Pewnego jesiennego dnia babcia opowiedziała mi historię swojej przyjaźni z żydowską dziewczynką mieszkającą nieopodal. Moja babcia Stasia była córką Katarzyny i Piotra Nowaka.
Urodziła się 3 czerwca 1927 roku. Opowieść babci mocno mnie zaciekawiła i zapadła na zawsze w pamięć. Blimcia mieszkała kilka chałup dalej, była starsza o kilka lat i nic nie
zapowiadało, że dziewczynki się zaprzyjaźnią. Gospodarz nazwiskiem Ożóg mieszkający w pobliżu postanowił wykopać i staw, w którym hodował ryby. Nie była to płytka zwykła sadzawka,
które znajdowały się wówczas w pobliżu prawie każdej chałupy, gdzie poiło się bydło, robiło pranie, a chłopskie dzieci kąpały się tam latem. Staw był sporych rozmiarów i dość
głęboki. Jednego dnia Blimcia, przebiegając w jego pobliżu, poślizgnęła się na mokrej trawie i wpadła do wody, mocno przestraszona nie mogła z niej wyjść o własnych siłach. W
pobliżu stawu była też Stasia, która bez chwili wahania rzuciła się starszej dziewczynce na pomoc. Kiedy obie dziewczynki, wystraszone wydostały się z wody na brzeg, Blimcia
bardzo bała się wrócić do swojego domu. Stasia, mokrą i krztuszącą się Blimcię zaprowadziła do swojej chałupy, a raczej stajni, gdzie obie chciały się wysuszyć, nim zobaczą je
rodzice. Blimcia jednak mocno kaszlała i krztusiła się, chciała wrócić do domu, bojąc się reakcji rodziców, poprosiła Stasię o towarzyszenie jej, ta się zgodziła. Po chwili, obie
mocno wystraszone i mokre stanęły przed mamą Blimy.
Mama Blimy, złości nie okazała, wysłuchawszy dziewczynek i dowiedziawszy się co się stało, okazała wielką wdzięczność Stasi za wyratowanie jej córeczki. Jak mówiła babcia, ta
wdzięczność to była "kromka chleba". Stasia, za takie podziękowanie była ogromnie zadowolona, w tamtych trudnych, dla chłopskich rodzin czasach "kromka chleba", często była
marzeniem dzieci z takich wielodzietnych rodzin jak ta, Pawła i Katarzyny Nowak, one często chodziły głodne.
Od tamtej chwili, obie dziewczynki wielce się zaprzyjaźniły i dużo czasu ze sobą spędzały, rodzice Blimy również zaczęli odwiedzać rodziców babci Stasi. Bardzo się polubili.
Babcia Stasia opowiadała mi, że jej rodzice "chowali" (posiadali) krowę, we wsi to była często jedyna żywicielka rodziny. Pewnego dnia krowa się ocieliła, ale cielę nie chciało
się chować. Jak babcia wspominała, tata Blimki (Jakub Kraut) zaproponował, że weźmie ciele do siebie i zaopiekuje się nim. Moja babcia Stasia zapamiętała, że "Żyd" postawił jeden
warunek, ciele musiało być zabrane przez niego "z powrózkiem" na szyi. Ojciec Stasi zgodził się, bo jak "żyd" powiedział tak musiało być. Ciele u nowego gospodarza chowało się
wręcz wspaniale, a rodziny utrzymywały ze soba jeszcze częstsze kontakty.
Niestety, wszystko przerwała wojna, rodzina Blimy została wywieziona i ślad po niej zaginął. Moja babcia Stasia nigdy nie zapomniała o swojej przyjaciółce, często zastanawiała się
czy ta przeżyła wojnę, gdzie mieszka. Po rodzicach Blimy, Jakubie i Chaji Kraut, pozostała książeczka płatnicza, którą znalazłam już po śmierci mojej babci Stasi, która zmarła 25
marca 2006 roku. Książeczkę pokazałam p. Eli Motyl, która jest bibliotekarką w naszej wsi, ta pokazała ją p. Stępniowi, który prowadzi stronę historyczną o wsi Nienadówka. Kiedy
zdjęcia "książeczki płatniczej" umieścił on w artykule o Nienadowskich żydach, odezwali się do niego potomkowie Jakuba i Chaji Kraut. Odnaleźli i zapragnęli odzyskać namacalny dowód
pochodzenia swojej rodziny, jedyną pamiątkę z kraju ich pochodzenia z Polski, z rodzinnej wsi Nienadówka. Kiedy przekazano mi ich prośbę, nie wahałam się ani chwili czy dokument
oddać w prawowite ręce właścicieli. Dokument do nich powrócił, dowiedziałam się dzięki niemu ważnych rzeczy. Przyjaciółka mojej babci Stasi, Blima, wojnę przeżyła, wyszła za mąż,
miała dzieci i wnuki.
|