Osobowość Roku - 2022

Nienadówka 1980 - wystawa

Foto zmiany

Losowy album


Nasze Statystyki Odwiedzin
Hasło - sprawdzam

Wojtek Ożóg "Miły"


kim był ?
powiększ zdjęcie powiększ zdjęcie


Czasy naszych przodków na terenie Nienadówki przypadają na niezwykle burzliwy okres historii. Schyłek panowania ostatniego króla Polski, Stanisława Augusta Poniatowskiego, rozbiory Rzeczypospolitej, insurekcja kościuszkowska, epoka napoleońska, a następnie wydarzenia prowadzące do powstania listopadowego - wszystko to odcisnęło swoje piętno także na tutejszej ludności. Na ziemiach pod panowaniem Austrii, Prus i Rosji działało wielu ludzi, którzy sprzeciwiali się zaborcom oraz feudalnemu uciskowi szlachty i dworów. Ich nazwiska znamy rzadko, lecz pamięć o nich przetrwała w lokalnych przekazach.

Jedną z takich postaci był rodak nienadowski - nasz praprzodek Wojciech Ożóg, zwany „Miłym”.

Według rodzinnych opowieści był to człowiek o niezwykłym harcie ducha, silnej woli i dużych zdolnościach przywódczych. Najbardziej bolał go los chłopów w Nienadówce i okolicznych wsiach, którzy na terenie późniejszej Galicji, w zaborze austriackim, byli przygniatani ciężką pracą pańszczyźnianą i bezwzględnym systemem dworskim.

Przekazy mówią, że Wojciech jeździł od wsi do wsi, organizując tajne zebrania i spiski przeciw „panom”. Chłopi darzyli go zaufaniem i chętnie go słuchali. Namawiał ich, by nie szli pracować do dworu za darmo. W odpowiedzi na jego wezwania chłopi odmawiali pracy na folwarkach, za co spotykały ich surowe kary.

Mówiono również, że Wojciech ukrywał się po lasach i był długo nieuchwytny. W rodzinnych opowieściach pojawia się także wątek, że jego działalność buntownicza miała oddziaływać szerzej - na tyle, iż w czasie rabacji galicyjskiej chłopi mieli otrzymać od cesarza „jeden dzień”, w którym pozwolono im wystąpić przeciw panom. Wspominano, że na terenie Trzebuski jeden z chłopów ukrył szlachcica w kopie gnoju, ratując mu życie, za co otrzymał później nagrodę w postaci łąki. Ten epizod odnosi się jednak raczej do realiów epoki niż bezpośrednio do losów samego Wojciecha.




Podstawą tych informacji są dwie kartki papieru, na których spisano rodzinne wspomnienia o Wojciechu Ożogu „Miłym”. Powstały one na początku lat 90. XX wieku, po apelu Społecznego Komitetu Obchodów 400-Lecia wsi Nienadówka, obchodzonego w maju 1995 roku. Autor wspomnień nie podpisał się, jednak dziś wiadomo, że zapiski sporządziła Agata Smolak, córka Jana i Stefanii Ożóg, prapraprawnuczka „Wojtka Miłego”. Spisała ona relacje swojego ojca, członka SKO-400, do czego zachęcał również ks. Mieczysław Zarych, także zaangażowany w prace Komitetu. Wspomnienia te nie zostały wówczas opublikowane, lecz szczęśliwie przetrwały do naszych czasów.

Według tych przekazów Wojciech Ożóg „Miły” miałby żyć w latach około 1760–1830. Kwerenda metryk urodzeń parafii Nienadówka z tego okresu nie przyniosła jednoznacznych rezultatów. Potwierdziła jedynie, że nazwisko Ożóg było we wsi bardzo częste - w samym tylko wskazanym czasie odnaleziono aż siedmiu Wojciechów Ożogów.

Inna wzmianka autora lokuje buntowniczą działalność Wojciecha raczej w pierwszej połowie XIX wieku, w okresie narastającego konfliktu między szlachtą a poddanymi, zaostrzonego bezwzględnym egzekwowaniem powinności feudalnych. Był to także czas Wiosny Ludów. W okolicach Rzeszowa działał wówczas Julian Goslar, polski działacz rewolucyjny, próbujący wciągnąć chłopów do przygotowywanego ogólnonarodowego powstania, obiecując zniesienie pańszczyzny i uwłaszczenie. Odrzucenie tych postulatów przez Stany Galicyjskie w 1843 roku przelało czarę goryczy. Władze austriackie cynicznie wykorzystały nienawiść chłopską, co doprowadziło do rabacji galicyjskiej.

Poprzez wywołanie rabacji skutecznie zniweczono plany powstania w Galicji, a zaborca austriacki zyskał wdzięczność chłopów - najpierw pozwalając im zemścić się na panach, a następnie, w 1848 roku, znosząc poddaństwo i przeprowadzając uwłaszczenie. W chłopskiej pamięci to nie polska szlachta, lecz cesarz Franciszek Józef I jawił się jako ten, który dał im ziemię.

„Miły” był jednym z wielu przydomków funkcjonujących przy licznej w Nienadówce rodzinie Ożogów. Przydomki te pomagały odróżniać poszczególne gałęzie rodu i często przechodziły z ojca na syna. Nie zawsze były przez rodziny akceptowane, lecz wieś konsekwentnie się nimi posługiwała. Trudno dziś ustalić, od kiedy funkcjonował przydomek „Miły”, jednak wszystko wskazuje na to, że jego pierwszym nosicielem był Wojciech Ożóg z Nienadówki Dolnej, urodzony na początku XIX wieku w części wsi zwanej Kalwarią. Jego potomkowie do dziś zamieszkują tę samą posesję, co z pewnością sprzyjało zachowaniu pamięci o nim, przekazywanej z pokolenia na pokolenie przez ponad 170 lat.

Dzięki obecnej dostępności archiwów parafialnych udało się – choć nie bez trudności – odtworzyć kilka pokoleń „Miłych”. Poniżej przedstawiono to, co udało się ustalić: od rodziców Wojciecha aż po czasy współczesne.

powiększ zdjęcie

ślub rodziców Wojciecha Ożoga - 14 październik 1802r.


powiększ zdjęcie

akt urodzenia Wojciecha z 1806r.

powiększ zdjęcie

akt urodzenia Wojciecha z 1807r.

Sporą trudność sprawiły nam te dwa wpisy, ewidentnie dotyczące jednego człowieka, Wojciecha Ożoga. Wpisu dokonywał niedawno nastały proboszcz (1801-1827) Ks. Deocharus Syktowski, mógł mylić numery domów, ale tu mamy pomyłkę raczej dziwną, pierwszy wpis poczynił w dniu 20 maj 1806 rok, Wojciech syn Stanisława Ożoga i Agnieszki Dziągwa, zamieszkali pod nr. 145. Poniżej dopisek -patrz 22 kwietnia 1807-, jeszcze poniżej dopisana data śmierci - 3/1 1857. Drugi wpis dokonany pod wskazaną wcześniej datą, 22 kwiecień 1807 rok, jest praktycznie taki sam, różni się tylko dopiskiem - patrz 20 maj 1806 -. Zagadka raczej nie do rozwiązania.

powiększ zdjęcie

ślub Wojciecha Ożoga - 13 maj 1823r.

Akt małżeński pomiędzy Wojciechem Ożogiem, a Zofią, córką Jana Bełza. Wpisany nr. d. to 157, wiek Wojciecha wpisany w akcie to 16 lat. Jego małżonka miała wówczas 24 lata, była więc 8 lat starsza od niego. Pierwszy wpis w księgach urodzeń parafii Nienadówka dotyczącej tej pary pojawił się dopiero 5 lat po zawarciu małżeństwa. W roku 1928 Wojciechowi Ożogowi i Zofii z Bełzów rodzi się syn, któremu nadano imię Jan.

powiększ zdjęcie

urodził się Jan Ożóg syn Wojciecha i Zofii z Bełzów - 16 czerwca 1828r.

Z wielkim z dziwieniem przyjmuję, że znów w księgach urodzenia zapadła długa przerwa, to był czas kiedy we wsi rodziło się dużo dzieci, nie ma też co ukrywać, że wiele z nich umierało już we wczesnym dzieciństwie, ale wszystkie, skrupulatnie odnotowywano. Wygląda to tak, jakby rodzina Wojciecha Ożoga, a przynajmniej on sam ze wsi odszedł i nie mieszkał pod nr. d. 157 przez przynajmniej 10 lat. Co się z nim działo, gdzie przebywał, nie sposób ustalić. W jego dotychczasowym miejscu zamieszkania pod nr. 157, zamieszkuje ktoś inny. Dwie córki Jana Sowy, Anna i Regina, mieszkając tam rodzą swoich synów, są samotne i we wpisie urodzeń nie ma podanych ojców dzieci.

powiększ zdjęcie

urodził się Kazimierz Sowa syn Reginy - 1835r.

powiększ zdjęcie

urodził się Michał Sowa syn Anny - 1836r.


Być może echo zniknięcia Wojciecha Ożoga z Nienadówki przebija się we wspomnieniu o nim.

(..)Był to człowiek wielkiego chartu i silnej woli zdolności, najbardziej go bolało jak chłopi na terenie Nienadówki i innych wsi oraz na terenie późniejszej Galicji w rozbiorze Austriackim chłopi byli przygłębiani ciężką pracą na pańszczyźnie i dworach.

Wojciech jeździł od wsi do wsi i organizował tajne zebrania i spiski przeciw panom. Chłopi nabrali do niego dużo chęci i zaufani i zaangażowania. Buntował chłopów aby nie szli pracować do dworu na panów. Chłopi spod jego wezwania odmawiali pracę na folwarkach, za co byli surowo karani.

Ukrywał się po lasach, był nieuchwytny.(..)


Pańszczyzna była jedną z podstawowych feudalnych powinności, istniejącą w Nienadówce od jej powstania aż do połowy XIX wieku. Polegała na przymusowej i bezpłatnej pracy chłopów na rzecz właściciela ziemskiego w zamian za dzierżawę niewielkiego kawałka gruntu. Na pańskim lub plebańskim polu chłop spędzał trzy, a nierzadko cztery dni w tygodniu. Praca rozpoczynała się wraz ze wschodem słońca, a kończyła dopiero o zmierzchu. Była to ciężka, wyniszczająca harówka, opisana szerzej w materiale „Gromada Nienadówka - Opisanie”.

Za najmniejsze uchybienie, spóźnienie, a często także bez wyraźnej przyczyny, chłopów karano cielesną chłostą lub zakuwano w tak zwaną kunę. System ten budził narastającą frustrację i gniew, szczególnie w pierwszej połowie XIX wieku, kiedy bezwzględne egzekwowanie powinności feudalnych osiągnęło apogeum.

W tym kontekście pojawia się postać Wojciecha Ożoga, zwanego „Miłym”. Według części przekazów mógł on w latach 1830-1844 włączyć się w ruch rewolucyjny, prowadząc działalność konspiracyjną i agitację wśród chłopów na rzecz ogólnopolskiego powstania zbrojnego. Był to czas nasilonych działań spiskowych w Galicji, które spotykały się z ostrą reakcją władz austriackich.

Być może po licznych aresztowaniach przywódców ruchu rewolucyjnego przez żandarmerię austriacką Wojciech Ożóg powrócił do Nienadówki. Nie można wykluczyć, że był wówczas osobą poszukiwaną. W rodzinnych przekazach Ożogów, a także w opowieściach ich sąsiadów, powraca wątek ukrywania się Wojciecha „Miłego” pod lasem, w niewielkim ceglanym budynku. Według relacji jego potomków ślady tego obiektu były jeszcze widoczne w terenie w latach sześćdziesiątych XX wieku.

Stanisław Ożóg, praprawnuk Wojciecha, tak wspominał to miejsce:

Resztki cegieł w sośninie na wprost naszego pola, wystające z ziemi i porosłe runem były w kwadratowym wgłębieniu, widziałem je nie raz, może jeszcze dziś by coś wygrzebał.

Mieszkaniec z sąsiedztwa, tak z kolei opowiadał o tym miejscu:

Wg starych opowieści ten dom tam był, było to tam gdzie dziś przebiega linia energetyczna. Dom był z cegły, ale takiej robionej ręcznie z gliny, stawiano z niej piece. Wojciech pociągnął z tego mury, dom był mały. O tym rumowisku mówiono i nawet coś tam się walało.

Mając takie zapewnienia przekazywane w rodzinnych opowieściach, trudno było przejść obok nich obojętnie, choć historia o murowanym budynku pod lasem w pierwszej połowie XIX wieku wydawała mi się początkowo mało prawdopodobna. Chcąc jednak zweryfikować te przekazy, a znając w przybliżeniu lokalizację domniemanego miejsca, sięgnąłem do dość dokładnej mapy katastralnej Nienadówki.

Mapa ta sygnowana jest na rok 1855, choć wszystko wskazuje na to, że jej zasadniczy zrąb powstał wcześniej. Świadczy o tym między innymi niezgodna już w tym czasie numeracja domów, a także naniesione na niej kopce graniczne otaczające wieś. Kopce te są bowiem wymieniane już w Metryce Józefińskiej z lat 1787–1788, w dokumencie zatytułowanym Opisanie Granic wsi Nienadówka.

Na tej mapie, mniej więcej na wprost części wsi zamieszkałej przez rodzinę Ożogów, zaznaczono element, który zwraca szczególną uwagę. Nie widnieje tam wprawdzie wyraźnie oznaczony budynek, lecz zaznaczono coś, co można interpretować jako siedlisko. Działka ta posiada nietypową numerację w porównaniu z sąsiednimi parcelami - numer 88 - a ponadto umieszczono na niej charakterystyczny znak graficzny: poziomą kreskę z dwoma trójkątami. Identyczne oznaczenia występują przy siedliskach znajdujących się wewnątrz wsi.

Możliwe więc, że podejmowano próby osiedlania się pod lasem, podobnie jak miało to miejsce w Nienadówce Górnej, w części zwanej Porębami. Nie można wykluczyć, że ślad ten wiąże się z przekazem o miejscu ukrywania się Wojciecha Ożoga „Miłego”.

Dla lepszego zobrazowania zagadnienia przedstawiono poniżej dwie mapy. Pierwsza to mapa katastralna z 1855 roku, na której czerwoną strzałką zaznaczono domniemane siedlisko, a białymi strzałkami - kopce graniczne. Druga to mapa współczesna, na której widoczna jest przesieka, wzdłuż której biegnie obecnie linia energetyczna. Czerwonym kolorem zaznaczono przypuszczalne miejsce dawnego siedliska, natomiast białymi punktami - dziś już słabo czytelną drogę, prowadzącą niegdyś z Nienadówki przez pola i las w kierunku Pogwizdowa.

Droga ta pełniła dawniej funkcję graniczną pomiędzy lasem Łąckim a lasem Łukawskim. Informacja ta również znajduje potwierdzenie w Opisaniu Granic wsi Nienadówka, co dodatkowo wzmacnia wiarygodność analizowanej lokalizacji.

powiększ zdjęcie

mapka katastracyjna - 1855r.

powiększ zdjęcie

google map - 2023r.

powiększ zdjęcie

mapka katastracyjna - 1855r.

powiększ zdjęcie

google map - 2023r.


Wojciech Ożóg wraz z żoną i synem Janem ponownie pojawia się w Nienadówce, na posesji oznaczonej numerem domu 157, w 1844 roku. Potwierdzają to zapisy w księgach metrykalnych parafii Nienadówka.

W księdze urodzeń odnotowano, że dnia 10 listopada 1844 roku urodziła się Marianna, córka Wojciecha Ożoga i Zofii z Bełzów, zamieszkałych w Nienadówce pod numerem domu 157. Dziewczynka zmarła 12 listopada 1844 roku, w drugim dniu życia, co również zostało odnotowane w księdze zgonów.

Wpis ten stanowi istotne źródłowe potwierdzenie powrotu Wojciecha Ożoga do rodzinnej miejscowości po okresie wcześniejszej nieobecności oraz jednoznacznie lokalizuje jego rodzinę w części wsi zwanej Kalwaria, w połowie lat czterdziestych XIX wieku.

powiększ zdjęcie

urodziła się Marianna Ożóg c. Wojciecha i Zofii z Bełzów - 10 grudnia 1844r.



Jak się okazało, w rodzinie Ożogów zachowało się więcej ciekawych opowieści o Wojtku Ożogu, zwanym „Miłym”. Jedną z nich zapamiętał jego praprawnuk, Stanisław Ożóg.

Opowiadał on, że pewnej dusznej nocy Wojciech spał w stodole. Rankiem, wyraźnie poruszony, mówił rodzinie, iż we śnie przyszła do niego śmierć i kazała się zanieść aż do Górnej Nienadówki. Początkowo potraktowano to z pobłażaniem - jak zwykły sen, jakich wiele. Kiedy jednak okazało się, że tej samej nocy w tej właśnie części wsi rzeczywiście ktoś zmarł, opowieść przestała być powodem do żartów i na długo zapadła w pamięć domowników.

Inna relacja, również zachowana w przekazach ustnych, wiąże się bezpośrednio z buntowniczą działalnością Wojciecha Ożoga. Dotyczy ona „bitwy”, jaką chłopi mieli stoczyć z ludźmi dworu. Według opowiadań wydarzenia te miały miejsce już po roku 1848.

Jak wiadomo, 17 kwietnia 1848 roku cesarz Austrii Ferdynand I wydał manifest znoszący obowiązek pańszczyzny w Galicji. Chwila ta zapisała się głęboko w pamięci mieszkańców Nienadówki. Tak opisywał ją Jan B. Ożóg w opracowaniu Z dziejów Nienadówki:

„W pamięci ludzkiej zachował się dzień ogłoszenia manifestu cesarskiego, którym raz na zawsze niewola chłopska została przekreślona. Kiedy byłem małym chłopakiem, dziadek mój Jan Zdeb opowiadał mi, co słyszał od swojego dziadka. Działo się to w maju, w dzień krzyżowy św. Marka, który wypadł akurat w niedzielę. Manifest monarchy Franciszka Józefa I odczytał ks. Padwiński z ambony. Po wyjściu z kościoła świat wydał się ludziom zupełnie odmieniony. Jakby całą wieś nakryła biała płachta kwiatów. Płakali z przejęcia. W dole zakwitły ogrody wiśniowe i dopiero teraz zobaczyli je w całej okazałej piękności. Byli wolni i odmienieni, jak święci. Można z całą pewnością twierdzić, że ziemiaństwo ukazem cesarskim entuzjazmowało się znacznie mniej.”

W poniedziałek 15 maja 1848 roku chłopi w Nienadówce mieli już formalne prawo zaprzestać odrabiania pańszczyzny na „dworskich polach”. W praktyce jednak właściciele ziemscy niechętnie rezygnowali z darmowej siły roboczej. Wbrew prawu próbowali zmuszać nie do końca zorientowanych chłopów, by jak dawniej stawiali się do pracy. To właśnie miało stać się przyczyną opisywanej „bitwy”.

Według relacji, ekonom z pachołkami z dworu w Trzebusce przyjechał zagnać chłopów do pańszczyzny - już po oficjalnym zniesieniu tego obowiązku przez „najjaśniejszego Cesarza”. Do bijatyki miało dojść na polu należącym do Kuby Gita, co potwierdził również inny rozmówca, który słyszał tę historię w latach pięćdziesiątych XX wieku.

Potyczka miała rozegrać się w pobliżu studni, obok której przed wojną lub w jej trakcie powstała olejarnia. Tam chłopi starli się z dworskimi karbowymi, próbującymi wyegzekwować dalsze odrabianie pańszczyzny. Według opowieści ojca jednego z rozmówców po każdej stronie było po kilku ludzi - około czterech chłopów i czterech ludzi ze dworu. W wyniku bójki ktoś miał ponieść śmierć, choć przekazy nie są zgodne co do tego, po której stronie.

Kolejni rozmówcy przytaczali bardzo podobne wspomnienia, co sugeruje, że historia ta przez lata krążyła po domach, opowiadana wieczorami przez starszych mieszkańców wsi.

Powodem zajścia była wyraźna niechęć chłopów do dalszego odrabiania pańszczyzny. Karbowi napotkali opór, być może dlatego, że - jak głosiły opowieści - Wojciech Ożóg „Miły” uświadamiał ludzi, iż pańszczyzna została zniesiona. Doszło do bójki, w której prawdopodobnie górą byli chłopi, skoro ostatecznie wezwano żandarmów. Sprawę zakończono jednak po myśli dziedzica, a oficjalne konsekwencje nie oddały rzeczywistych przyczyn konfliktu.

powiększ zdjęcie

Zaznaczona studnia i pole bitwy.

„Bitwa”, a może raczej bijatyka podburzonych chłopów, z Wojciechem Ożogiem na czele, została w przekazach ustnych dość dokładnie umiejscowiona. „Gity” to określenie odnoszące się do kolejnej gałęzi rodziny Ożogów, którą tak właśnie nazywano. Około roku 1850 w tym rejonie mieszkał już jednak ktoś o innym nazwisku - w źródłach pojawia się między innymi nazwisko Dziągwa.

Wspomniana studnia faktycznie była kiedyś we wskazanym miejscu i jest to miejsce gdzie w czasie wojny powstała Olejarnia Ożogów, wówczas już tam mieszkających. Pole "bitwy" należy więc umiejscowić na południe od olejarni w stronę lasu, obok byłego już, traktu na Pogwizdów.

Wiedząc z przekazów, że w trakcie zajścia ktoś poniósł śmierć, że wezwano żandarmów, a sprawę ostatecznie rozstrzygnięto po myśli dziedzica, należało poszukać ewentualnych śladów tego wydarzenia w księgach parafialnych. Gdyby zginął ktoś z Nienadówki, niemal na pewno zostałoby to odnotowane. W księgach zgonów z tego okresu duchowni skrupulatnie zapisywali przyczyny śmierci parafian: wypadki, pożary, choroby zakaźne, a także zgony naturalne, określane jako ordinaria.

W roku 1850, a więc w czasie bardzo bliskim opowieściom o „bitwie”, w księdze zmarłych pojawiają się trzy przypadki mężczyzn, którzy zginęli śmiercią tragiczną.

Pierwszy wpis dotyczy śmierci Jana Kusa, zmarłego 13 marca 1850 roku. Jeżeli był on mieszkańcem Nienadówki, zastanawiające jest, że w rubryce dotyczącej miejsca zamieszkania wpisano „de Pogwizdów”. Przyczynę zgonu określono jako „in itinere, casu”, co można przetłumaczyć jako „przypadkowa śmierć w drodze” lub „śmierć wskutek wypadku podczas podróży”.

Drugi przypadek, jeszcze bardziej intrygujący, pochodzi z listopada 1850 roku. W dniach 19 i 21 listopada w wyniku wypadku (casus) zmarło dwóch mężczyzn. Obaj zostali pochowani tego samego dnia - 23 listopada - najprawdopodobniej na cmentarzu parafialnym w Nienadówce.

Jednym z nich był Kazimierz Warzocha, lat 42, mieszkaniec Trzebuski, należącej wówczas do parafii sokołowskiej. Drugim - Jan Szczygieł, mąż Marianny, zamieszkały w Nienadówce Dolnej pod numerem domu 118. Wspólny pochówek osób pochodzących z różnych miejscowości, w krótkim odstępie czasu i z identycznie określoną przyczyną śmierci, rodzi pytania o okoliczności tych zdarzeń.

Choć brak jednoznacznego zapisu łączącego te zgony bezpośrednio z opisywaną bijatyką, ich czasowe i przestrzenne zbieżności sprawiają, że nie można wykluczyć związku z wydarzeniami, które w pamięci mieszkańców przetrwały jako „bitwa” chłopska po zniesieniu pańszczyzny.

powiększ zdjęcie

Jan Kus - Księga zmarłych, marzec 1850r.

powiększ zdjęcie

Jan Szczygieł i Kazimierz Warzocha - Księga zmarłych, listopad 1850r.

Zdaję sobie sprawę, że oba wymienione wpisy metrykalne mogą nie mieć bezpośredniego związku z zapamiętanym w przekazach ustnych zajściem z udziałem dworskich. Wątpliwości budzi zwłaszcza pora roku - zarówno marzec, jak i listopad nie należą do miesięcy sprzyjających intensywnym pracom polowym. Nie można jednak całkowicie wykluczyć takiego związku. Opisywana bijatyka mogła być bowiem skutkiem długotrwałego narastania napięć i złych relacji pomiędzy chłopami a dworem, a niekoniecznie efektem samej pracy na polu.

W takich warunkach nawet przypadkowe spotkanie, jedno nieostrożne słowo czy próba wymuszenia posłuszeństwa mogły doprowadzić do gwałtownego wybuchu i tragedii. W przekazach ustnych podkreślano, że na miejsce wezwano żandarmów, a także że „w końcu sprawę udało się zakończyć po myśli dziedzica”.

Możliwe zatem, że całemu zajściu świadomie „ukręcono łeb”. Dziedzicowi nie zależało na nagłaśnianiu sprawy, gdyż zmuszanie chłopów do odrabiania zniesionej już pańszczyzny narażało go na poważne konsekwencje prawne. Złamanie dekretu samego cesarza Ferdynanda I mogło skutkować postępowaniem sądowym, które nie byłoby dla właściciela ziemskiego łaskawe.

Według relacji, żandarmi po przybyciu zastali na polu „bitwy” jednego zabitego oraz kilku wystraszonych dworskich. Ci zeznali dokładnie to, co nakazał im dziedzic, pomijając rzeczywiste przyczyny potyczki. Oficjalne ustalenia nie oddawały więc pełnego obrazu wydarzeń, a sprawa stopniowo przycichła.

Pozostała jednak pamięć. Po chałupach, w długie zimowe wieczory, przy świetle lamp, jeszcze przez wiele lat opowiadano o Wojtku Ożogu „Miłym” - tym, który buntował chłopów po wsiach i nie bał się wojować z dworskimi.

powiększ zdjęcie

Wojciech Ożóg "Miły" - Księga zmarłych, styczeń 1857r.


Działalność buntownicza Wojciecha Ożoga „Miłego”, zmarłego 3 stycznia 1857 roku, nie pozostała bez następstw. Chłopi nienadowscy coraz wyraźniej czuli się ludźmi wolnymi. Choć swoich praw nie dochodzili już poprzez otwarte bijatyki z „dworskimi”, potrafili upominać się o nie w sposób bardziej świadomy i zorganizowany.

Warto w tym miejscu polecić znakomity materiał opisujący wydarzenia, które rozegrały się zaledwie dziesięć lat później - już nie na polach i drogach, lecz na salach sądowych. Sprawa znana jako „Nienadówka – gmina kontra hrabina Alvina” pokazuje, że chłopi potrafili występować przeciw właścicielce dóbr w sposób formalny i skuteczny.

Jak czytamy w opracowaniach źródłowych, w latach 1861–1865 dominium sokołowskie, obejmujące także Nienadówkę, należało do Niemki ze Śląska - baronowej Alviny Konstancji von Schlippenbach. Majątek ten nabyła ona za pośrednictwem rzeszowskiego adwokata Wiktora Zbyszewskiego od licznych spadkobierców Benedykta Grabińskiego, zmarłego bezpotomnie w 1819 roku. Z okresu jej rządów zachowały się dokumenty sporu, jaki mieszkańcy gminy Nienadówka toczyli z baronową, reprezentowani przez swoich delegatów: Józefa Ożoga, Antoniego Ziemiaka (tak w oryginale), Wojciecha Zdeba oraz Sebastiana Wójcika. Był to wyraźny znak, że chłopska społeczność nauczyła się dochodzić swoich praw innymi środkami niż przemoc.

Praca poświęcona Wojciechowi Ożogowi „Miłemu” stała się również doskonałą okazją do szczegółowego prześledzenia ksiąg parafialnych Nienadówki. Efektem tej kwerendy jest zestawienie wpisów dotyczących rodziny Ożogów – począwszy od Stanisława Ożoga, urodzonego w 1776 roku, ojca Wojciecha „Miłego”, aż po jego prapraprawnuków, w tym najmłodszego Stanisława Ożoga, urodzonego w 1952 roku. Czas, jaki upłynął pomiędzy narodzinami tych dwóch osób, to zaledwie 176 lat.

Ta niezwykła ciągłość pokoleń, zapisana w metrykach i wspomnieniach, pozwala spojrzeć na historię nie tylko przez pryzmat wielkich wydarzeń, lecz także przez losy jednej rodziny i jednej wsi - w której pamięć o Wojciechu Ożogu „Miłym” przetrwała znacznie dłużej niż materialne ślady jego życia.


powiększ zdjęcie


ślub Jana Ożoga s. Wojciecha - 9 luty 1847r.

Dnia 9 lutego 1847 roku związek małżeński zawarł Jan Ożóg, osiemnastoletni syn Wojciecha Ożoga i Zofii z Bełzów, zamieszkałych w Nienadówce pod numerem domu 157. Jego żoną została Zofia Kus, lat dziewiętnaście, córka Jakuba Kusa i Katarzyny z Cisków, zamieszkałych pod numerem domu 266.

Pod aktem małżeństwa widnieje pisemna zgoda kilku świadków, w tym ojców nowożeńców, na zawarcie tego związku. Tego rodzaju zgody były wówczas wymagane w przypadku małoletniości jednego lub obojga narzeczonych.

Po ślubie Jan Ożóg i Zofia z domu Kus zamieszkali w Nienadówce pod numerem domu 157. Z ich małżeństwa narodziło się co najmniej pięcioro dzieci - tyle metryk urodzeń udało się dotychczas odnaleźć w księgach parafialnych.

powiększ zdjęcie

1) Jan Nepomucen Ożóg - 3 kwiecień 1856r.


powiększ zdjęcie

2) Stanisław Ożóg - 20 kwiecień 1858r.


powiększ zdjęcie

3) Anna Ożóg - 20 czerwiec 1860r.


powiększ zdjęcie

4) Agnieszka Ożóg - 15 styczeń 1863r.


powiększ zdjęcie

5) Małgorzata Ożóg - 15 styczeń 1863r.


Zofia Ożóg, z domu Kus, wdowa po Janie Ożogu, zmarła 8 stycznia 1891 roku. W akcie zgonu wyraźnie odnotowano jej stan cywilny jako wdowy, co jednoznacznie wskazuje, że Jan Ożóg zmarł wcześniej.

Mimo przeprowadzonej kwerendy nie udało się dotychczas odnaleźć aktu zgonu Jana Ożoga. Brak tego wpisu może wynikać z kilku przyczyn, takich jak niekompletność zachowanych ksiąg, zgon poza parafią Nienadówka lub błąd w zapisie nazwiska.

powiększ zdjęcie

akt zgonu Zofii z d. Kus, wdowy po Janie Ożogu z 1891r.


Spośród piątki wnuków Wojciecha Ożoga, dzieci Jana i Zofii, szczególną uwagę zwraca Jan Nepomucen Ożóg, urodzony 3 kwietnia 1856 roku. To on pozostał na rodzinnej posesji w Nienadówce, w domu oznaczonym numerem 157, kontynuując obecność tej linii rodu w tym samym miejscu.

Trudno dziś szczegółowo opisać codzienne życie takich rodzin w ówczesnej Nienadówce. Dysponując jedynie niewielkim kawałkiem ziemi, zapewne - jak większość mieszkańców wsi - zmagali się z tym, co potocznie określano mianem „galicyjskiej biedy”. Było to życie skromne, pełne wyrzeczeń, podporządkowane ciężkiej pracy i niepewności jutra.

Jan Nepomucen Ożóg niewątpliwie odegrał jednak istotną rolę w zachowaniu rodzinnej pamięci. To właśnie jemu przypisać można przekazanie kolejnym pokoleniom opowieści o jego dziadku, Wojciechu Ożogu „Miłym”. Przyczynił się on również w znacznym stopniu do utrwalenia i dalszego funkcjonowania przydomka „Miły”, który z czasem stał się niezbędnym wyróżnikiem tej gałęzi licznej w Nienadówce rodziny Ożogów.

powiększ zdjęcie

ślub Jana Nepomucena Ożoga - 23 sierpień 1882r.

Dnia 23 sierpnia 1882 roku związek małżeński zawarł Jan Nepomucen Ożóg, lat 23, wnuk Wojciecha Ożoga, syn Jana Ożoga, zamieszkały w Nienadówce pod numerem domu 157. Jego żoną została Salomea Chorzępa, lat 21, córka Jakuba Chorzępy i Zofii z Nowaków, zamieszkałych pod numerem domu 285.

Pod aktem małżeństwa widnieje pisemna zgoda ojca panny młodej, Jakuba Chorzępy, na zawarcie tego związku. Zapis ten zwraca uwagę, ponieważ Salomea w chwili ślubu miała już ukończone 21 lat, a mimo to została określona jako osoba małoletnia. Może to świadczyć o zachowaniu dawnych praktyk formalnych, ostrożności urzędowej lub błędzie kancelaryjnym, który nie należał wówczas do rzadkości.

Jan Nepomucen Ożóg i jego żona Salomea doczekali się dziesięciorga dzieci. Ich potomstwo, według kolejności urodzenia, zostało przedstawione poniżej.


powiększ zdjęcie

1) Marcin Ożóg - 2 wrzesień 1883r.


powiększ zdjęcie

2) Józef Ożóg - 5 styczeń 1885r. Zmarł 15 pażdziernika 1946r.


powiększ zdjęcie

3) Zofia Ożóg - 10 marzec 1887r. Zmarła w 1888r.


powiększ zdjęcie

4) Maria Ożóg - 23 marzec 1889r. Ślub zawarła 26 lutego 1908r.


powiększ zdjęcie

5) Michał Ożóg - 14 sierpień 1891r. Zmarł 9 listopada 1893r.


powiększ zdjęcie

6) Agnieszka Ożóg - 9 luty 1894r.


powiększ zdjęcie

7) Wojciech Ożóg - 25 listopad 1895r. Ślub zawarł 31 maja 1921


powiększ zdjęcie

8) Aniela Ożóg - 4 grudzień 1899r. Zmarła 19 czerwca 1916r.


powiększ zdjęcie

9) Katarzyna Ożóg - 1902r. Brak skanu.


powiększ zdjęcie

10) Jakub Ożóg - 15 grudnia 1903r. Brak skanu.


23 stycznia 1910 roku umiera żona Jana Ożoga, Salomea z d. Chorzępa, przeżyła 53 lata.

powiększ zdjęcie

wpis o śmierci Salomei, żony Jana Ożoga - 23 styczeń 1910


Jan Nepomucen Ożóg, w międzyczasie ożenił sie powtórnie. Jego drugą żoną została Anna Chorzępa lat 53, wdowa po Andrzeju, zamieszkała pod nr. d. 342 lub 312.

powiększ zdjęcie

Wpis o ślubie Jana Ożoga i Anny Chorzępa - 17 sierpień 1910r.


Jan Nepomucen Ożóg, ojciec powyżej zamieszczonych, zmarł 22 lipca 1918r. W akcie widnieje adnotacja - mąż Anny z d. Chorzępa. Zmarł on, jak zapisano, w Rzeszowie przeżywszy 62 lata.

powiększ zdjęcie

akt zgonu Jana Nepomucena Ożoga z 1918r.


Zbliżając się do czasów znacznie nam już bliższych, spośród wyżej wymienionego rodzeństwa na szczególną uwagę zasługuje Jakub Ożóg. To on pozostał na rodzinnej posesji w Nienadówce, w domu oznaczonym numerem 157, kontynuując wielopokoleniową obecność tej gałęzi rodu w tym samym miejscu.

Starszym mieszkańcom Nienadówki zapisał się on w pamięci jako „Kuba Miłego” - przydomek ten jednoznacznie wskazuje na ciągłość rodzinnej tradycji i potwierdza, że określenie „Miły” funkcjonuje ciągle w Nienadówce.

powiększ zdjęcie

księga zapowiedzi z 1927r.


Z księgi zapowiedzi dowiadujemy się, że Jakub Ożóg, urodzony 15 grudnia 1903 roku, zamieszkały w Nienadówce pod numerem domu 157, syn Jana Nepomucena Ożoga, wnuk Jana Ożoga i prawnuk Wojciecha Ożoga „Miłego”, zawarł związek małżeński z Zofią Chorzępą, urodzoną 26 kwietnia 1905 roku, zamieszkałą w Trzebusce pod numerem domu 283, należącej do parafii Sokołów.

Po ślubie małżonkowie zamieszkali w Nienadówce, na rodzinnej posesji Jakuba, pod numerem domu 157. Tam też urodził się ich syn, noszący dwa imiona: Marian Tadeusz, dnia 25 czerwca 1931 roku.

Małżeństwo Jakuba Ożoga i Zofii z domu Chorzępa trwało do 1937 roku. Dnia 19 października 1937 roku, w wieku 31 lat, zmarła Zofia Ożóg, żona Jakuba i matka Mariana.

powiększ zdjęcie

księga zgonów z 1937r.


Jakub Ożóg ożenił się powtórnie w roku 1938, jego żoną została Józefa Ożóg, jak pierwsza żona, ona również pochodziła z Trzebuski. Z tego związku urodziło czworo dzieci:
  • Jan - 2 września 1941r.
  • Zofia Adela - 15 styczeń 1946r. - zm. 6 kwietnia 1948r.
  • Czesława - 10 kwietnia 1949r.
  • Stanisław - 5 grudnia 1952r.

powiększ zdjęcie

Jakub Ożóg, prawnuk Wojciecha "Miłego" zmarł w Nienadówce 27 kwietnia 1982 roku.


Jakub Ożóg przeżył 79 lat. Z zapisu w akcie zgonu wynika, że przyczyną śmierci było uszkodzenie mięśnia sercowego.

Zwraca uwagę fakt, iż w akcie tym duchowny podał jako miejsce zamieszkania stary numer domu - 157. Numeracja zabudowy w Nienadówce została jednak w międzyczasie zmieniona i w 1982 roku posesja ta funkcjonowała już pod numerem 332. Użycie dawnego numeru świadczy o trwałości lokalnej identyfikacji gospodarstw oraz o tym, że starsza numeracja była wciąż powszechnie stosowana w mowie potocznej, a niekiedy także w dokumentach urzędowych.


Zdjęcia udostępnione przez rodzinę Ożóg z Miłych

powiększ zdjęcie

Ożóg Stanisław. I komunia św.

powiększ zdjęcie

Ożóg Stanisław z rodzicami i siostrą

powiększ zdjęcie

Ożóg Stanisław w Nienadówce

powiększ zdjęcie

Ożóg Stanisław w Nienadówce

powiększ zdjęcie

Ożóg Józefa

powiększ zdjęcie

Ożóg Stanisław i Nowak Józef

powiększ zdjęcie

Ożóg Jan z Nienadówki

powiększ zdjęcie

Ożóg Jan z Nienadówki



** ** **


Dwie strony kartki, zapisane odręcznym pismem ponad trzydzieści lat temu i umieszczone na początku tego materiału, sprawiły, że dość mocno zaangażowaliśmy się w poszukiwanie tego, co pozostało po Wojtku Ożogu „Miłym”. Wspomnienia, metryki, mapy, próby interpretacji i wyciągane wnioski - wszystko to zaowocowało opracowaniem, z którym zapoznaliście się powyżej.

W pewnym momencie wydawało się, że więcej ustalić się już nie da. Że największą stratą jest niemożność cofnięcia się w czasie, by zobaczyć i usłyszeć, jak było naprawdę.

I wtedy wydarzyło się coś nieoczekiwanego.

Okazało się, że po raz kolejny zostałem mocno zaskoczony. Jakby dano mi szansę cofnięcia się w czasie i zajrzenia głębiej w przeszłość Nienadówki. Nie do epoki, w której żył Wojciech Ożóg „Miły”, lecz do lat sześćdziesiątych XX wieku. To właśnie wtedy pewien młody chłopak, w zwykłym szkolnym zeszycie w kratkę, spisał to, co opowiadał mu jego ojciec.

Tym chłopakiem był Stanisław Ożóg - praprawnuk Wojciecha „Miłego”, syn Jakuba Ożoga, brat Jana i Zofii, a dziś ceniony artysta grafik. To jego opracowania graficzne wzbogaciły tomik poetycki „Wioska rodzinna”, wydany staraniem Społecznego Komitetu Obchodów 400-lecia Wsi Nienadówka.

Stanisław przyjaźnił się wówczas z
powiększ zdjęcie
Józkiem Nowakiem z sąsiedztwa. Czasem kręciła się przy nich mała dziewczynka z lokami. Myślę, że to właśnie dzięki tej dawnej znajomości fragment pamiętnika – zapisany 25 listopada 1965 roku, zachowany w rodzinnych zbiorach autora - może dziś trafić także do Was. Z przekazem, który przez lata krążył w opowieściach, powtarzanych z pokolenia na pokolenie.

Serdecznie dziękuję panu Stanisławowi Ożogowi za udostępnienie tego materiału oraz zgodę na jego publikację. Was natomiast zapraszam do dalszej lektury.

Z pamiętnika Stanisława Ożoga


Przeszło 100 lat temu mój prapradziadek żył w Nienadówce. Nie było wtedy gazet, radia i ludzie nie wiedzieli co się na świecie dzieje. Mój prapradziadek, z Kamienia Bochenek i 3, gdzieś z za Łańcuta, zajmowali się polityką i ogłaszali ważne wiadomości ze świata. Było to za panowania austriackiego cesarza Franciszka Józefa I. Ten cesarz zniósł pańszczyznę a ludzie o tym nie wiedzieli, bo im panowie nie powiedzieli i robili za darmo. Prapradziadek dowiedział się skądś o tym i ludziom rozgłosił. Wtedy ludzie się buntowali i niechcieli robić tej pańszczyzny za darmo.

powiększ zdjęcie powiększ zdjęcie

Wtedy z Trzebuski przyjechał cały zarząd. Zasiadł on u Gita na ogrodzie. W tej chwili są tam zabudowania. Sędzia pyta się ludzi: Czrgo nie przychodzicie na pańszczyznę! A za nim już stoją pachołki z powrozami. Wtedy ludzie ruszyli. Chłopi z gracami, widłami, siekierami, baby z pociaskami, motykami. Zarząd rzucił się do ucieczki. Ludzie z animi i walą czym się da. Tak ich strasznie potłukli, że się z trudem dowlekli do Trzebuski. Jeden uważniejszy uciekał na pola. Ludzie za nim. Miał on znajomego chłopa, który akurat wywalał na łąkę gnój.

Ten go prosi żeby go zakopał w tym gnoju, to mu później tę łąkę da na własność. Ten go zakopał w gnoju po uszy. Gdy ludzie biegli to go przywalili całego. Później gdy wszystko ucichło, on mu tę łąke rzeczywiście podarował. A tym czasem ludzie w Nienadówce już nie chodzili na pańszczyznę. A to za sprawą mojego pra pradziadka Wojtka, który otrzymał przydomek "Miły". Miał ten prapradziadek taki ogromny świder i z tym świdrem chodził po lesie i w grubych drzewach wiercił przy ziemi kilka dziur. Gdy przyszła wichura, to te drzewa się waliły, a ludzie jechali i brali.

powiększ zdjęcie powiększ zdjęcie

Pewnego razu służba leśna zajęła naszemu prapradziadkowi parę wołów i wóz. Odstawili to na dwór Potockich. Prapradziadek dał pachołkowi mały nożyk "cyganek", żeby tym wołom dobrze dawał jeść. A prapradziadek procesował się w sądzie z magnatem Potockim i te woły wyprocesował. Gdy odebrał te woły to były strasznie wypasione za sprawą pachołka.

Potem Wojtek Miły wybudował w sośninie dom, studnię i w tym domu piece. Wtedy w lesie tym były wilki i on gdy jeszcze budował to nocował w takim ogromnym kadłubie.

On raz nocował w swojej stodole, tam gdzie u nas jest studnia. Wtedy zobaczył na sąsieśnicy, ogromny biały cień. Ten cień mu mówił, żeby go zaniósł pod kościół w jedno miejsce. Prapradziadek wziął to na ramiona i poniósł. Choć były ogromne, było strasznie lekkie. Po drodze to mu powiedziało jak długo będzie żył i kiedy umrze. A jak komu to powie to zaraz zapomni. Na drugi dzień rozniosło się po wsi, że tam umarła baba. Prapradziadek nie wytrzymał i komuś to powiedział. Wszystko zapomniał. W domu w lesie nie mieszkał, bo umarł. Na tym miejscu co był dom są jeszcze cegły po piecu. Rosną tam poziomki.

powiększ zdjęcie powiększ zdjęcie

Te dzieje mojego prapradziadka opowiadał mi tatuś. Podobno to wszystko prawda.

przyg: Antonina Krzanowska
Adam Sawka
Bogusław Stępień

Comments: 1
  • #1

    Joe Ozog, Chicago, USA (Wednesday, 05 July 2023 05:17)

    Outstanding story and research!


About | Privacy Policy | Sitemap | Withdraw contract
Copyright © Bogusław Stępień - 08/05/2013