Stąpor przyznał się, że liczył się także z tem, iż przyjdzie mu także zamordować woźnicę Stanisława Wosia, aby zatrzeć ślady zbrodni i tak obmyślane na zimno zbrodnicze mordy
rzeczywiście uskutecznił, aby tylko uzyskać pieniądze.
Skoro wina oskarżonego w zupełności została udowodnioną nietylko zupełnem przyznaniem się tegoż, lecz także innemi wynikami przeprowadzonej rozprawy, a szczególnie zeznaniami
świadków, orzeczeniem znawców lekarzy, oraz znawcy rusznikarza, jak również licami czynu, zaprodukowanemi na rozprawie, przeto Trybunał uznał oskarżonego winnym zarzuconej mu
zbrodni skrytobójczego morderstwa i zasądził go na karę śmierci przez powieszenie.
Wyrok ogłoszono oskarżonemu o godzinie 12 w południe, a ponieważ Pan Prezydent Rzeczypospolitej po przedstawieniu mu stanu sprawy w drodze telefonicznej, nie ułaskawił skazanego,
przeto w myśl obowiązujących przepisów ustawy wykonano wyrok o godzinie 3 po południu, na dziedzińcu gmachu sądowego w obecności komisji sądowej, lekarza więziennego i
duszpasterza więziennego, który ze słowami modlitwy na ustach towarzyszył skazańcowi na miejsce stracenia.
Egzekucji dokonał kat, specjalnie w tym celu delegowany z Warszawy.
Zakończył się więc ostatni akt sprawiedliwości, który nasuwa jak zwykle przy każdej sensacyjnej sprawie różne refleksje. Zabójcy, który z rozmysłem, zimną krwią przygotował się do
mordu nikt nie żałuje - ale litość, jakby płaszczem ostatnim okryła go przed śmiercią, gdyż widziano, jak się szczerze modlił, jak w duszę wobec majestatu śmierci wsączały się
pierwiastki tej głębokiej, dziecięcej wiary, która zapadła się pod oparem chciwości i zysku, a buchła znowu w chwili strasznej dla jedynostki, bo pożegnania świata, kojąca,
dodająca siły.
A o kacie ile to było mowy. Jedni, że to prawie doktor medycyny, inni snuli na ten temat różne wersje. Maska na twarzy, białe rękawiczki, drżenie rąk przy zakładaniu stryczka, to
wszystko szło falą pogadanek łącznie z wiadomościami o zachowaniu się skazańca. Ciekawi wszyscy byli, ile kat ma płacy, jaką rangę - jedni twierdzili, że VII i po 400 Zł od
egzekucji, inni i ci prawdziwiej, że tylko IX i po 100 Zł bierze od operacji.
W każdym razie Rzeszów miał ten „zaszczyt" że w wolnej Polsce poraz pierwszy egzekucja przez powieszenie tutaj właśnie się odbyła. Oby i po raz ostatni, choć odgłosy napadów
rabunkowych jak np. pod Łańcutem o czem innem wróżą.
Na rozprawie samej było przeszło 50% kobiet, żądnych niezdrowych sensacji - objaw niestety wszędzie spotykany, nie zbyt pochlebny. Wprawdzie wielu zapatruje się na karę śmierci
ujemnie, ale przecież groza jakaś wieje od tej surowej ręki sprawiedliwości, od majestatu prawa, które życie ludzkie wysoko stawia i bezkarnie nie pozwala je odbierać. A lasy
sokołowsie, kolbuszowskie potrzebują tych wieści z szubienicy rzeszowskiej nadlatujących - są one groźnem memento dla chętnych łatwego i krwawego zarobku.
|