Pamięć.
1 marca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci tzw. Żołnierzy Wyklętych. W całej Polsce padają wówczas słowa o bohaterstwie, niezłomności i ofierze żołnierzy podziemia
niepodległościowego. Jednak w cieniu oficjalnych uroczystości pozostają ci, o których nie mówi się niemal wcale - lokalni, często bezimienni, bez pomników i tablic.
Jednym z nich jest Józef Bełz ps. „Wrona” - żołnierz Armia Krajowa oraz powojennego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. W świetle zachowanych źródeł pozostaje postacią
niejednoznaczną. Z jednej strony jawi się jako uczestnik konspiracji niepodległościowej, z drugiej jako bohater prasowych doniesień o „szajce bandyckiej”. Ówczesna propaganda
miała własny język i własne cele. Bez dostępu do pełnej dokumentacji archiwalnej, zwłaszcza materiałów Instytutu Pamięci Narodowej, trudno dziś jednoznacznie rozstrzygnąć
wszystkie okoliczności jego działalności.
Faktem pozostaje, że Józef Bełz zmarł 10 marca 1953 roku w więzieniu. Nie znamy miejsca jego pochówku. Jest jednym z dwóch żołnierzy nienadowskiej konspiracji - zarówno z okresu
okupacji, jak i powojennego podziemia - którzy ponieśli śmierć w więzieniach ubeckich. Drugim był Jakub Noworól ps. „Bryś”. Można więc zapytać, czy należy zaliczyć ich do
grona Żołnierzy Wyklętych, których pamięć czcimy każdego roku 1 marca.
Historia bywa skomplikowana. W dokumentach i prasie jedni występują jako „bohaterowie”, inni jako „bandyci”. Prawda często spoczywa głęboko w archiwach. Niezależnie jednak od ocen
i interpretacji jedno jest pewne - byli to ludzie stąd, z naszej miejscowości, z naszych rodzin. Zapłacili najwyższą cenę za swoje wybory.
Dlaczego o jednych mówi się głośno, a o innych wcale?
Dlaczego pamięć narodowa bywa wybiórcza, a lokalna - tak krucha?
To, jak długo nazwiska Józefa Bełza i Jakuba Noworóla pozostaną w zbiorowej świadomości mieszkańców Nienadówki, zależy przede wszystkim od nas. Dla oficjalnych czynników są
anonimowymi ofiarami - im nikt nie składa wieńców i nie wyczytuje ich nazwisk podczas apeli pamięci. Być może warto wrócić do pomysłu p. Genowefy Mazur, by na nienadowskim
cmentarzu stworzyć „Miejsce
pamięci” dla tych, którym przyszło spocząć poza rodzinną wsią.
Pamięć nie musi być wielka i państwowa. Czasem wystarczy zwykłe wspomnienie, zapalony znicz, kilka zdań przekazanych dalej.
Bo jeśli my nie będziemy pamiętać - nie zrobi tego nikt.
przyg. Bogusław Stępień
|