Osobowość Roku - 2022

Nienadówka 1980 - wystawa

Foto zmiany

Losowy album


Nasze Statystyki Odwiedzin
Hasło - sprawdzam

Bestialskie morderstwo w Nienadówce


i pierwsza kara śmierci przez powieszenie w II RP

Historia Nienadówki, choć zapisana przede wszystkim w codziennym trudzie jej mieszkańców, wiosennych zasiewach, lokalnych tradycjach i rytmie życia podkarpackiej wsi, skrywa także karty znacznie mroczniejsze. Jedną z nich otworzył poranek 11 kwietnia 1926 roku - dzień, który wstrząsnął nie tylko tą spokojną miejscowością, lecz całą okolicą Rzeszowa, a wkrótce odbił się szerokim echem w prasie II Rzeczypospolitej. Wtedy to, na leśnym trakcie prowadzącym z Rzeszowa do Nienadówki, mieszkańcy natknęli się na widok, jakiego nikt się nie spodziewał: na wozie, którym jeszcze przed świtem jechali dwaj mężczyźni, leżały ich martwe ciała.

W czasach, gdy państwo polskie - odrodzone zaledwie osiem lat wcześniej - wciąż budowało swoje instytucje, a prowincjonalne miasteczka żyły w rytmie targów, odpustów i lokalnych interesów, brutalna zbrodnia dokonana z chciwości miała wyjątkową siłę rażenia. „Ziemia Rzeszowska”, jeden z najważniejszych regionalnych dzienników tamtego okresu, śledziła ją od pierwszych godzin śledztwa aż po dramatyczny finał. Tempo działań policji i sądu, skrupulatność dochodzenia i błyskawiczne - jak na ówczesne czasy - wydanie wyroku śmierci uczyniły z tej sprawy nie tylko głośne wydarzenie kryminalne, ale także precedens w historii wymiaru sprawiedliwości II RP. To właśnie w jej ramach w Rzeszowie wykonano pierwszą w wolnej Polsce karę śmierci przez powieszenie, co samo w sobie stało się przedmiotem licznych komentarzy i emocji opinii publicznej.


Dziś, niemal sto lat później, możemy odtworzyć przebieg wydarzeń dzięki zachowanym relacjom prasowym, zarówno tym współczesnym - z „Ziemi Rzeszowskiej” z kwietnia 1926 roku - jak i ich późniejszym omówieniom. W 2022 roku tę historię przypomniał m.in. Arkadiusz Bednarczyk na łamach „Gazety Lubuskiej”, wiernie podążając za dawnymi doniesieniami reporterskimi.

Poniżej prezentuję artykuły z dwóch kolejnych numerów „Ziemi Rzeszowskiej”, które pozwalają zajrzeć w głąb tamtej dramatycznej sprawy, odsłaniają emocje mieszkańców, obraz pracy ówczesnej policji i sądu, a także atmosferę pierwszej w II Rzeczypospolitej publicznej egzekucji wykonanej na terenie rzeszowskiego zamku. To opowieść o zbrodni, lecz także o czasach, w których wstrząsające wydarzenia potrafiły w ciągu kilku dni doprowadzić od odkrycia ciał aż po wykonanie najwyższego wymiaru kary.

przyg: Bogusław Stępień



ZIEMIA RZESZOWSKA

Rzeszów 16 kwietnia 1926


Bestialskie morderstwo rabunkowe w Nienadówce koło Sokołowa.


Ponowna, straszna, zbrodnia poruszyła mieszkańców Rzeszowa, o której wiadomość przyszła w niedzielę rano, szerząc zrozumiałe zaniepokojenie.

W niedzielę dnia 11 kwietnia między godziną 6-7 rano na drodze do Sokołowa, między Stobierną a Nienadówką, został zamordowany powszechnie szanowany obywatel Marcin Darocha, handlarz nierogacizny na wielką skalę z Sokołowa, oraz woźnica tegoż Stanisław Woś.

Przerażające wrażenie zrobił na gospodarzach w Nienadówce, spieszących do kościoła, wóz zaprzężony w parę koni, zdążający do Sokołowa bez woźnicy, gdy po zatrzymaniu go spostrzegli dwa skrwawione trupy znanych i cenionych ludzi.
powiększ zdjęcie
Przeprowadzone dochodzenia wykazały, że sprawca wiedział dobrze kiedy śp. Darocha, jako hurtowny kupiec, z większą gotówką będzie wracał do domu i już poprzedniego dnia 10 kwietnia wieczorem jeździł stale rowerem między Nienadówką a Stobierną, przestrzenią wolną od zabudowań, czekając na swoją ofiarę i korzystając z ciemnej nocy.

Jednak śp. Darocha z powodu spóźnienia się na pociąg w Krakowie nie pojechał już w nocy do domu, lecz zanocował u swojego zięcia p. Juliana Moskwy w Rzeszowie.

Następnego dnia o godz. 5 rano wyjechał z Rzeszowa i w odległości około 5 km. od Nienadówki wziął na furę owego rowerzystę, jadącego w stronę Sokołowa, rzekomo bardzo jazdą strudzonego.

Rowerzysta ów wystrzałem z rewolweru zamordował śp. Darochę i woźnicę tegoż Stanisława Wosia a po obrabowaniu Darochy zeskoczył z wozu a siadłszy na rower, przejechał szybko przez Nienadówkę, następnie przez lasek i pola Trzebuski podążył spokojnie do Sokołowa.

Ponieważ wedle przeprowadzonego śledztwa oraz zapewnień rodziny, że zamordowany śp. Darocha nie brał nigdy nieznanych sobie osobników na wóz, więc padło podejrzenie, że sprawca musiał być dobrze znany osobiście zamordowanemu.

Podejrzenie padło na Ignacego Stąpora handlarza świń w Sokołowie, znajdującego się obecnie w wielkich kłopotach finansowych. Sprowadzony Stąpor, na posterunek policji w Sokokołowie, przyznał się do wszystkiego a po przeprowadzonej rewizji w jego domu, znaleziono rewolwer, zrabowane pieniądze w wysokości 12.030 Zł, ów rower którym jeździł całą noc między Nienadówką a Stobierną, oraz zmoczone i zabłocone ubranie. Sprawca, który jest ciotecznym bratem śp. Stanisława Wosia a spowinowacony z śp. Darochą został pod silną eskortą odstawiony do aresztów przy tutejszym sądzie okręgowym i za zbrodnię tę ma stanąć przed sądem doraźnym w piątek dnia 16 kwietnia.

ZIEMIA RZESZOWSKA

Rzeszów 23 kwietnia 1926


Sąd doraźny w Rzeszowie.


W dniu 17 kwietnia br. odbyła się w Sądzie okręgowym w Rzeszowie, przed Trybunałem Sądu doraźnego, rozprawa główna przeciw Ignacemu Stąporowi ze Sokołowa o zbrodnię rozbójniczego morderstwa z §§ 134, 135 u. k. dokonanego w Nienadówce na osobie Marcina Darochy i Stanisława Wosia ze Sokołowa.

Sprawca przyznał się w zupełności do zarzuconych mu zbrodniczych czynów, opisanych już zresztą dokładnie w poprzednim numerze naszego pisma. Jako motyw dokonanej zbrodni zapodał żądzę uzyskania gotówki dla poprawienia swego bytu i bez ogródek oświadczył, że nosił się od dłuższego czasu z zamiarem zamordowania Marcina Darochy, zamożnego i uczciwego kupca że Sokołowa, który każdego tygodnia wracał z większą gotówką z Krakowa.
powiększ zdjęcie
Stąpor przyznał się, że liczył się także z tem, iż przyjdzie mu także zamordować woźnicę Stanisława Wosia, aby zatrzeć ślady zbrodni i tak obmyślane na zimno zbrodnicze mordy rzeczywiście uskutecznił, aby tylko uzyskać pieniądze.

Skoro wina oskarżonego w zupełności została udowodnioną nietylko zupełnem przyznaniem się tegoż, lecz także innemi wynikami przeprowadzonej rozprawy, a szczególnie zeznaniami świadków, orzeczeniem znawców lekarzy, oraz znawcy rusznikarza, jak również licami czynu, zaprodukowanemi na rozprawie, przeto Trybunał uznał oskarżonego winnym zarzuconej mu zbrodni skrytobójczego morderstwa i zasądził go na karę śmierci przez powieszenie.

Wyrok ogłoszono oskarżonemu o godzinie 12 w południe, a ponieważ Pan Prezydent Rzeczypospolitej po przedstawieniu mu stanu sprawy w drodze telefonicznej, nie ułaskawił skazanego, przeto w myśl obowiązujących przepisów ustawy wykonano wyrok o godzinie 3 po południu, na dziedzińcu gmachu sądowego w obecności komisji sądowej, lekarza więziennego i duszpasterza więziennego, który ze słowami modlitwy na ustach towarzyszył skazańcowi na miejsce stracenia.

Egzekucji dokonał kat, specjalnie w tym celu delegowany z Warszawy.

Zakończył się więc ostatni akt sprawiedliwości, który nasuwa jak zwykle przy każdej sensacyjnej sprawie różne refleksje. Zabójcy, który z rozmysłem, zimną krwią przygotował się do mordu nikt nie żałuje - ale litość, jakby płaszczem ostatnim okryła go przed śmiercią, gdyż widziano, jak się szczerze modlił, jak w duszę wobec majestatu śmierci wsączały się pierwiastki tej głębokiej, dziecięcej wiary, która zapadła się pod oparem chciwości i zysku, a buchła znowu w chwili strasznej dla jedynostki, bo pożegnania świata, kojąca, dodająca siły.

A o kacie ile to było mowy. Jedni, że to prawie doktor medycyny, inni snuli na ten temat różne wersje. Maska na twarzy, białe rękawiczki, drżenie rąk przy zakładaniu stryczka, to wszystko szło falą pogadanek łącznie z wiadomościami o zachowaniu się skazańca. Ciekawi wszyscy byli, ile kat ma płacy, jaką rangę - jedni twierdzili, że VII i po 400 Zł od egzekucji, inni i ci prawdziwiej, że tylko IX i po 100 Zł bierze od operacji.

W każdym razie Rzeszów miał ten „zaszczyt" że w wolnej Polsce poraz pierwszy egzekucja przez powieszenie tutaj właśnie się odbyła. Oby i po raz ostatni, choć odgłosy napadów rabunkowych jak np. pod Łańcutem o czem innem wróżą.

Na rozprawie samej było przeszło 50% kobiet, żądnych niezdrowych sensacji - objaw niestety wszędzie spotykany, nie zbyt pochlebny. Wprawdzie wielu zapatruje się na karę śmierci ujemnie, ale przecież groza jakaś wieje od tej surowej ręki sprawiedliwości, od majestatu prawa, które życie ludzkie wysoko stawia i bezkarnie nie pozwala je odbierać. A lasy sokołowsie, kolbuszowskie potrzebują tych wieści z szubienicy rzeszowskiej nadlatujących - są one groźnem memento dla chętnych łatwego i krwawego zarobku.

GAZETA LUBUSKA

Arkadiusz Bednarczyk


Pierwsza egzekucja w II Rzeczypospolitej
odbyła się w Rzeszowie...

W niedzielny poranek 11 kwietnia 1926 roku kiedy mieszkańcy Nienadówki koło Rzeszowa szli na poranną mszę ich oczom ukazał się straszny widok. Na wozie ciągnionym przez konia leżały ciała dwóch zamordowanych mężczyzn...

Marcin Darocha zamożny kupiec i handlarz mięsem na wielką skalę pochodził z Sokołowa. Był człowiekiem szanowanym i lubianym. W dawnych czasach miasteczko rozwijało się dynamicznie, odbywały się targi na których handlowano obuwiem, wyrobami stolarskimi, garnkami. Znani byli sokołowscy kowale jednak po wielkim pożarze miasta w 1904 roku oraz po I wojnie światowej Sokołów podupadł...

Wspomniany bohater naszej opowieści – pan Marcin jeździł co tydzień w interesach do Krakowa. I taką informację, że Darocha wracał będzie z Krakowa z dużą gotówką uzyskał niejaki Ignacy Stąpor. On również był kupcem, handlarzem świń w Sokołowie...ale gdzież mu tam było do Darochy...Inna skala, małe obroty, ostatnio prawie żadne... Uprzejmość, która słono kosztowała

Na krakowskim dworcu pociąg do Rzeszowa wyjechał ze sporym opóźnieniem. Marcin Darocha postanowił jednak wrócić do Rzeszowa licząc, że na nocleg zatrzyma się u znajomego. Siedząc w pociągu odwrócił się tyłem do współpasażera i liczył gotówkę uzyskana z jakiejś większej transakcji. Kiedy pociąg dotarł do Rzeszowa było już szarawo. Postanowił przenocować i rano wybrać się na powrót do Sokołowa. Wybór noclegu padł na mieszkanie zięcia, męża córki, Juliana Moskwy. Tu Darocha przyszedł w sobotni wieczór. Córka ugotowała wieczorny posiłek, Darocha posiedział jeszcze z zięciem i rozprawiał o polityce, interesach i krakowskich osobliwościach. Panowie zakończyli jednak dosyć szybko rozmowę, wypili przygotowaną przez córkę Darochy herbatę i poszli spać. Marcin Darocha chciał jak najwcześniej rano wyjechać z Rzeszowa, żeby szybko znaleźć się w domu w Sokołowie. Przed domem zięcia czekał już na niego woźnica Stanisław Woś. Około piątej rano mężczyźni wyruszyli z Rzeszowa w stronę Nienadówki. Wóz powoli toczył się wśród leśnych zarośli, powietrze było rześkie, na dobre wyczuwało się wiosnę w powietrzu. Jednak ci dwaj panowie nie przeczuwali, że będzie to ich ostatni poranek w życiu...

Około pięciu kilometrów od Nienadówki Darocha i Woś zobaczyli stojącego z rowerem mężczyzna. Kiedy furmanka podjechała bliżej poznali Ignacego Stapora. Był handlarzem świń z Sokołowa jednak w ostatnich miesiącach znajdował się w poważnych tarapatach finansowych. - Witajcie Marcinie – rzekł Stąpor. - Zepsuł mi się rower - -odrzekł do siedzącego na wozie znajomego. - Podrzucicie do domu – spytał. - Jasne – odpowiedział mu Darocha i Stąpor wsiadł szybko na furmankę pociągając za sobą duży, klekoczący rower.- jak tam interesy zapytał Darocha... - Zaraz zobaczysz odpowiedział nerwowo Stąpor i wyciągnął niespodziewanie zza pazuchy rewolwer oddając śmiertelne strzały w kierunku Marcina Darochy i Stanisława Wosia. Kiedy mężczyźni nie dawali już oznak życia Stąpor obszukał płaszcz Darochy i znalazłszy sporą kwote gotówki oddalił się szybko rowerem przez Trzebuskę w stronę Sokołowa... Opóźnioiny pociąg pokrzyżował plany

Policja szybko wpadła na trop Stąpora. Kłopoty finansowe, znajomość z denatami, powinowactwo (cioteczny brat) z Wosiem – wszystko to były argumenty pomocne w aresztowaniu zabójcy. W domu Stąpora znaleziono zrabowaną gotówkę, rewolwer, rower oraz zniszczone i zabłocone ubranie. W trakcie jego przesłuchania wykazano, że bandyta wiedział kiedy Marcin Darocha będzie wracał z Krakowa ze znaczną gotówką. Nie wiedział tylko, że spóźni się krakowski pociąg. Całą noc jeździł więc Stąpor rowerem po lesie między Nienadówką a Stobierną czekając na swoją ofiarę...Ustalono także, że Marcin Darocha był człowiekiem ostrożnym i nigdy nie brał ze sobą nieznajomych. Nie dziwiło więc, że chciał podwieźć Stapora.

17 kwietnia 1926 roku przed rzeszowskim sądem odbyła się rozprawa przeciwko oskarżonemu o zabójstwo dwóch mężczyzn Stąporowi. Oskarzony na sali wypełnionej po brzegi (w której jak zauważała rzeszowska prasa ponad pięćdziesiąt procent stanowiły żądne niezdrowych i tanich sensacji kobiety) bez ogródek przyznał się do podwójnego zabójstwa. Jako motyw podał chęć wzbogacenia się gdyż znajdował się w trudnej sytuacji materialnej. Przyznał, że już od dłuższego czasu nosił się z zabójstwem Darochy. Liczył się także z tym, że „dla zatarcia śladów” przyjdzie zabić mu także woźnicę. Po przesłuchaniu świadków i wysłuchaniu opinii biegłych sąd skazał Stapora na karę smierci przez powieszenie. Płacz skazańca, kim jest kat?

Wyrok ogłoszono o 12 w południe. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej na przedstawioną mu telefonicznie prośbę o ułaskawienie odpowiedział negatywnie karę smierci wykonano o godzinie piętnastej na dziedzińcu rzeszowskiego zamku. Egzekucji dokonał kat sprowadzony specjalnie na tę okoliczność z Warszawy. Opowiadano jak Stapor w ostatnich chwilach przed śmiercią głęboko modlił się i zapłakał. O kacie zaś opowiadano ponoć miał być jakiś...doktor medycyny. Jednak maska na twarzy, białe rekawiczki uniemożliwiły identyfikację egzekutora sprawiedliwości. Zauważono tylko jak katu drżą ręce przy zakładaniu pętli skazańcowi. Zastannawiano się także ile zainkasował za wyrok i wedle jakiej „rangi”. „Ziemia Rzeszowska” pisała, że „Rzeszów miał ten zaszczyt, iż w wolnej Polsce po raz pierwszy egzekucja przez powieszenie tutaj właśnie się odbyła. Oby i po raz ostatni, choć liczne napady rabunkowe w okolicy o czem innym wróżą”.

Comments: 0

About | Privacy Policy | Sitemap | Withdraw contract
Copyright © Bogusław Stępień - 08/05/2013