Jan Gielarowski urodził się 22 maja 1922 roku w Nienadówce jako syn Andrzeja Gielarowskiego i Marii z domu Tama. Miał o dwa lata starszą siostrę Annę oraz troje przyrodniego
rodzeństwa z wcześniejszego małżeństwa ojca. Jego dzieciństwo rozpoczęło się dramatem - zaledwie dziesięć dni po narodzinach Jan stracił ojca, który zmarł na zapalenie płuc. Maria
została sama z pięciorgiem dzieci na gospodarstwie. Gdy chłopiec miał dwa lata, ponownie wyszła za mąż i doczekała się kolejnego syna.
Według relacji rodzinnych Jan spędził całą okupację w hitlerowskim obozie koncentracyjnym w Dachau. Dokumenty archiwalne ujawniają jednak pełniejszy obraz jego losów. Jako
niespełna 20-latek został wywieziony na roboty przymusowe do Austrii. Trafił do malowniczej miejscowości Radstadt, do gospodarstwa w Schwemmberg nr 5. Tam, wbrew obowiązującym zakazom, zakochał się w Niemce - Susanne Wittib z pobliskiego Markt Pongau. Ich „zakazany” związek nie uszedł uwadze władz. 28 października 1942 roku młody Polak został aresztowany, a po
kilku miesiącach przewieziony do obozu koncentracyjnego w w
Dachau.
Przebywał tam aż do wyzwolenia obozu przez wojska amerykańskie 29 kwietnia 1945 roku. Wspominając ten dzień, opowiadał swojej rodzinie, że wielu współwięźniów nie doczekało
prawdziwej radości z wolności. Amerykańscy żołnierze rozdawali wygłodniałym więźniom konserwy mięsne - ci, nie zważając na ostrzeżenia, objadali się do syta, co dla wielu
skończyło się śmiercią z przejedzenia. Jan ciężko to odchorował, ale przeżył. Po latach miał mówić do swojej siostry Anny: „Ja już do piekła nie trafię. Nieważne, co by się w
życiu stało - bo ja już w piekle byłem. W Dachau.”
Na jednym z jego powojennych dokumentów tożsamości widnieje fotografia w mundurze - najprawdopodobniej należał wówczas do Polskiej Jednostki Straży działającej przy amerykańskich
wojskach okupacyjnych w Niemczech.
Po wyzwoleniu poznał Zofię Stec - Polkę spod Tarnopola, więźniarkę obozu Ravensbrück. Ich ślub odbył się 22 grudnia 1945 roku w urzędzie stanu cywilnego w Ingolstadt. Małżonkowie pozostali w Niemczech do około 1950 roku.
Dokumenty wskazują, że rozważali emigrację - znajdują się na listach wyjazdowych do Australii i Włoch - ostatecznie jednak wrócili do Polski i osiedlili się na Dolnym Śląsku, w
Kłodzku. Jan pracował na kolei jako maszynista parowozów aż do emerytury.
Doczekali się czworga dzieci - trzech córek i syna. Chłopiec zmarł jednak w dzieciństwie, co było dla Jana ogromnym ciosem. Rodzina przez wiele lat utrzymywała kontakt z krewnymi
w Nienadówce, lecz więzi te stopniowo osłabły - zapewne po śmierci Jana Gielarowskiego w 1994 roku.
|