tych dobrodziejów, którzy obiecywali raj przed wyborami. Zabrali głosy i siedzą sobie w Warszawie, nie myśląc o załagodzeniu tej biedy, która nas gniecie. "Piasta" czytamy, jest go mało, ale czytamy go gromadnie, organizujemy się po cichu; z każdym dniem jest nas coraz więcej.

Wzywamy, oszukani mieszkańcy Nienadówki, cały ogół chłopski do wytężonej pracy nad organizacją chłopów w Stronnictwie Ludowym, bo tylko to Stronnictwo i jego kierownik, prezes Witos dają gwarancję, żę chłopom może się poprawić tylko wtedy, gdy zniknie z powierzchni ziemi sanacja, a decydować o losie państwa będą szerokie masy ludowe.

Za młodych ludowców z Nienadówki P.Z.


17 I 1932
"Przyjaciel Ludu" Przyjaciel Ludu, gazeta jednej z partii chłopskiej oddaje cześć mieszkańcom Nienadówki. Powód ? Otóż w 1932 roku w Nienadówce przeprowadzono plebiscyt w sprawie zlikwidowania bądź utrzymania we wsi szynków alkoholowych. I jaki wynik ? 708 głosów za likwidacją, nie padł żaden głos przeciwny.




31 I 1932
"Przewodnik Katolicki" Tygodnik Ilustrowany dla Rodzin Katolickich - 1932 R.38 nr5. Pismo przy okazji artykułu "Przepiliśmy 15 miljardów złotych (Z okazji Tygodnia Propagandy Trzeźwości 1-8 lutego), zamieszcza, krótką wzmiankę o wydarzeniu w Nienadówce, krótką, ale głośną, skoro to już druga gazeta o tym pisze. (patrz poz. wyżej):

Także i Nienadówka nie chce pić wódki.
Dnia 13 grudnia 1931 roku odbył się plebiscyt gminny w Nienadówce koło Sokołowa pod Rzeszowem (woj. lwowskie.) Uprawnionych do głosowania było 1263 osób, z czego zaś za "zakazem" sprzedaży napojów alkoholowych padło 708 głosów, 8 głosów unieważniono, zaś za sprzedażą nie głosował dosłownie nikt. Tak świetne zwycięstwo idei trzeźwości jest owocem pracy niestrudzonego kapłana - patrioty ks. dziekana L. Bukały i rozumnej miejscowej Rady Gminnej.




III 1932
"Młoda Polka" Pismo poświęcone polskiej młodzieży żeńskiej. Pismo musiało być prenumerowane i czytane w Nienadówce, w której działało Stowarzyszenia Młode Polki, które latem 1934roku przekształcone zostało w Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Żeńskiej. W roku 1932.03 R.13 Nr3 zamieszczono notatkę:

Nienadówka. Stowarzyszenie istnieje dopiero od kilku miesięcy, ale rozwija się dobrze, mimo trudności. Zebrania plenarne urządzają druhny co dwa tygodnie. Po zatem zbierają się trzy razy w tygodniu na próby spiewu i gimnastyki. Mile wspominają dwie piękne wieczornice w dzień Chrystusa Króla i w święto Stanisława Kostki




31/VII-7/VIII - 1932
"Wici" Pismo - Organ Związku Młodzieży Wiejskiej RP. Pismo prenumerowane i czytane w Nienadówce, w której działał Związek Młodzieży Wiejskiej RP. Związek, jak piszą autorzy miał powstać 10 stycznia 1932 roku i liczył 30 członków.
NASZA PRACA
Nienadówka górna, pow. Kolbuszowski. Powstało nasze Koło dn. 10. I. 1932 r. i liczy obecnie około 30 członków. Na posiedzeniach, które odbywają się w każdą niedzielę, przerabiamy kurs rolniczy (im. Staszica), wygłaszamy, referaty i dyskutujemy nad nimi. Dotychczas wygłoszono następujące referaty: p. Łotocki (nauczyciel): - 1) „O spółdzielczości”, - 2) „Co młodzież powinna czynić i jak starać się, aby nadzieje, jakie pokłada naród w młodym pokoleniu, nie zawiodły. - 3) „O pomiarze gruntu”, - 4) „Rozwój różnych gałęzi gospodarstwa krajowego od czasów najdawniejszych do obecnych”. Wojciech Kołodziej: - 5) „Znaczenie i udoskonalenie się różnych dziedzin przemysłu”, - 6) „O potrzebie organizowania się młodzieży w Koła”. Motyl St. - 7) „Krzysztof Kolumb i odkrycie Ameryki”, - 8) „Żywot i działalność Staszica”. Ożóg Jan - 9) „Początki wsi Nienadówki”, - 10) „Historia starego nienadowskiego kościoła”.
Aby praktycznie przerobić kursa rolnicze, urządziliśmy przy szkole ogródek, w którym uprawiamy zboże i jarzyny. Zamierzamy też wysadzić drogę gminną owocowymi drzewkami.

Do nas przychodzą dwie gazetki: „Wici” i „Przysposobienie rolnicze”. Niektóre artykuły z tych czasopism czytamy wspólnie na posiedzeniach i one dodają nam jeszcze większego bodźca do solidarności. Wszystkie gazetki składamy. Są one zaczątkiem naszej biblioteki. Mają wprawdzie starzy gospodarze swoją bibliotekę w budynku szkolnym, gdzie i my się zgromadzamy, ale nie chcą nam pożyczać książek. Dlatego jesteśmy zdani tylko na własne siły. Bibliotekę jednak mieć musimy i w tym celu zbieramy fundusz mianowicie z wkładek członkowskich i z imprez, które urządzamy dla ogółu.

W maju Koło wystawiło jednodniówkę: „Wesele na Prądniku”. Mieliśmy powodzenie, bo choć brak miejsca, całe przedstawienie odbyło się pod gołem niebem, wśród drzew, to zebrało się dość dużo ludzi. Na zakończenie zaś śpiewaliśmy naszym gospodarzom takiego „krakowiaka”, aż hej!

Po przedstawieniu odbyła się zabawa taneczna. Zarobiliśmy wtedy na czysto 10 zł. Jak na dzisiejsze czasy, to dość dużo. Wnet urządzimy drugą zabawę, to chętni gospodarze, a rozumni, nie poskąpią nam znów groszy.

Do biblioteki sprawimy przede wszystkiem dzieła chłopów, działaczy, jak Magryś, Słomka, Kuraś, Jantek z Bugaja i „Historję chłopów polskich” Świętochowskiego.

Zarząd Koła.



13 VIII 1932
"Kurier Poznański" Na jednej ze stron napotykamy wykaz ofiarodawców na budowę pomnika. Miał to być Pomnik Najświętszego Serca Pana Jezusa w Poznaniu, który świadczył o wdzięczności narodu za odzyskanie niepodległości. Ofiarodawcą 5 zł, z Nienadówki był jej ówczesny proboszcz ks. Ludwik Bukała. Pomnik był zwany również Pomnikiem Wdzięczności lub Pomnikiem Chrystusa Króla, miał kształt łuku triumfalny i został postawiony w 1932 roku na placu Mickiewicza w Poznaniu. Stał w miejscu zburzonego w 1919 roku pomnika Bismarcka. Pomnik wdzięczności przetrwał tam tylko 7 lat, zburzony został przez Niemców w 1939 roku. Dziś w tym w rejonie stoi Pomnik Poznańskiego Czerwca 1956.
"Pomnik Wdzięczności w Poznaniu przed zburzeniem"


18 XI 1932
"Ziemia Rzeszowska i jarosławska" Niezależny korespondent opisuje ówczesne władze sanacyjne widziane zapewne ze strony opozycji, ale wiele mówiące. Jedna partia, jedna władza i dyskredytacja wszystkich o innych poglądach. Mierny, bierny, ale wierny, można dziś powiedzieć. Kim był ów "kronikarz" w pleciony wątek nienadowskiej "kiełbasy wyborczej" jakim było obiecanie melioracji gruntów, może sugerować, że to ktoś z jej mieszkańców.

SAMODZIERŻAWIE w KOLBUSZOWSKIM

Od lat szeregu włada naszym powiatem starosta Dr Jan Pomiankowski. Władanie jego do r. 1930 było chwalebne, dopóki prądy dyktatorskie nie nadciągnęły z północy. W r. 1930 przeniesiono p. Pomiankowskiego do Tarnowa, od czego się jednak wyprosił, nie chcąc zwalczać swego dobrodzieja posła Witosa, który go na stolcu starościńskim w Dąbrowej k/Tarnowa posadził.

Zamiast do Tarnowa poszedł p. Pomiankowski do województwa w Krakowie. Kilka zaledwie tygodni zajmował biurko we województwie, bo gdy rozpisano wybory, p. Starosta wrócił na powrót do Kolbuszowej na przeprowadzenie wyborów.

Cieszyliśmy się gdy wrócił, ale rychło doznaliśmy rozczarowania, bo p. Pomiankowskiego boginki odmieniły. Ludzi z obozu, sanacji przeciwnego, zaczął przyciskać, karać grubymi grzywnami, byleby silną ręką niektórych przygnieść i ku spamiętaniu się przyprowadzić, albo przynajmniej buzię zawiązać. Skutek jego metod był wręcz przeciwny, bo zamiast powiat pod sztandarami sanacji skupić, wzbudził jedynie nienawiść do tego obozu. Powstała przy p. Pomiankowskim garstka ludzi zależnych i to karierowiczów, reszta odsunęła się od niego, tak, że jedynym dziś jego przyjacielem i powiernikiem jest adwokat Dr Pomeranz, (czy nie żyd?) a przed r. 1930 było zupełnie inaczej.

Przyjaciele starościńscy cieszą się za to łaską swego szefa, który ich obsypuje wszystkimi godnościami. Tak np. p. inspektor szkolny Tomanek spamiętać nie może godności jakie piastuje, bo i prezesurę na powiat BBWR. i w Strzelcu nie jest ostatnim szeregowcem i buławę regimentarską w TSL. zabrał p. Drowi Socalowi. Nawet Och. Straż pożarna nie uszła mocnej ręki p. starosty, bo i do niej wprowadził p. Pomiankowski komisarza w osobie fizyka p. Dra Stachury, usuwając z prezesury rejenta p. Tabeau. W słońcu łaski starościńskiej wygrzewają się oddani p. starosty i sanacji wójcia.

Tym podnosiło się przy zatwierdzaniu budżetów gminnych pobory o setki zł., a wójtom, którym p. starosta nie ufa, zniżało się z wynagrodzeń niewystarczających ma buty i ubranie.

Zdałaby się też jaka lustracja w Wydziale pow. P. Starosta pieniędzy należnych gminom z podatków od przeniesienia własności w sumie przeszło 20.000 zł. użył na cele wydziałowe, a gminy nie mogąc wywiązać się ze swych zobowiązań naraziły się na procesy sądowe i ponoszenie kosztów przegranych procesów (Nowa Wieś, Zarębki).

Gospodarowanie autem samorządowym wiele pozostawia do życzenia. Auto ma służyć do służbowych wyjazdów, a na Lustreisen jest w Kolbuszowej taksówka. Wyjazdy należałoby zapisywać i kontrolować, bo to grosz publiczny.

Sensacją dnia była skarga wniesiona przez stróża szkolnego z Majdanu o obrazę czci którego, p. Starosta nazwał złodziejem, a dla lepszego uwydatnienia kontrastów podmalował hańbiący wyraz na czerwono krwią psią. Sąd grodzki p. starostę uwolnił, bo świadkowie, jeden nie skupił należycie uwagi, drugi niedosłyszał.

Ostatnio wylazła jeszcze jedna sprawa. Przed wyborami obiecywał p. Pomiankowski gminie Nienadówka za oddane sanacji głosy, zdrenowanie całej gminy. Przybyli nawet z Warszawy inżynierowie, którzy robili zdjęcia. Tytułem zaliczki na koszta melioracyjne przedłożyli członkom gminy do podpisu weksel in blanco, który pod pisał imieniem spółki melioracyjnej ks. dziekan Bukała i 3 gospodarzy. Weksel ten wedle zapewnień p. starosty miała gmina spłacać coś przez 15 lat. Jak piorun z jasnego nieba spadła na żyrantów weksla skarga wekslowa o zapacanie coś około 11.000 zł. Interweniującego w tej sprawie ks. Bukałę, odesłał p. starosta do p. Dra Pomeranza, który ma na rozprawie bronić Nienadówki.

Zobaczymy. Kronikarz

16 X 1932
"Przyjaciel Ludu" Przyjaciel Ludu, gazeta jednej z partii chłopskiej. W dość prześmiewczy sposób ktoś "niezależny" opisuje kulisy powstania i upadku spółki wodnej (melioracja) i budynku spółdzielni mleczarskiej w Nienadówce.

Spółdzielczość piastowców w Nienadówce.

Ze smutkiem w duszy stwierdzam, że nieszczęśliwszej spółdzielczości nad tę, jaką w naszej gminie Nienadówce pow. kolbuszowskim spłodzili b. prezes pow. "Piasta" Marcin. Śliz i b. poseł Jan Bielak, pod patronatem pow. instr. rol. Ingrama, nie sposób byłoby znaleźć z pewnością w całej Polsce.

Powołana przez nich do życia w r. 1929 melioracja gruntów już w następnym roku została pozbawioną istnienia. Pozostawia po sobie nieutulony żal, około 20 osób, którym przypadnie pokryć koszta "pogrzebu" powyżej 10 tysięcy zł.

Spółdzielnia pod nazwą "Radiowej" zapadła w głęboki sen letargiczny, z którego, jak sądzę jej twórcy i najbliżsi przyjaciele, już się nie obudzi nigdy.

Mleczarnia spółdzielcza powstała w r. 1925. W okresie dobrej koniunktury dawała rękojmię szybkiej i długotrwałej żywotności ku zadowoleniu spółdzielców.

Niestety, ob. Śliz, widząc możliwość osiągnięcia przez nią szeroko pojętej sławy, postanowił jako naczelny kierownik już w następnym roku, nie mając ani grosza gotówki, zbudować dom własny spółdzielni, co też uczynił, uzyskując zezwolenie członków. W ten sposób naraził młodą jeszcze spółdzielnię na ogromny ciężar finansowy, przekraczający kilkakrotnie siły spółdzielni.

Cała możliwość pomyślnego rozwoju spółdzielni została za jednym nierozważnym posunięciem chorobliwej ambicji fatalnego spółdzielcy — sparaliżowana.

Za nadto wygórowane pensje i ekstra diety, popierane przez twórcę i jego krewnych kierowników, kasjerów i fijarzy, wyssały soki żywotne spółdzielni.

I oto 28 sierpnia br. w obecności lustr. Patronaty Sp. Mlecz. Lamersa po kilkugodzinnej agonii zakończyła swój żywot, pozostawiając jako następstwo nieobliczalnej i nieopartej na podstawach ideowych gospodarki, olbrzymi dług 18 tysięcy zł, a na pokrycie, budynek z inwentarzem łącznej wartości 8—9 tys. zł. Po zgonie zebrała się rodzina na naradę familijną.

Postanowiono zlikwidować pozostały spadek. Wybrano w tym celu komitet, zobowiązując go do sprzedaży budynku w przeciągu 1 mies.

Mimo jednak zachęcających ogłoszeń w pobliskim mieście, Sokołowie, nie znalazł się pożądany kupiec.

Wobec tego członkowie Mleczarni uradzili narzucić dom siłą gminie. Mając w swym gronie 17 radnych z wójtem, asesorami, ks. dziekanem, oraz głównym sprawcą nieszczęśliwego położenia Ślizem na czele, zapowiedzieli zebranie Rady gm. na dzień 1 września br. i tu powzięli uchwałę kupna przez gminę tego budynku z przeznaczeniem na szkołę.

Komitet dla zawarcia umowy kupna składa się z wójta, dwóch asesorów i jeszcze dwóch radnych. Rezultat śliczny na korzyść spółki: obiecali za dom 15 tysięcy zł, choć rzeczywista wartość nie powinna przekroczyć 7 tysięcy zł.

Kilku radnych, nie należących do spółki, zgłosiło w tej sprawie rekurs do Starostwa. Spodziewamy się, że Starostwo zakaże wykonania uchwały rady gm., jako godzącej w tak krytycznym czasie w sam puls życia gospodarczego wsi. Jest to pożądane przez cały ogół obywateli gminy tym bardziej, że budynek ten na szkołę się absolutnie nie na- daje, bo jest przystosowanym do wymogów mleczarni, a nie szkoły.

Nienadówka, 30. IX. 1932.
Niezależny.



19 VI 1932
"Gazeta Rzeszowska" Kradzież 5 par koni w Nienadówce. Obozujący w tamtych okolicach cyganie skradli z pastwiska 5 par koni, potem podzieliwszy się na dwie grupy rozjechali się w dwu przeciwnych kierunkach.



II 1933
"Młoda Polka": pismo poświęcone polskiej młodzieży żeńskiej. Pismo musiało być prenumerowane i czytane w Nienadówce, w której działało Stowarzyszenia Młode Polki, które latem 1934roku przekształcone zostało w Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Żeńskiej. W roku 1933.02 R.14 Nr2, zamieszczono notatkę:

Nienadówka. Mimo trudności rozwija się Stowarzyszenie dobrze, zwłaszcza w ostatnich miesiącach znać wzmożoną pracę i zapał. Druhny zaczynają same wygłaszać referaty, przygotowały kurs kroju, szycia i haftu, cieszą się na lekcje na skrzypcach i projektują mnóstwo uroczystości. Niedawno przystąpiło 5 nowych druhen do Stowarzyszenia.


W tym samym numerze redakcja zwraca się do mieszkanki Nienadówki:
Druh. Motylówna Nienadówka. Wierszyk jest bardzo ciekawy, ale do numeru gwiazdkowego, przyszedł niestety za późno. Wobec tego schowamy go do zbioru wierszy druhen, a może wydrukujemy na przyszłe Święta Bożego Narodzenia.

16 X 1932
"Przyjaciel Ludu" Przyjaciel Ludu, gazeta jednej z partii chłopskiej. W dość prześmiewczy sposób ktoś "niezależny" opisuje kulisy powstania i upadku spółki wodnej (melioracja) i budynku spółdzielni mleczarskiej w Nienadówce.

Spółdzielczość piastowców w Nienadówce.

Ze smutkiem w duszy stwierdzam, że nieszczęśliwszej spółdzielczości nad tę, jaką w naszej gminie Nienadówce pow. kolbuszowskim spłodzili b. prezes pow. "Piasta" Marcin. Śliz i b. poseł Jan Bielak, pod patronatem pow. instr. rol. Ingrama, nie sposób byłoby znaleźć z pewnością w całej Polsce.

Powołana przez nich do życia w r. 1929 melioracja gruntów już w następnym roku została pozbawioną istnienia. Pozostawia po sobie nieutulony żal, około 20 osób, którym przypadnie pokryć koszta "pogrzebu" powyżej 10 tysięcy zł.

Spółdzielnia pod nazwą "Radiowej" zapadła w głęboki sen letargiczny, z którego, jak sądzę jej twórcy i najbliżsi przyjaciele, już się nie obudzi nigdy.

Mleczarnia spółdzielcza powstała w r. 1925. W okresie dobrej koniunktury dawała rękojmię szybkiej i długotrwałej żywotności ku zadowoleniu spółdzielców.

Niestety, ob. Śliz, widząc możliwość osiągnięcia przez nią szeroko pojętej sławy, postanowił jako naczelny kierownik już w następnym roku, nie mając ani grosza gotówki, zbudować dom własny spółdzielni, co też uczynił, uzyskując zezwolenie członków. W ten sposób naraził młodą jeszcze spółdzielnię na ogromny ciężar finansowy, przekraczający kilkakrotnie siły spółdzielni.

Cała możliwość pomyślnego rozwoju spółdzielni została za jednym nierozważnym posunięciem chorobliwej ambicji fatalnego spółdzielcy — sparaliżowana.

Za nadto wygórowane pensje i ekstra diety, popierane przez twórcę i jego krewnych kierowników, kasjerów i fijarzy, wyssały soki żywotne spółdzielni.

I oto 28 sierpnia br. w obecności lustr. Patronaty Sp. Mlecz. Lamersa po kilkugodzinnej agonii zakończyła swój żywot, pozostawiając jako następstwo nieobliczalnej i nieopartej na podstawach ideowych gospodarki, olbrzymi dług 18 tysięcy zł, a na pokrycie, budynek z inwentarzem łącznej wartości 8—9 tys. zł. Po zgonie zebrała się rodzina na naradę familijną.

Postanowiono zlikwidować pozostały spadek. Wybrano w tym celu komitet, zobowiązując go do sprzedaży budynku w przeciągu 1 mies.

Mimo jednak zachęcających ogłoszeń w pobliskim mieście, Sokołowie, nie znalazł się pożądany kupiec.

Wobec tego członkowie Mleczarni uradzili narzucić dom siłą gminie. Mając w swym gronie 17 radnych z wójtem, asesorami, ks. dziekanem, oraz głównym sprawcą nieszczęśliwego położenia Ślizem na czele, zapowiedzieli zebranie Rady gm. na dzień 1 września br. i tu powzięli uchwałę kupna przez gminę tego budynku z przeznaczeniem na szkołę.

Komitet dla zawarcia umowy kupna składa się z wójta, dwóch asesorów i jeszcze dwóch radnych. Rezultat śliczny na korzyść spółki: obiecali za dom 15 tysięcy zł, choć rzeczywista wartość nie powinna przekroczyć 7 tysięcy zł.

Kilku radnych, nie należących do spółki, zgłosiło w tej sprawie rekurs do Starostwa. Spodziewamy się, że Starostwo zakaże wykonania uchwały rady gm., jako godzącej w tak krytycznym czasie w sam puls życia gospodarczego wsi. Jest to pożądane przez cały ogół obywateli gminy tym bardziej, że budynek ten na szkołę się absolutnie nie na- daje, bo jest przystosowanym do wymogów mleczarni, a nie szkoły.

Nienadówka, 30. IX. 1932.
Niezależny.

1935
"Ochrona Przyrody" Organ Państwowej Rady Ochrony Przyrody w tomie 15 opisuje m. in. nasze poczciwe boćki. Nienadówka musiała ich sporo liczyć, bo aż dwa razy jest przytaczana w opisie o zwyczajach z nimi związanymi.
- pierwszy dotyczy, walk lub sądów bocianich tzn. walk pomiędzy nimi, w naszych stronach uważano, że są powodowane tym, że boćki nie lubią zbyt blisko siebie budować gniazd.
- druga wzmianka dotyczy powodów zbierania się boćków w gromadę, u nas uważano, że jest to spowodowane ich niedługim odlotem do "ciepłych krajów"


27 maj 1936
"Ilustrowany Kuryer Codzienny" na pierwszej stronie informował:

Pod wałami klasztoru Jasnogórskiego u stóp cudownego obrazu, Patronki Młodzieży Polskiej stutysięczna rzesza pątników jest świadkiem ślubowań młodzieży akademickiej, przybyłej z wszystkich środowisk akademickich w liczbie dwudziestu tysięcy.

W swoich wspomnieniach o życiu Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej w Nienadówce, Jan Motyl napisał:

W roku 1936, 16 członków tejże organizacji wzięło udział w zlocie na Jasnej Górze wraz ze swoim sztandarem, który to sztandar K.S.M.M., został poświęcony w roku 1935. Ten sztandar stał w kościele i członkowie ze sztandarem brali udział w uroczystościach państwowych, jak 3 maja, 11 listopada, w czasie procesji Rezurekcyjnej.
W zmianka w "Ilustrowanym Kuryerze Codziennym" potwierdza nam, że, delegacja nienadowska ze swoim sztandarem brała udział w uroczystościach ślubowania młodzieży akademickiej na Jasnej Górze, w niedzielę 24 maja 1936 roku. Minęło prawie 90 lat, uczestnicy tamtych wydarzeń odeszli, sztandar K.S.M.M. przepadł, pozostały tylko wspomnienia, więc pamiętajmy.



1936
"Zew Rzeszowa" Zamieszczona lista darczyńców dla Muzeum Regionalnego Ziemi Rzeszowskiej. Wśród nich kilku ofiarodawców z Nienadówki.
  • Ożóg, syn "Gazetnika" - kopię tomu poezji M. Wolskiego zpoczątku XiX w. i akt pozwalający na ślub poddanych z r. 1786.
  • Śliż Marcin - figurę św. Antoniego z XVIII w.
  • Gromada Nienadówka - akt serwitutowy z r. 1863, oraz rekurs w tej sprawie "hr. Schlippenbach"
  • Ożóg Józef - pozwolenie na sprzedaż gruntu z r. 1801, oraz pamiątki po ks. Stojałowskim.




1937
"Zew Rzeszowa" Zjazd sąsiedzki kół Młodzieży Wiejskiej w Nienadówce. W Nienadówce w powiecie kolbuszowskim odbył się obecnie zjazd sąsiedzki Kół Młodzieży Wiejskiej Ziemi Sokołowskiej. W zjeździe wziął udział między innymi starosta powiatowy w Kolbuszowej mgr. Scherff oraz delegat zarządu wojewódzkiego Zw. Mł. Wsi ze Lwowa, Liebesbach. Zjazd zagaił prezes Ingram, po czym wywiązała się żywa dyskusja, w której omawiano stosunek młodzieży do spółdzielczości i do organizacji starszych, oraz omówiono potrzeby związane z przygotowaniem młodzieży wiejskiej do pracy zawodowej.

1938
"Widły Wisły i Sanu" Jerzy Zbigniew Ostrowski (ur. 9 stycznia 1897 w Chodlu, zm. 24 listopada 1942 w obozie koncentracyjnym Mauthausen - Gusen )
– powieściopisarz polski, wydał: Obok życia (1924), Sobieradek (1925), Sztandar na maszcie (1925), Chorągiew na dachu (1925), Żywa szkoła (1926), Ziemia Świętego Krzyża (o Brazylii, 1929), Myśli o wychowaniu (1924). Wydał nadto: Cathanara (1930), Kobuz (1931), powieści z życia brazylijskiego, Brazylia (Lwów, 1933), Polscy konkwistadorzy (1934), Historie przedhistoryczne (1938). Barwna postać z tego pana, miał też chyba bardzo ciekawy epizod z wiązany z Rzeszowszczyzną, w 1938 w publikacji "Widły Wisły i Sanu możemy przeczytać dużo ciekawych wiadomości związanych z tym regionem. Jest tam też wspomniany, Jan Ożóg, nieśmiały poeta z Nienadówki, nie wiem jakiego okresu dokładnie dotyczy akurat ten fragment, ale raczej na pewno dotyczy Jana Bolesława Ożoga.


luty 1938
"DONIESIENIA" Pismo Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej w Przemyślu donosił:
Działalność i zebrania Okręgów. - Okręg Sokołów.
W dniu 5. II. br. odbył się Zjazd Okręgowy w Sokołowie. W Zjeździe wzięły udział wszystkie
Oddziały należące do Okręgu. Do Kierownictwa okręgu zostali wybrani na dwa lata: prezesem dh Krudysz Jan (Sokołów), wiceprez. dh Noworól Stanisław (Nienadówka) sekr. dh Kudłacik Jan (Sokołów), skarb. dh Dec Jan (Sokołów). Do Kierownictwa Okręgu weszli i inni druhowie z poszczególnych Oddziałów. Uwaga: Posiedzenie Kierownictwa okręgu odbędzie się dnia 20 marca br. o godz. 10 rano w „Ognisku KSMM". w Sokołowie.


wrzesień 1938
"Głos Narodu" na łamach kilku numerów krakowskiego dziennika ukazała się relacja z wielkich manewrów wojskowych. Na rok przed agresją hitlerowskich Niemiec na Polskę, zorganizowano manewry na skalę europejską. Zjawili się obserwatorzy z całej Europy i świata, nie zabrakło i przedstawicieli niemieckiego wermachtu. Terenem dla manewrów był C.O.P. (centralny okręg przemysłowy), opisywane wydarzenia rozgrywały się również w okolicy Nienadówki. Fragment relacji dziennikarskiej:
(..) Jedziemy leśną drogą i tu napotykamy „czerwonych”. "Operuje" zmotoryzowany pluton. Zakłada na drogach okolicznych miny przeciwczołgowe i gazuje drogi. Żaden czołg „niebieskich nie śmie tędy przejść ! A, jak spróbuje, to wyleci w powietrze. Mijamy wieś Stobierna i zbliżamy się ku miejscowości Nienadówka. Na szosie sznur aut. Attachees obcych państw są na miejscu. Dowództwo "czerwonych” udziela wyjaśnień. Zbliżamy się i słuchamy z zainteresowaniem wywodów znanych już nam dowódców. Słuchamy z satysfakcją ! Dowódcy mówią jasno i zdecydowanie. Zapoznają z sytuacją własną i zadaniem, które mają wykonać. Jasność wykładu doskonała, orientacja podbija nas. Ale nie tylko nas. Wywołuje podziw u attachees, którzy głośno wyrażają swoje uznanie. Dowiadujemy się, że dowództwo "czerwonych" zorganizowało. linię obronną: Stobierna - Nienadówka - Sokołów. Linia ta musi być utrzymana do godz. 12 w południe. Czołowe elementy wysunięte daleko przed linię obronną, mają opóźniać marsz "niebieskich". Główny atak spodziewany jest na odcinku Stobierna - Nienadówka. (..)

Część artykułu w którym jest mowa o Nienadówce, powyżej, polecam jednak opis całego, tego nie wątpliwie widowiskowego wydarzenia dla okolicznej ludności. Latem 1938 roku mówiło się już już o wojnie z Niemcami i o tym jak ich szybko pokonamy, takie manewry utwierdzały to przekonanie i uspokajały ludność. Rzeczywistość zweryfikowała po roku naszą siłę i przygotowanie. Cały reportaż i kilka zdjęć znajduje się na prowadzonym przeze mnie Fanpage - Wieści z Podkarpacia z przed lat wielu, w artykule "Wojna" w C. O. P.

1938
"Zew Rzeszowa" Rozwój sadownictwa w pow. kolbuszowskim. Do jednego z najbardziej zaniedbanych działów gospodarstwa wiejskiego w powiecie kolbuszowskim należało do niedawna sadownictwo. Dopiero w ostatnich dwu latach dzięki intensywnej pracy Wydziału Powiatowego w Kolbuszowej rozprowadzono w powiecie 27.006 drzewek owocowych, z których założono 430 sadów o powierzchni od 1/4 do 1 ha, na przestrzeni ogółem 170 ha. Najwięcej sadów założono w Dzikowcu, Krzątce, Kupnie, Wilczej Woli, Wólce Sokołowskiej, Nienadówce i Markowiźnie. Akcja ta spotkała się z należytym uznaniem włościaństwa, które obecnie chętnie zakłada sady i domaga się sprowadzenia do powiatu specjalnego instruktora sadownictwa.

1939
"... oj nima jak Lwów " Ilustrowany informator miasta Lwowa : ze spisem miejscowości województwa lwowskiego : na rok 1939 ..... szkoda tylko że nie podano np. liczby mieszkańców.




10 V 1942
"Spółdzielca" Organ dla Spółdzielni w Generalnym Gubernatorstwie.
Dwutygodnik ukazywał się w Krakowie pod ścisłą kontrolą ówczesnego okupanta. Mało mamy wzmianek o Nienadówce z tego okresu, a tu taka urzędowa ciekawostka. Wójt gminy Cisek Michał został likwdatorem Spółdzielni Mleczarskiej w Nienadówce.
Mianowany przez Sąd Okręgowy w Reichshof likwidatorem Spółdzielni Mleczarskiej z ograniczoną odpowiedzialnością w Nienadówce, wzywam wierzycieli do zgłoszenia po moim adresem wszelkich pretenski w terminie trzymiesięcznym od ostatniego ogłoszenia. - Michał Cisek Nienadówka pocz. Sokołów Młp. pow. Reichshof.

17 VI 1943
"Kurier Kielecki Katyń" Okupacyjna gadzinówka, ogłasza listę katyńską na której można znaleźć por. Marcina Zdeba, jak się później okazuje urodzonego w Nienadówce.



10 VII 1947
"Dziennik Zachodni". 1000 zł dam, kto poda jakąkolwiek wiadomość o mojej żonie Katarzynie Czernickiej (z dzieckiem) z domu Skiba, zamieszkałej w Hołódowce, parafia Tuligłowy koło Komarna.

Wiadomości: Michał Czernicki, Kowal, Nienadówka, pow. Sokołów, koło Rzeszowa.

931g.

Kim była poszukująca się rodzina i jakie mogła mieć związki z Nienadówką? Imiona i Nazwisko nic nam nie mówią, możemy się domyślać, że Michał Czernicki był kowawalem, który w 1947 roku mieszkał w Nienadówce. Zwymienionych trzech miejscowości w ogłoszeniu, dziś odnajdujemy tylko Tuligłowy w pow. jarosławskim. Pozostałe dwie, Hołodówka i Komarno raczej przestały istnieć po 1945 roku. Wikipedia informuje, że podczas okupacji niemieckiej obie te miejscowości były częścią utworzonej przez niemców gminy wiejskiej Tuligłowy. Tereny te były objęte działaniami UPA, być może wtedy to Michał Czernicki trafił z falą uchodźców do Nienadówki przed prześladowaniami. Ciekawe jak potoczyły się dalsze losy Michała Czernickiego i jego rodziny?


04 IX 1947
Dziennik Zachodni. Nie lada sukcesem może się poszczycić Milicja Obywatelska w Bielsku.

Bielsko, (sar). Toczące się od paru dni śledztwo w związku z dokonanym w dniu 21 bm. napadem na kasjerkę firmy Jankowski, J. Kos. doprowadziło do likwidacji groźnej szajki bandyckiej, grasującej w Bielsku od zeszłego roku. Schwytany bezpośrednio po napadzie w mieszkaniu swej przyjaciółki L. Ogińskiej zamieszkałej przy ul. Zamkowej 9 sprawca napadu Zdzisław Szeliga naprowadził M. na ślad, że działał w ścisłym rozumieniu z innymi.

Niebawem udało się ustalić listę jego wspólników, którymi okazali się: pracownik Banku Handlowego w Bielsku, Józef Hiszczyński, Antoni Skibiński, przyjaciółka Skibińskiego Czesława Słowik, Bronisław Urbas.

- Wszyscy z Bielska, oraz Józef Bełc z Nienadówka koło Rzeszowa. Hiszczyński informował Szeligę i Skibińskiego, kto i w jakim dniu mał podjąć większą gotówkę, a ci z pozostałymi wspólnikami dokonywali napadów z bronią w ręku.

Po przetrzymaniu członków bandy z Bielska wywiadowcy M. O. udali się w Rzeszowskie, celem ujęcia J. Bełzy. Wywiadowcy ujęli Bełzę w chwili gdy on nie przeczuwając niebezpieczeństwa pracował w polu.

Dziś wszyscy członkowie bandy oczekują w więzieniu karno-śledczym w Bielsku na rozprawę sądową która prawdopodobnie odbędzie się przed Sądem Wojskowym, ponieważ dokonywali oni napadów z bronią w ręku. Bandytom a zwłaszcza Szelidze, który jest recydywistą korzystającym z wolności tylko dzięki amnestii grożą surowe kary. Przyznali się oni do popełnienia następujących przestępstw.

14 września ub. r. dokonali napadu na mieszkanie P. Jakóbca w Białej, zabierając mu 60.000 zł. W dniu 20. września ub. r. pod groźbą użycia broni zrabowali dwom pracownikom firmy Riedel w Bielsku, O. Łukaszowej i H. Pagór, 130.000 zł. W dniu 3 września br. dokonali kradzieży 107 m materiału na szkodę Kestla z Bielska, a w dniu 4 lipca br. napadli na woźnego KKO, w Żywcu Franciszka Wieczorka, któremu zabrali ponad milion złotych. Ich dziełem był również nieudany napad na A. Lampę w dniu 18 lipca br., która podjęła w tym dniu większą sumę w BGK w Białej Wreszcie dokonany w dniu 21 bm. napad na kasjerkę firmy Jankowski, J. Kos.

Unieszkodliwienie zbrodnicze działalności szajki bandyckiej jest dużym sukcesem M. O. w Bielsku, której za owocną pracę poniesione trudy należy się pełne uznanie.

* W tym artykule jak i tym poniższym popełniono błąd w pisowni nazwisku - chodziło bowiem o mieszkańca Nienadówki nazywającego się Józef Bełz.


10 IX 1947
Gazeta Robotnicza. Z niemałym zdumieniem natrafiłem na nazwę Nienadówka w łamach „Gazety Robotniczej” - partyjnego dziennika PPS, ukazującego się na Śląsku. Wzmianka dotyczyła Józefa Beły, urodzonego w Nienadówce, który miał należeć do groźnej „szajki bandyckiej” zlikwidowanej przez Milicję Obywatelską w Bielsku-Białej.

Mimo przejrzenia wielu kolejnych numerów gazety nie udało się odnaleźć informacji o samym procesie. Z artykułu wynikało jedynie, że „banda” miała na swoim koncie kilkanaście
poważnych napadów. Sprawa wydała się o tyle intrygująca, że z nazwiskiem „Beła” nigdy nie spotkałem się w Nienadówce.

Wkrótce jednak pojedyncze wątki zaczęły układać się w spójną całość. Najprawdopodobniej w artykule popełniono błąd - chodziło bowiem o mieszkańca Nienadówki nazywającego się Józef Bełz. Wzmiankę o jego aresztowaniu odnalazłem również w kronice parafialnej prowadzonej przez ks. proboszcza Bednarskiego, co pozwala lepiej osadzić to wydarzenie w lokalnym kontekście.

7 XII 1950
"Dziennik Zachodni" Nowymi sukcesami produkcyjnymi, umacniamy światowy obóz pokoju. Wśród wielu sukcesów wymienionych w depeszy z Warszawy możemy również przeczytać:
W województwie rzeszowskim szczególnie wyróżnili się chłopi gromady Nienadówka, którzy manifestacyjnie odstawili 15 ton zboża ponad plan do punktu skupu.


7 XII 1950
"Gazeta Krakowska" Depesza dnia, powtórzona wiadomość, co powyżej. Dziennikarze Gazety Krakowskiej prócz tego, że rolników, którzy odstawili podwójną ilość wyznaczonego zboża, wymienili z imienia i nazwiska, to jeszcze całe to "wspaniałe wydarzenie" opisali bardziej kwieciście, szkoda tylko, że zdjęć nie zamieszczono.
W województwie rzeszowskim szczególnie wyróżnili się chłopi gromady Nienadówka, którzy manifestacyjnie furmankami umajonymi w zieleń, z transparentami głoszącymi hasła walki o pokój, odstawili 15 ton zboża ponad plan do punktu skupu.

Chłopi Jan Rusznica i Marian Nędza odstawili podwójną ilość wyznaczonego zboża, oświadczając, że pragną w ten sposób przyśpieszyć realizację Planu 6-letniego i wzmóc siły obozu walczącego o trwały pokój.



10 II 1951
"Dziennik Związkowy" dziennik, gazeta ukazująca się w Chicago w języku polskim, poinformowała swoich czytelników o 45 leciu pożycia małżeńskiego państwa Biernat. Ja, od siebie dodałem kilka wyjaśnień i odnośników do miejsca zamieszkania, zawarcia małżeństwa p.p. Biernat. Myślę, że jest to ciekawy wątek, który może rozwinąć się w ciekawą, kolejną już, historię o "amerykańskim śnie". Jeżeli ktoś z państwa rozpozna w tej historii swoją rodzinę, zapraszam do kontaktu.

Według klasyfikacji urzędowej chłopi zostali podzieleni na biedniaków, średniaków i kułaków. Biedniak był pozytywny, średniak neutralny, kułak – godny napiętnowania. Piętnowany był m.in. przy pomocy artykułów prasowych, reportaży radiowych, utworów literackich, plakatów. Na rysunkach był przeważnie osobnikiem o złośliwym wyrazie twarzy, ubranym „po pańsku” (marynarka, kamizelka, często widoczny łańcuszek do zegarka kieszonkowego)
P. Biernat jest członkiem GR. 669 ZNP. (Zrzeszenie Nauczycieli Polskich w Ameryce) Jubilatom krewni i przyjaciele zasyłają serdeczne życzenia wszelkiej pomyślności, długich lat życia i dobrego zdrowia.



14 IX 1951
"Trybuna Ludu" Rzeszowska młodzież zdobywa zaszczytny zawód górnika

Gdy z początkiem br. wyjeżdżali ze swych gromad do Państwowych Szkół Przysposobienia Przemysłu Węglowego, niejeden wyrażał obawę, czy aby mu się tylko będzie dobrze wiodło.

Ale wnet zaczęły napływać pełne entuzjazmu i zadowolenia listy, a później przyjechali sam i w pięknych mundurach, z rumieńcami zdrowia na twarzy i we wsi nie było końca opowiadaniom o tym, jak to się wiedzie Warzybokowi z Lubeni, czy Franciszkowi Nowakowi z Nienadówki, czy Michałowi Pawlakowi z Werhraty, czy wielu, wielu innym młodym chłopcom, którym do cna d o jadła bieda na wsi, a którym SPPW otworzyły perspektywy nowego, pełnego zadowolenia życia.

Listy młodych górników.
O tych listach, które piszą ze szkół i kopalń - wiele jest rozmów , a chłopcy z rzeszowskich wsi czytają z rozwagą każde słowo.

Oto Fr. Nowak z gromady Nienadówka (pow. Kolbuszowa) w maju ukończył szkołę PPW. Przez cały czas nauki pisał do kolegów, że bardzo zadowolony jest z wyboru, że dobrze zarabiał za każdy dzień praktyki w kopalni, że po ukończeniu szkoły otrzymał na własność całkowite umundurowanie. Dziś jest górnikiem, powodzi mu się doskonale, o czym w prostych, szczerych słowach zawiadamia kolegów ze swej wioski.

I Warzybok z Lubeni pisze o tym, że po ukończeniu SPPW nr 28 jest górnikiem. Dobrze szło mu w szkole, a że wzorowo wypełnia swe obowiązki w kopalni, państwo spełniło jego życzenia, by mógł nadal kształcić się. Warzybok jest słuchaczem wieczorowego technikum górniczego, gdzie zdobędzie tytuł technika.

Przed wstąpieniem do szkoły - pisze - pracowałem u ojca na roli. Dziś po 5 - miesięcznej nauce w szkole zarabiam jako górnik 900 zł miesięcznie, mam możność uczenia się dalej. Przyjeżdżajcie do szkół górniczych! - oto jak Warzybok kończy każdy ze swych listów do kolegów.

Do odległej Werhraty w powiecie Lubaczów poczta często przynosi listy od młodego górnika Michała Pawlaka, zatrudnionego w kopalni „Bolesław Chrobry" Pawlak szeroko opisuje jak praca w kopalni jest zmechanizowana, jak maszyny wykonują za człowieka najcięższe prace. Spotkało mnie wyróżnienie za dobrą pracę - napisał niedawno - pracuję teraz na przodku. Strasznie mi się w kopalni podoba, już bym nigdy nie chciał wracać na stałe do swojej wsi!

Zygmunt Szczygieł czekał niecierpliwie przez cały rok. Przed kilkoma tygodniami przyjechali do swych wsi na kilkudniowy odpoczynek uczniowie ze szkól Przysposobienia Przemysłu Węglowego. Przyjechał Franciszek Rola do Zarębek, sierota ongiś wyzyskiwany prze kułaka, przyjechał Walenty Kontek do Kraczkowej i Władysław Poterek do Węglisk i inni. Szeroko opowiadali o tym , jak się uczą, jak kulturalnie żyją, jaką opieką są otoczeni, jak szybko w kopalni poczuli się jak w domu.

A kopalnie, i szczytny zawód górnika pociągają coraz więcej młodzieży z karłowatych, przeludnionych gospodarstw wiejskich. Jeszcze w ub, roku Zygmunt Szczygieł z gromady Strzyżów zgłaszał się na wyjazd do szkoły: Był za młody. Nie cierpliwie przeczekał cały rok, by onegdaj wyjechać z gronem młodzieży.

Stanisław Cygan, syn małorolnego z Jarzyc Jan Kamiński - syn małorolnego z Dąbrówki, Kazimierz Borsuk z Dąbrówki, Jan Maciąg ze Sobowa, Eugeniusz Dydek ze Sanoka - to nowi uczniowie szkoły PPW w Moszowej. W kilka dni po nich do szkoły pojechali Eugeniusz Mańdański, Marceli Pochryło, i wielu innych, którzy przeszli do górnictwa, wkraczając na otwartą drogę społecznego awansu.

Droga Józefa Samojednego z gromady Głogów to również droga od wyzysku do jasnej, samodzielnej przyszłości. Samojedny - sierota służył u kuła ka w Głogowie, gdzie za 7 miesięcy pracy otrzymał parę bielizny i nędzne ubranie. Jadąc do SPPW Samojedny z radością powiedział: „Już nigdy nie będę musiał wysługiwać się kułakom, będę miał swój własny piękny zawód".

Dziś, ucząc się na górnika Samojedny myśli już nad tym, jak wciągnąć do szkoły swego młodszego brata.

Każdego prawie dnia odjeżdżają z Rzeszowskiego młodzi chłopcy do szkół przemysłowych. Rozumieją oni dobrze, że SPPW stwarza im możliwości, o których w Polsce sanacyjnej nie mogła nigdy zamarzyć biedniacka młodzież. Dlatego Bronisław Kaczor z Widełki - zapewnia: „Chcę się dobrze i pilnie uczyć, chcę zdobyć zawód górnika. Jako górnik będę żyć lepiej, niż mój ojciec na 2 ha ziemi".

CELINA BŁOŃSKA





15 II 1953
"Wieś" tygodnik społeczno-literacki, ukazujący się w Warszawie w nr 7 w dn. 11 lutego 1953 rok, tak pisał o Nienadówce.

Drobiazgi - Od tego my jesteśmy...
Chyba żadne gromadzkie koło ZW. Samopomocy Chłopskiej nie ma tak zaradnego,
tak przedsiębiorczego zarządu, jak we wsi Nienadówka, gm. Sokołów Małopolski, pow. Kolbuszowa.

Miejscowość ta dotkliwie ucierpiała wskutek posuchy, toteż chłopi zwrócili się do zarządu swego koła, aby pomógł im w ciężkiej sytuacji przez sprowadzenie paszy dla bydła z Sokołowa lub innych okolic, w których posucha nie dała się tak bardzo we znaki.

Zarząd uważnie wysłuchał delegacji, po czym jeden z zasiadających w zacnym gronie obywateli podniósł się z miejsca i wygłosiwszy dłuższą tyradę o konieczności wspomagania: bliźnich w potrzebie, zakończył ją tymi słowy:

Już wy się, ludzie, nie bójta, żeby wam się jaka krzywda stała. Od tego my tu jesteśmy, żeby was wspomóc w biedzie. Możecie spać spokojnie, my się tak postaramy, że wasze bydlątka nie będą chodzić głodne!

Słowo się rzekło, kobyłka u płota. Jakoż wszystkie nienadowskie kobyłki, tudzież koniki, kózki i krowy podjadają sobie do syta, bo paszy we wsi jest pod dostatkiem. Wprawdzie nie sprowadzono jej ani z Sokołowa, ani z innych okolic, ale chłopi mogą ją nabywać w dowolnych ilościach u miejscowych kułaków, jak Marcin Ożóg, Piotr Kołodziej, Franciszek Wójcik i u innych, płacąc za metr siana i słomy do 150 złotych.

Wszystko dzięki zaradnemu zarządowi swego gromadzkiego koła. W dodatku przedsiębiorczy zarząd za jednym zamachem rozwiązał również sprawę tzw. pomocy sąsiedzkiej. Bo nie dość, że kułacy każą sobie drogo płacić za paszę, ale jeszcze sprzedają ją chłopom pod warunkiem, że ci przyjdą do nich na odrobek, za który nie otrzymują ani grosza.

A przecież kułacy chociaż źli i niepotrzebni - to jak by nie było - zawsze sąsiedzi...


Wzór walki z nimi przyszedł wraz z ustrojem ze wschodu. Artykuł powstał w 1953 roku, był to okres twardego stalinizmu w Polsce i bezkompromisowej walki klasowej, taką wrogą ustrojowi klasą, byli bogatsi gospodarze po wsiach.

Według klasyfikacji urzędowej PRL, chłopi zostali podzieleni na biedniaków, średniaków i kułaków. Biedniak był pozytywny, średniak neutralny, kułak – godny napiętnowania. Piętnowany był m.in. przy pomocy artykułów prasowych, reportaży radiowych, utworów literackich, plakatów. Na rysunkach był przeważnie osobnikiem o złośliwym wyrazie twarzy, ubranym „po pańsku” (marynarka, kamizelka, często widoczny łańcuszek do zegarka kieszonkowego).

Propagandowy plakat.



02 11 1972
"Nowiny rzeszowskie - Ojciec, matka i syn"
Ten tytuł przez długie lata elektryzował Rzeszowszczyznę, by zostać bohaterem tej rubryki trzeba było poważnie narozrabiać, zdarzało się to i mieszkańcom Nienadówki

28 VII 1972
"Nowiny rzeszowskie - Żniwny front" Jak to za komuny, walka trwała wszędzie, wieś walczyła w lipcu na żniwnym froncie, w DTV raporty o kolejnych tonach zboża, czasem tragiczne wołanie o brak sznurka do snopowiązałek. Nowiny Rzeszowskie również nie pozostawały w tyle a bohaterem... dwa łożyska do Vistuli , ale o tym poniżej. ...... Dla mnie żniwa kojarzyć się będą zawsze ze śpiewem skowronków i nie miłosiernymi upałami.




12 III 1983
"Gazeta Krakowska"Wywiad z Janem Bolesławem Ożogiem literatem wywodzącym się z Nienadówki. Wywiad zatytułowany: Interesuje mnie dramat istnienia, przeprowadził Zdzisław Otałęga.

- Fabuła większości Pana utworów rozgrywa się w środowisku konkretnej wsi. O silnych związkach z rodzinną Nienadówką świadczą pewne realia i szczegóły topograficzne, liczne motywy przypominające elementy Pana biografii oraz tak wyczuwalne, emocjonalne zaangażowanie narratora w opisywaną rzeczywistość. Także i w poezji elementy biografii przeplatają się z wizją poetycką. Zatem, czy zgodziłby się Pan z twierdzeniem Flauberta — „Pani Boyary to ja” ?

- Na pewno to co piszę ma w końcu charakter autobiograficzny. Ale nie dotyczy oczywiście wszystkich szczegółów, o których czytelnicy myślą, że zostały, punkt po punkcie, wzięte z życia. Znana jest dobrze metoda twórcza Żeromskiego; pisarz, który (jak wiadomo z jego wielotomowych dzienników) miał niesłychanie bujne, pełne doświadczeń życie osobiste, obdzielał niezliczone postacie swoich utworów powieściowych własnymi doświadczeniami i przeżyciami. Jednak z utworów tych czytelnik absolutnie nie pozna autobiografii pisarza. Sekret pisarza polega na tym, aby kreując bohaterów obdzielić ich takimi właściwościami psychiki, które nie wykraczają poza prawdę psychologiczną. Fikcja nie jest nigdy, w takiej sytuacji, fikcją, ponieważ każdy pisarz dokumentuje psychologię postaci własną psychologią.

- Sceny z własnego życia pełnią w Pana utworach Szczególną funkcję — są sposobem wypowiedzi własnego „ja”, służą też rekonstrukcji świata pozornie tylko rzeczywistego, otwierają możliwość zastosowania ogólnej refleksji. Jak w tym kontekście przedstawia się Pana urzeczenie tematyką ludową ?


- Miałem Wspaniałego dziadka ze strony matki. Kmieć wysoki, o długich włosach, niczym Piast, był na wpół poganinem i na wpół chrześcijaninem. Dziadek brał udział w procesjach kościelnych, nosząc nad celebrantem baldachim a jednocześnie, co rano, modlił się do Słońca. Nauczył mnie rzucać np. pogańskim zwyczajem gałązki jodłowe na groby samobójców w borze. Znał świetnie stare obrzędy ludowe i dramatyczne pieśni oraz baśnie. Z nich często korzystałem pisząc później swe utwory. Właściwie mogę powiedzieć, że dziadkowi zawdzięczam panteistyczny kult ziemi i zainteresowanie folklorem. Starej, zamarłej kultury było mi żal, z biegiem lat stawała mi się ona coraz bardziej bliska. W niej odczuwałem prawa egzystencjalne człowieka i natury. Ale ta świadomość przyszła dużo później.

- Wcześniej więc, we wsi Nienadówka, mieszka sobie chłopiec, który pasie bydło, pomaga w pracach polowych, w wolnych chwilach słucha opowieści dziadka, a także wspólnie z rówieśnikami wybiera trzmielom miód i chodzi nocami na jabłka. I nic nie zapowiada, że z tego małego urwisa wyrośnie kiedyś znany poeta...


- Kiedy się zastanawiam nad tym, jak to się stało, że zostałem poetą i dlaczego moja poezja jest taka, a nie inna, dochodzą do wniosku, że wszystko zaczęło się od organistówki. Ojciec był na robotach w Prusach (około 1890 r.), a potem w Stanach Zjednoczonych. Wrócił po paru latach z większą ilością książek niż dolarów. Przywiózł też dyplom ukończenia kursów muzycznych. W Nienadówce dostał posadę organisty i kupił fisharmonię. Przez okna organistówki, w której mieszkaliśmy, wpadała muzyka weselnych orszaków, natomiast gdy były, pogrzeby - żałobne hymny. Ojciec często też w domu grywał na fisharmonii. Muzyka otaczała więc nas ze wszystkich stron.

W 1930 roku ojca usunięto z posady organisty. Był ludowcem, więc miejscowi bogacze i sanacyjna
śmietanka, wójt i nauczyciel chcieli się go pozbyć. Trzeba pamiętać, że wówczas na wsi był straszny kryzys gospodarczy. Ja wtedy byłem już w szóstej klasie gimnazjalnej w Rzeszowie. Nie chciałem wrócić na wieś i zostać parobkiem, więc wybrałem drogę przez mękę. Zacząłem utrzymywać się wyłącznie z korepetycji.

- Zapewne w szkole najbardziej ze wszystkich przedmiotów lubił Pan język polski ?


- Nie tylko lubiłem przedmiot, ale i nauczyciela, który go wykładał. Moim polonistą był dr Stefan Przyboś — stryjeczny brat wybitnego poety, awangardysty Juliana Przybosia. Z lekcji tego znakomitego polonisty wyniosłem dużo wiedzy z zakresu warsztatu poetyckiego. Przy analizach literackich obowiązywała uczniów nie tylko znajomość treści ale przede wszystkim poetyckich środków ekspresji. Tomiki poezji Juliana Przybosia znałem już od piątej klasy gimnazjalnej. Poeta był mi szczególnie bliski, gdyż pochodził z Rzeszowa, a więc krajan !, do tego chłop z pochodzenia. Poza Przybosiem interesowała mnie twórczość wielu poetów Skamandra, oraz tych, którzy ogłaszali swoje utwory w takich czasopismach, jak: „Wiadomości Literackie”. „Tygodnik Ilustrowany” i „Tęcza”. Czasopisma te można było wypożyczyć w naszej szkolnej bibliotece.

- Pierwszy swój wiersz napisał Pan...


- W ósmej klasie. Wówczas nawarstwiło się tyle niespodziewanych kłopotów - śmierć brata, brutalne usunięcie rodziny z organistówki (mówiłem o tym wcześniej) oraz codzienny mój żywot obcujący nieustannie z nędzą i głodem — że musiało to wszystko gdzieś eksplodować. Siedziałem nad książką i zamiast ją czytać rozmyślałem o swoim życiu, a potem wziąłem kartkę papieru i zacząłem pisać. Tak powstał wiersz „Organistówka”, który mówi o utraconym na zawsze domu dzieciństwa, o utraconej arkadii. Ten i kilka innych wkrótce napisanych wierszy były drukowane w czołowej prasie literackiej.

- Uczył się Pan bardzo dobrze, gazety drukowały Pana wiersze i przepowiadano Panu karierę poetycką. Wszystko wskazywało na to, że teraz nastąpi szczęśliwy zwrot w Pana życiu...


- Tymczasem ukończyłem gimnazjum, a przed synami chłopskimi z maturą zamykano jakąkolwiek możliwość uzyskania pracy w mieście. Zdesperowany, nie widząc innych możliwości życiowych wybrałem się do seminarium duchownego w Przemyślu (studia były darmowe !) Jednak, prawie po trzech latach studiów, opuściłem seminarium i przyjechałem do Krakowa. Tu studiowałem polonistykę w UJ. I wtedy na dobre zacząłem pisać.

- Ale już jako alumn w seminarium debiutował Pan w 1935 roku w „Okolicy Poetów" wierszami: „Dzień św. Bartłomieja”, „Leżę w trawie”, „Z okna”. Wszystkie te wiersze włączone zostały potem do debiutanckiego tomiku „Wyjazd wnuka" (1937 r.). Prezentując te utwory, Stanisław Czernik (założyciel grupy Autentystów) pisał, że tworzy Pan wiersze o naturalnej oryginalności, że znamionują soczystą pierwotność, a przede wszystkim, że jest Pan prawdziwym poetą ziemi, świadomie już rozporządzającym treścią plebejską...


- Związałem się z Czernikiem, należałem do jego najbliższych współpracowników. Autentyzm był kierunkiem zrodzonym na gruncie rodzimym, bez wpływów obcych. Czernik kładł bardzo silny nacisk na problem głębokiego przeżycia wybranego tematu poetyckiego. Stąd, to czego się naprawdę osobiście nie przeżyło, nie miało prawa w poezji. Czernik dlatego tak skwapliwie przyjął mnie do swojej grupy, następnie lansował jako czołowego autentystę, ponieważ w mojej poezji widział wszystko to, co było zgodne z jego programem.

- Trudno się dziwić. Wczesna Pana poezja oparta była przecież bez reszty na motywach wiejskich, widzianych z perspektywy chłopskiego dziecka. Była to wieś sielska, widziana i przeżyta nie jako skupisko ludzi, lecz jedynie jako zbiór określonych cech pejzażu. Wystarczy wymienić tytuły: „Odjazd w pole”, „Zwózka owsa”, „Wiersz o koniu”. Można by powiedzieć, że wczesnymi Pana wierszami rządził porządek opisu, nie wizji. To co wizyjne było w nich ukryte w symbolicznym sensie obrazów.


- Pisałem, aby uciec w kraj szczęśliwy. Układałem rzeczywiście sielanki, które były dla mnie formą protestu, a ich fikcja ratunkiem przed szaleństwem. Natomiast symbolikę ukrytą w moich wielu poetyckich sformułowaniach w obrazowaniu i archetypicznej kolorystyce realiów, krytycy dostrzegli dopiero po wojnie.

- Z biegiem lat, wraz z nowymi tomikami, w Pana twórczości dochodzą do głosu nowe tendencje, znajdują swój wyraz nowe dążenia artystyczne. W arkuszu poetyckim „Prymicje” i trzecim tomiku „Ogień i makolagwa” (1939) zjawia się śmiertelne przeczucie wojny i jej skutków.


- Przeczuwana wojna wybuchła. Wówczas znalazłem się (już po ukończonych teraz studiach) znowu na wsi pomagając rodzinie w pracy na roli. Nie rzucałem pióra. Okres straszliwej okupacji dodatkowo wzmógł dramat w mojej poezji. Straszliwe przeżycia lat wojny (sam również włączyłem się do ruchu oporu), miesiące spędzone w partyzantce, krew i głód musiały wycisnąć piętno na mojej twórczości.

- Po okresie katastrofizmu przychodzi w Pana poezji większe nasilenie mitów i symboli. Założenie twórcze Czernika (zreferowanie rzeczowego opisu, ograniczenie fantazji twórczej i wpływu wyobraźni na powstające dzieło) po nabytym, nowym bagażu doświadczeń przestały Panu wystarczać. Odchodzi więc Pan od tak pojmowanego autentyzmu....


- W twórczości mojej rzeczywiście pojawiają się elementy baśniowe, wizje wyrwane jakby zea snów, poezja pełna jest symboli, które wynikają z tragicznych przeżyć i wyobrażeń o rzeczywistości. Teorię Czernika rozwinąłem i poszerzyłem. Napisałem kiedyś, że jeśli prawdą jest, że poetycki autentyzm służy przedstawianiu spraw człowieka zagrożonego dziś bardziej niż kiedykolwiek w swej egzystencji, człowieka który szuka możliwości ocalenia przed szaleństwem, sięgając do mitów pierwotnych i archetypów, najautentyczniejszych doświadczeń ludzkich - to nadal jestem autentystą.

Stąd przedstawiana przez Pana wieś nie jest wsią współczesną ani historyczną, tylko poetycką...


- Ma pan rację. W twórczości przedstawiam wieś poetycką, metaforyczną, będącą daleką wypadkową tamtych. W efekcie wieś jest tylko metaforą i tłem dla poruszanych przeze mnie spraw natury ogólnej, ponieważ pogrążam się coraz mocniej w problemach uniwersalnych. Interesuje mnie dramat istnienia, determinanty rozwoju ludzkiej osobowości, motywy działania człowieka, niezależnie od tego w jakim środowisku ten człowiek tkwi. Innymi słowy interesuje mnie człowiek żyjący z jednej strony życiem biologicznym, i drugiej zaś mający rozwiniętą świadomość, wolę, zdolność tworzenia. Zawsze też pasjonowała mnie psychoanaliza. Freud i jego uczniowie, szczególnie Adler i Jung, w których się rozczytuję, wywarli wpływ na moje odczucia, a w konsekwencji i na moją twórczość. Interesują mnie motywy ludzkiego postępowania, wszystko co niejasne, skomplikowane, ludzkie kompleksy i obsesje.

- Czy jednak nie uważa Pan, że Freud mógłby zabić w Panu instynkt twórczy, gdyby tak na zimno rzeczywiście próbował Pan stosować się w swojej twórczości do jego teorii ?


- Absolutnie nie. Np. surrealiści francuscy też na chłodno pisali wiersze, wiernie dostosowując je do ustalonego wcześniej programu poetyckiego. Freud jest autorem znanej tezy, że natura przeciwstawia się kulturze. Jest on za obroną instynktów, a więc natury w człowieku. Wychowanie i kultura spychają brutalnie naturalne instynkty w głębiny nieświadomości, w rezultacie czego powstają kompleksy. Przecież na przykład krytyka angielska udowodniła, że nawet Szekspirowski „Hamlet” jest rozbudowanym literacko odwiecznym kompleksem Edypa. W moich wierszach występuje ta opozycja: natura - kultura. Obok tego zaś zasygnalizowany tu i ówdzie w mojej twórczości kompleks Edypa. Jeszcze ważniejsze literacko są dla mnie odkrycia i teorie Junga, z jego tzw. podświadomością zbiorową, z jego archetypami i mitami.

- I tak następowała intelektualizacja Pana twórczości, a konwencja literacka - Jak trafnie określił to Leszek Żuliński.

- Coraz rozmyślniej i z coraz większym mistrzostwem była podporządkowywana intencjom refleksyjnym. Wracając do mitów, myślę, że przedewszystkim poetycka wrażliwość i intuicja pozwalają Panu najpełniej odczuć mit jako jedną z podstawowych potrzeb człowieka. Jako próbę odpowiedzi na wiele nurtujących go pytań. Jeśli uznamy tezę, że mit zmierza do wzajemnego powiązania człowieka z naturą, to w Pana prozie teza ta znajduje klasyczne wcielenie.


- Tak. Nawiązując poprzez warstwę i mitów i archetypów do teorii Jungą wyrażam w ten sposób tęsknotę za spokojem, ładem, szczęściem, tym samym akcentuję zwrot od cywilizacji technicznej do natury i ziemi. Zwrot ten jest przejawem naturalnych wrodzonych człowiekowi instynktów, którymi broni się przed katastrofami nękającymi ludzkość od początku jej istnienia. Dla mnie jako twórcy problemy te są najważniejsze.

- Dziękuję za rozmowę: ZDZISŁAW OTAŁĘGA


przyg. Bogusław Stępień




Nr.3 (16) 2007
"Nadwisłocze" Na cmentarzu w Bredzie pochowany jest także inny mieszkaniec naszego regionu szeregowiec Śliz Jakob z Nienadówki (pow. Kolbuszowa), który zginął w Bredzie 30.10.1944 roku. Gen. Stanisław Maczek...


2012
"Pleban kontra krokodyle"

Fotoradarowy pomiar prędkości na granicy Nienadówki nie służy poprawie bezpieczeństwa ruchu drogowego w centrum wioski, a tylko pobieraniu drogowego myta. Krokodyle kwestują…

Fot. UMiG Sokołów Małopolski


przyg: Bogusław Stępień

Write a comment

Comments: 0

About | Privacy Policy | Sitemap | Withdraw contract
Copyright © Bogusław Stępień - 08/05/2013