Osobowość Roku - 2022

Nienadówka 1980 - wystawa

Foto zmiany

Losowy album


Nasze Statystyki Odwiedzin
Hasło - sprawdzam

Biblioteka w Nienadówce


z archiwum Genowefy Mazur
Czy pół wieku wystarczyło, by zmieniły się nasze czytelnicze przyzwyczajenia? Niekoniecznie. Zmieniły się jedynie urządzenia, które odciągają nas od książek.

Gdy dziś narzekamy, że telefony i media społecznościowe skutecznie odciągają dzieci i dorosłych od książek, warto zajrzeć do przeszłości. Okazuje się, że podobne obawy towarzyszyły już naszym rodzicom i dziadkom. Wówczas za największego konkurenta książki uważano... telewizję.

O tym właśnie pisał Edward Winiarski w nieznanym dotąd artykule poświęconym Bibliotece w Nienadówce. Zachowany maszynopis, powstały prawdopodobnie około połowy lat osiemdziesiątych, odnalazłem w archiwum nieżyjącej już nauczycielki, kronikarki i regionalistki Genowefy Mazur. Jak wiele innych materiałów z jej zbiorów, również ten pozwala lepiej zrozumieć codzienne życie mieszkańców naszej miejscowości sprzed kilkudziesięciu lat.

Publikacja jest znakomitym uzupełnieniem wcześniejszego materiału Czytelnie w Nienadówce, pokazując, jak rozwijało się czytelnictwo w naszej wsi i z jakimi wyzwaniami musiała mierzyć się biblioteka. Okazuje się, że technologia zmieniła jedynie swoje oblicze - problem pozostał ten sam.

A może więc warto na chwilę odłożyć telefon, tak jak kiedyś wyłączano telewizor, i sięgnąć po książkę?

Zapraszam do lektury. A przy okazji odpowiedzcie w komentarzu: pamiętacie swoją pierwszą wypożyczoną książkę z biblioteki w Nienadówce? A może to właśnie tam zaczęła się Wasza przygoda z czytaniem?

** ** **


Kultura na wsi: trudna sytuacja bibliotek i klubów.

Edward Winiarski

- 1 -

Kiedyś biblioteki wiejskie były najprężniejszym ośrodkiem działalności kulturalnej na tym terenie. Organizowano tutaj szereg ciekawych i pożytecznych imprez, jak np. spotkania mieszkańców, czytelników z autorami książek, znanymi publicystami, działaczami gospodarczymi itp.

W sąsiadujących przeważnie z bibliotekami salach klubów rolnika odbywały się różnego rodzaju dyskusje oraz wieczory wspomnień, poświęcone wydarzeniom z lat wojny i okupacji, podczas których uczestnicy wojennych bitew i partyzanckich akcji oraz więźniowie obozów dzielili się swoimi przeżyciami z tamtego okresu. Imprezy takie zawsze gromadziły wielu ludzi i to nie tylko starszego pokolenia. Młodzież pracująca
i szkolna była również częstym gościem na tego rodzaju spotkaniach.

Okres ten należy jednak do dawnej przeszłości. Obecnie w większości wiejskich bibliotek poza wypożyczaniem książek nie dzieje się nic, lub prawie nic. Pracownicy narzekają na spadek czytelnictwa w swoich placówkach. Nikt jednak z kadry bibliotecznej nie stara się czynić żadnych przedsięwzięć, by z książką do czytelnika dotrzeć, by dane dzieło jakoś ciekawie i sugestywnie zaprezentować.

Mało kto z zainteresowanych zastanawia się nad sprawą wytworzenia nowych form dochodzenia biblioteki do czytelnika z wiadomością o książce i jej autorze.


- 2 -

Problem doboru i poszukiwania książek zwykło pozostawiać się inicjatywie własnej czytelnika. Przestano też organizować spotkanie z pisarzami, zaniechano form działalności w rodzaju dyskusyjnych wieczorów.

Taka sytuacja jest - o ile się orientuję - w Nienadówce, Trzebusce, Trzebosi.

Rozmawiałem na ten temat z szeregiem ludzi bliżej związanych ze sprawami bibliotekarstwa. Prawie we wszystkich wypowiedziach przewijał się wątek obwiniania telewizji za powstałą sytuację, która - gromadząc przed szklanym ekranem obszerne grono widzów odciąga tym samym ludzi od książki.
Ludzie stali się bardzo wygodni - mówiono mi - lubią mieć rzecz gotową, wyłożoną, niż szperać za nią po książkach. Telewizor po prostu wygrywa w konkurencji z książką. Myślę, że jest w tym pół prawdy. Oczywista jest dla każdego popularność małego ekranu, ale nie jest on chyba - moim zdaniem - tak doskonały i wszechstronny, by mógł całkowicie zastąpić kontakt z żywym człowiekiem i atmosferę wolnej dyskusji.

Dziwię się więc działaczom z kręgu bibliotekarstwa, że tak pochopnie zarzucili metody współpracy z czytelnikami, zdając się całkowicie na ich łaskę i niełaskę. Jeszcze gorsza jest sytuacja klubów rolnika. Gdy było jeszcze jakie takie zaopatrzenie w prasę, napoje, słodycze i inne artykuły to gromadziły one wieczorami dość liczną klientelę.

Teraz, gdy półki świecą pustkami i jedyną atrakcją jest leżący w kącie, zakurzony statut ZSMP, to oczywiste że trudno na kogokolwiek liczyć.


- 3 -

Zresztą opiekunowie i pracownicy klubów nie wysilają się zbytnio nad opracowaniem takiego programu kształtowania swojej działalności, który byłby atrakcyjny dla większości rolniczej młodzieży. Tak w bibliotekach, jak i w klubach większość aktualnej kadry to urzędnicy, myślący buchalteryjnymi kategoriami ilości i planowania, a nie jednostki odznaczające się inicjatywą i pomysłowością działania w specyficznych, wiejskich warunkach.

Brak jest im też umiejętności dostosowania swojego działania do zmieniającej się sytuacji. A już działaczy z prawdziwego zdarzenia, to tak w bibliotekach, jak w klubach szukać na lekarstwo.

Trudno się nie dziwić, że sytuacja w kulturze na wsi jest wręcz tragiczna.



przyg: Bogusław Stępień


Comments: 0

About | Privacy Policy | Sitemap | Withdraw contract
Copyright © Bogusław Stępień - 08/05/2013