którzy takie złożyli znajdujemy zwykłe kontrybucje, koni, krów czy świń, ale też wpisy o deportacji byłych członków konspiracji do obozów pracy na wschodzie. Taki wpis poczynił
np. rejestrator tych kwestionariuszy Pietryga Szczepan
zaznaczając, "Pobyt w obozie koncentracyjnym Stalinogorsku".
W kwestionariuszach, prócz swoich strat, wypełniający podawał też stan osób pozostających na jego utrzymaniu w tym okresie, tj. w dniu spisywania strat. Powtarzająca się w spisach
u wielu mieszkańców kara, to kara grzywny. Podawane są różne daty nakładania tych kar, wydaje się jednak, że chodzi tu o dwie konkretne, tj. 15 marca 1943 i 10 czerwca 1943 roku.
Był to okres największego terroru okupantów. Wpisy sugerują też różne powody tych kar, z lektury wynika, że nałożono je za brak ochotników we wsi, na dobrowolny wyjazd "na roboty"
do III Rzeszy. Drugim powodem nałożenia grzywny, było niezgłoszenie się mieszkańców Nienadówki z furmankami do wywozu drzewa z lasu.
Straty mieszkańców, dokonywane przez okupanta, były podobne, stacjonujące wojska przed inwazją na Sowietów, żywiły się kosztem mieszkańców, podobnie jak ich konie przetrzymywane u
gospodarzy. Konfiskowano krowy świnie, kury, mleko, masło, jajka i wszelkie zboża, siano i słomę. Niemcy lubili chyba wędzić, bo oprócz zwykłego spalonego drewna, zniknęło sporo
sadów. Nie gardzono też bardziej cennymi rzeczami, znikały zegarki, biżuteria, pieniądze, ubrania, o dziwo nawet te żeńskie. Po co żołnierzowi chustka na głowę, czy buty
dziecięce? Początek okupacji to konfiskata odbiorników radiowych, rowerów, a nawet jednego motocykla, którego posiadaczem wówczas Naja Jan. Również interesującą stratę poniósł
inny mieszkaniec Nienadówki, Pietryga Szczepan, mianowicie było to 200 l benzyny.
Zaciekawił mnie też wpis Józefa Ożoga, który pisał "zabrano 30 ar łąki pod nasyp kolejowy", gdzie mogła być ta łąka, nigdy nie słyszałem, by w pobliżu Nienadówki budowano nasyp
kolejowy.
Stanisław Motyl wspomina swojego syna, żołnierza kampani wrześniowej w roku 1939, "W roku 1939 uchodząc przed wojskami niemieckimi przekroczył granicę Węgier, zaś władze
węgierskie wydały go niemcom. Syn urodzony 15 stycznia 1915 roku przebywał w obozach pracy przymusowej od 10 pażdziernika 1939 roku do 31 grudnia 1945 roku." Problem w tym, że pod
podaną datą, ani w ogóle w roku 1915 wg księgi parafialnej, nie urodził się żaden chłopiec o tym nazwisku w Nienadówce.
Kwestionariusze były sporządzane na przełomie lat 1945/46, stąd też są w nim pewne nieścisłości, np. Krzanowski Józef podał, że "syn Tadeusz lat 18, podczas pacyfikacji został
zabrany do obozu koncentracyjnego Pustków, gdzie nie powrócił." Wydawać, by się mogło, że w tym obozie zginął, na szczęście jednak, pomimo że przebywał w wielu inych obozach,
przeżył i do ojca powrócił.
Również Agnieszka Sroczyk podała, że "mąż, lat 30, został zabrany z wojny do obozu i nie wrócił." I w tym przypadku okazało się, że Antoni Sroczyk przeżył i dożony powrócił.
Tragiczny wpis zamieścił również Antoni Krawiec, "5 maja 1944 roku w Nienadówce, w nocy obtoczony został dom, wybite dwa okna i zabrana córka, celem wywiezienia na roboty do
Niemiec". To był prawie koniec okupacji, czy udało jej się wrócić do domu, w żadnych wspomnieniach i dokumentach nie ma wzmianki o takiej osobie, jej ojciec niepodał też jej
imienia.
O swojej tragedii informowała Motyl Maria, pisała o dwu zmarłych, niewymienionych z imion synów w wieku 19 i 21 lat. "Z ciężkiej pracy i wycieńczenia pomarli, pracowali przy
junakach w Świerczowie." Udało się ustalić ich imiona, to Józef (1.X.1925 - 30.III.1944) i Stanisław Stefan (29.XI.1929 - 26.II.1945). Zastanawiamsię,czy byli ofiaramiII wojny
światowej, czy powinnibyć upamiętnieni na "Pamiątkowej Tablicy Ofiar Okupacji"?
Na wspomnianej powyżej "Tablicy... " upamiętniony jest zamordowany syn Agnieszki Chorzępy, który w chwili śmierci miał 17 lat. Na tablicy podano mylnie, jakoby wówczas miał tych
lat 15.
I jeszcze jedna nieścisłość, która rzuciła mi się w oczy. W swoim wpisie Zofia Chorzępa, wdowa po Janie Chorzępie, jednym z dziesięciu rozstrzelanych zakładników w Sokołowie Młp.
podaje datę tego tragicznego wydarzenia i jest to 15 października 1942 roku. Datę potwierdza również wpis ówczesnego proboszcza Nienadówki w księdze parafialnej. Dlaczego więc
inne źródła dotyczące rozstrzelania przez hitlerowców, dziesięciu zakładników w tym Jana Chorzępy w Sokołowie Młp., podają datę 15 grudnia 1943 roku. Data ta widnieje również na
tablicy nagrobkowej pomordowanych. Która jest prawdziwa?
Życząc ciekawej lektury, zapraszam do uzupełnienia wiadomości o mieszkańcach z tego materiału, większość z nich już odeszła i nic nam nie powiedzą. Większość z was nie będzie
miała raczej trudności ze zidentyfikowaniem swoich przodków, dla ułatwienia jednak, przy nazwiskach podaję sporo odnośników do ksiąg parafialnych, czy też materiałów już
umieszczonych na naszej stronie. Winniśmy im tę pamięć, a ten materiał jest doskonałą okazją, by poszerzyć wiedzę o tych co odeszli. Również jeżeli zauważycie jakieś błędy w
materiale popełnione przeze mnie, zwracajcie uwagę. Mogłem się pomylić co do niektórych osób, sprawdzając daty urodzin tych ludzi z wpisami w księgach parafialnych zauważyłem
sporą rozbieżność w datach, którymi posługiwali się mieszkańcy, a tymi w księgach zapisanymi. Czasem różnica to jeden, dwa dni, czasem pomylone są miesiące, w jednym przypadku
różnica wynosiła kilka lat.
przyg. Bogusław Stępień
|