ILEŻ TO FRASZEK zdrowiu poświęcono? Setki... A powieści, filmów itp? Też co najmniej tyle samo. Niniejsza "sztuka" o tyle zasługuje na popularyzację, że
zaczerpnięto ją z życia wsi rzeszowskich. Jej autorami są prości ludzie, mieszkańcy wiosek. Ludzie z dużą jednak inicjatywą społecznicy, spółdzielcy całą gębą. Tyle zamiast słowa
wstępnego.
AKT PIERWSZY...
...jest pochwałą inicjatywy, dowodzi też, że idee dr Judyma nie były całkowicie nierealne. Trzeba było jednak akcję "sztuki" przenieść w inne czasy. Nasze czasy....
Z Nienadówki do najbliższego ośrodka zdrowia było jak obszył 13 km. A że choroby chodzą po ludziach, a nie po lasach zawsze było sporo kłopotów z podwodami, dojazdami. Skoro z tym
się uporano to w ośrodku zdrowia nie było lekarza. Wracano z niczym, licząc jedynie na pomoc Pogotowia Ratunkowego. 2. 300 mieszkańców Nienadówki pozostawało więc, praktycznie
rzecz biorąc, bez opieki lekarskiej. Jak tu myśleć o leczeniu, marzyć o profilaktyce. A jednak pomyślano, a co ważniejsze wprowadzono w czyn.
Dziś cała rzecz wydaje się całkiem prosta, ale ile to wszystko kosztowało zachodu najlepiej wie Stanisław Nowak, dusza całego przedsięwzięcia czyli spółdzielni zdrowia. Trzeba było wciągnąć do starań mieszkańców Trzebuski spółdzielnia wg regulaminu może działać tam gdzie
żyje około 6 tysięcy osób. Mieszkańcy Trzebuski przystali...
Powołano komitet organizacyjny, w którym pierwsze skrzypce grali: St. Nowak, o którym można powiedzieć: stary działacz spółdzielczy, Jan Śliż przewodniczący GRN, Ludwik Janik
kierownik szkoły. Wkrótce odbyło się zebranie założycielskie; omówiono z mieszkańcami wioski co i jak... Zaczęto starania o członków. Jest ich dzisiaj blisko 450. Takich co
wpłacili 250 - złotowe wkłady. Dziś mniej płacą za wizytę lekarza... Dobry przykład dali delegaci członków GS, którzy zrzekli się dywidendy za 1961 r. Przyniosło to przeszło
13.565 zł. Z wydatną w takich razach pomocą spieszy WZGS, który na wyposażenie każdej spółdzielni zdrowia daje 100 tysięcy złotych. Nie mówiąc już o radach i kłopotach, które
wspólnie z organizatorami dzielą: prezes WZGS Leon Dronka i Stanisław Stelmach, odpowiedzialny za ten dział samopomocowej działalności. Nienadowianie nie mieli domu, nie zaczynali
od budowy - bo nigdy nie wiadomo jak sprawy sie potoczą. Tacy ostrożni i przezorni! Wydzierżawili prywatny dom. Dostosowali do potrzeb tego typu ośrodka. Czysto tu aż miło
popatrzeć. Gdzie tam naszym ubezpieczalnianym poczekalniom do porządków w wiejskich spółdzielniach zdrowia! Rozejrzeli się za lekarzem i stomatologiem. Ten drugi, tzn. dr
Henryk Weigensberg "wyniańczył" spółdzielnię. Dał się poznać jako świetny organizator i dobry fachowiec, do którego pacjenci ciągną "drzwiami, oknami". Solidnie pracuje także
dr Stanisława Żurkowska. Stanowią zgodny duet.
Spółdzielnia działa w oparciu o plan i budżet. Zasada: pełna rentowności, "na zero", jak mówią nawet bez zysków. Jest ona z powodzeniem stosowana (ileż złotych dopłacać trzeba do
państwowych ośrodków zdrowia!). O rentowności decyduje głównie postawa, praca personelu fachowego. Lekarz jest dobrze opłacany (nawet 4000 zł miesięcznie), ale zobowiązuje się
każdą pomoc i poradę robić wyłącznie na konto spółdzielni. O prawidłową działalność spółdzielni dba zarząd, a także rada nadzorcza. Najwięcej jednak mają do powiedzenia sami
członkowie na walnym zebraniu. Już oni potrafią prześwietlić całą robotę nawet bez aparatu Roentgena.
- Nie pomoże największa "kumoterka" z zarządem, radą nadzorczą lekarz, który nie zdobył zaufania ogółu mieszkańców, nie ma co we wsi robić mówił dr A. Weigensberg. Zaufanie należy
zdobywać nie tylko W czasie pracy w spółdzielni, trzeba wchodzić w opłotki chałup wiejskich z oświatą sanitarną, problemami świadomego macierzyństwa itp. Trzeba dzieci w szkole
przebadać. Nikt tu nie urządza szumnie zapowiadanych "białych niedziel", podobna akcja w Nienadówce. i Trzebusce prowadzona jest systematycznie. Nie od święta. O tym, żeby lekarz
zbadał chorego w ubraniu? Albo u progu zapytał, ile mu dni zwolnienia potrzeba mowy nie ma..
A kiedy we wsi mówią: nasz doktor, to tak jakby komuś wysokie odznaczenie dał.
Dotychczasowe, obiecujące zresztą wyniki uzyskane przez młodą spółdzielnię zdrowia w Nienadówce sprawiły, że myśli się na serio o budowie specjalnego domu na potrzeby spółdzielni
zdrowia. Już jest lokalizacja, dokumentacja. Są ludzie, którzy znów wzięli na swoje barki duży obowiązek...
AKT DRUGI...
też optymistyczny choć z pewnym morałem.
W Lutczy dobiega końca budowa obiektu, do którego wkrótce przeniesie się istniejąca tu od 1957 r. spółdzielnia zdrowia.
Prawdziwe cacko. Poza dobrze funkcjonalnie rozłożonym rozkładem pomieszczeń na potrzeby lecznictwa na pochwalę zasługują dwa komfortowe mieszkania dla lekarzy (c.o., łazienka,
woda. Budynki gospodarcze i garaże (co za doświadczenie!) uzupełniają ten obiekt wznoszony siłami niemal samych lutczan... Bolesław Szurlej, Józef Boho, Józef Pyra wiele cennego
czasu i swoich si poświęcają rozwojowi spółdzielni i dobiegającej końca budowy.
W starym budynku, gdzie zgromadzono masę narzędzi aparatów do światłolecznictwa ciągle jest rojno. O jakości pracy wiejskich spółdzielni zdrowia świadczy dość wymownie fakt, że po
poradę przychodzi tu sporo ludzi ubezpieczonych i słowo daje nie po zwolnienie. Spotykają się tu z troskliwszym stosunkiem, są lepiej i szybciej obsłużeni.
O pielęgniarce Marii Szewczyk mówią wszyscy z uznaniem i zadowoleniem. O lekarce? Mniej... Są jednak lutczanie wyrozumiali. Młoda, ma dziecko. Nie znaczy to, że są tolerancyjni.
Wraz z oddaniem nowego budynku do użytku zatrudnią internistę i stomatologa o kwalifikacjach, które będą odpowiadały ich wymogom. Tak to społeczna kontrola nieustannie działa. Nic
się przed nią nie ukryje.
Wkrótce nastąpią większe zmiany w zakresie akcji profilakycznej. Leczyć trzeba mówią. Pilniejszym jednak zadaniem jest zapobieganie chorobom. Dewiza bardzo słuszna.
AKT TRZECI...
...dowodzi, że wiejskie spółdzielnie zdrowia mają przyszłość przed sobą i pozwalają na objęcie stałą opieką lekarską całej ludności wiejskiej. Też drogą ubezpieczeń, ale o tym
na przykładzie Jasienicy. Miejscową spółdzielnię zdrowia prowadzi dr Zbigniew Kubas chirurg. Praca spółdzielni stoi na wysokim poziomie. Można tu wykonywać nawet mniej
skomplikowane zabiegi chirurgiczne. Dziennie bywa tu średnio 30 chorych, choć są dnie, kiedy przez spółdzielnię przewinie się nawet 60 osób.
Personel fachowy przy każdej okazji "wścibia" swoje trzy grosze w życie wsi. Nie ma zebrania koła gospodyń wiejskich, odczytu TWP czy innego zgromadzenia, aby ktoś z nich nie
mówił na tematy związane z higieną sanitarną. Doszło już do tego, że ludzie przychodzą do lekarza nie wtedy, kiedy są chorzy, lecz po prostu na wszelki wypadek, profilaktycznie.
Każde szczepienia, jeżeli o ich konieczności powie lekarz ze spółdzielni, cieszą się pełną dyscypliną.
W Jasienicy też dobiegają końca prace przy budowie gmachu piętrowego na potrzeby spółdzielni zdrowia. Wówczas zakres leczenia jeszcze się zwiększy. Ludzie świadczą na rzecz budowy
bardzo ofiarnie. Nie żałują ani rąk, ani środków finansowych. Na uwagę zasługuje coś jednak innego. Otóż w Jasienicy - pierwszej w Polsce gromadzie - zastosowane zostało
powszechne ubezpieczenie na wypadek choroby dla wszystkich mieszkańców wioski. Zasada jest stosunkowo prosta. Każdy członek wpłaca rocznie 120 złotych i potem przez cały rok wraz
z rodziną nie płaci już za leczenie. Projekt ten znalazł w Jasienicy pełne uznanie. W ten sposób uregulowany będzie dość drażliwy dotychczas problem ubezpieczeń chorobowych
mieszkańców wsi. Z uwagą zatem trzeba śledzić dalsze losy tego eksperymentu.
POSŁOWIE...
W województwie rzeszowskim działa 29 spółdzielni zdrowia. Zrzeszają 10.629 członków, a teren obsługiwany przez spółdzielnie zamieszkuje 132 tys. osób. Z usług gabinetów lekarskich
skorzystało tylko w ubiegłym roku 103 tys. osób. Przodujemy pod tym względem w kraju, ale... źle jest, że mimo zaleceń KW PZPR rozwój wiejskiej spółdzielczości zdrowia jest troską
wyłącznie gminnych spółdzielni "Samopomoc Chłopska". Jeszcze komitety partyjne od czasu do czasu interesują się tymi problemami. Natomiast inne piony spółdzielcze, choćby
spółdzielczość mleczarska, ogrodnicza, kółka rolnicze, takie organizacje jak ZMW pozostawiły tę sprawę własnemu losowi. Mimo różnych szumnych deklaracji.
Nie pora pisać ani o roli, ani znaczeniu spółdzielni zdrowia. Sprawa jest aż nadto jasna. Trzeba jednak, aby zajęto się nimi szerzej jeszcze niż dotychczas. I nie wtedy, gdy dobre
zdrowie zostaje tylko wspomnieniem...
E. JAKUBOWSKA
|