Efekty renowacji można dziś oglądać w kościele parafialnym w Nienadówce. Wydawałoby się, że to właśnie jego docelowe miejsce - bezpieczne i godne. Jak się okazuje, obecność obrazu
w kościele jest tylko tymczasowa. Docelowo ma on powrócić do kapliczki przy starej remizie OSP. Z jednej strony można się z tego cieszyć, z drugiej jednak warto zapytać, co stało za taką decyzją.
Z rozmów, które przeprowadziłem, wynika, że pierwotny obraz w zasadzie już nie istnieje - nie udało się przywrócić mu oryginalnego wyglądu. Krąży opinia, że ktoś „poszedł na
skróty”, przez co dzieło po renowacji utraciło swoją wartość artystyczną i zabytkową.
Nie potrafię tego sam ocenić - nie jestem fachowcem - chętnie jednak zapoznałbym się z dokumentacją konserwatorską, która powinna powstać przy tego typu pracach, zwłaszcza jeśli
obraz traktowano jako zabytek. Według przekazu, gdy renowator zaczął usuwać wieloletnie warstwy brudu, kurzu i pleśni, dotarł w wielu miejscach aż do surowej deski. Dalej miałoby
to doprowadzić do całkowitego zniszczenia malowidła, więc prace wstrzymano.
Podjęto decyzję, by zachować oryginalne fragmenty - twarze i dłonie - a resztę powierzchni pokryć czymś w rodzaju srebrzystej folii, mającej imitować wygląd dawnego obrazu. Warto
przypomnieć, że podobne wizerunki Matki Bożej Leżajskiej sprzedawano - odkąd ludzie pamiętają - podczas odpustów 15 sierpnia w sanktuarium w Leżajsku. Zastanawia jedynie, dlaczego
na dole obrazu pozostawiono wąski pasek starego, czarnego tła - czy zabrakło materiału, czy może funduszy?
|