Osobowość Roku - 2022

Nienadówka 1980 - wystawa

Foto zmiany

Losowy album


Nasze Statystyki Odwiedzin
Hasło - sprawdzam

Tatarskim szlakiem


Nienadówka
Jeszcze za moich czasów dochowała się w Nienadówce pamięć o przodkach tatarach. Widomym znakiem, jaki pozostał po nich poprzez pokolenia do dzisiejszego dnia, jest zachowana u wielu mieszkańców mongoloidalna budowa ciała - niska, krępa postura i twarz o wystających kościach policzkowych oraz małych oczach. Takie nazwiska nienadowskie jak Tatara mówią wyraźnie o obcym pochodzeniu. Zachowały się też autentyczne nazwiska z Dalekiego wschodu np: Nawój. Przypuszczam, że w występującym tutaj nazwisku Naja kryje się także rdzeń tatarski. Może Naja to skrócenie Nogaja? Takie zaś jedne z najstarszych nazwisk, jak Binduga. Przybysze z najbliższych osad małopolskich łączyli się z przybyszami najdalszych azjatyckich stepów i znad Wołgi czy Dniestru i tak powstawała jedna społeczność. Trzebione szybko lasy pod uprawę gruntów chłopskich i folwarcznych - w nazwach takich miejscowości, jak Trzebownisko, Trzeboś czy Trzebuska pozostał ślad tej szeroko zakrojonej akcji - i tak wyrastały wsie, jedna za drugą. Nie tylko wsie, ale i miasteczka, jak np. Leżajsk, Sokołów czy Kolbuszowa.


powiększ zdjęcie Powyższe refleksje pochodzą ze wspomnień Jana Bolesława Ożoga. Dodam jedynie, że również w samej Nienadówce poszczególne rejony wsi zachowały własne, dawne nazwy: Kalwaria, Kmiecie, Poręby, Pustki. Szczególnie intrygująca jest nazwa „Majdan”, spotykana na niektórych mapach Nienadówki. Słowo to, często występujące w nazwach wsi, pochodzi z języków turecko-tatarskich i oznacza plac we wsi, w obozie wojskowym lub w warowni - podwórzec, podworzec.

Zastanawia również położenie tej części wsi. Nie ciągnie się ona naturalnie wzdłuż potoku, lecz
znajduje się jakby na uboczu. To oczywiście tylko moje spostrzeżenie, ale pamiętam, że mówiono o tej części Nienadówki: mieszkać, mieszkam „w końcu”.

Najazdy tatarskie na ziemie polskie zdarzały się często, o czym wiemy z kart historii. Zapiski dotyczące okolic Sokołowa sięgają XVII wieku. W latach 1655-1656 odnotowano najazd tatarski i spustoszenie Nienadówki. Z pewnością nie była to jedyna wroga wizyta na tych terenach, zanim Rzeczpospolita zdołała uporać się z tym zagrożeniem.

Jeśli jednak zagłębić się w dalsze przekazy i domysły, rodzi się pytanie, czy nie istniały tu swego rodzaju przyczółki osadnicze, które podczas kolejnych najazdów mogłyby być wykorzystywane w tych rejonach. Można też zastanawiać się, czy do ostatecznej polonizacji nie przyczyniła się bitwa pod Wiedniem, stoczona 12 września 1683 roku pomiędzy wojskami polsko-austriacko-niemieckimi pod dowództwem króla Jana III Sobieskiego a armią Imperium Osmańskiego, dowodzoną przez wezyra Kara Mustafę.

Bitwa ta zakończyła się klęską Osmanów, którzy odtąd przeszli do defensywy i przestali stanowić realne zagrożenie dla chrześcijańskiej części Europy. A wraz z tym również „nasi Tatarzy”, zapomniani przez chanat krymski, osiedli tu na stałe, stopniowo ulegając wpływom miejscowej ludności - jej językowi, obyczajom i kulturze.
Najazdy tatarskie na ziemie polskie zdarzały się często o czym wiemy z historii, zapiski dotyczące okolic Sokołowa to wiek XVII, w latach 1655/56 odnotowano najazd tatarski i spustoszenie Nienadówki, to pewno nie jedyne na tych terenach, wrogie wizyty tatarskie, nim Rzeczypospolita poradziła sobie z tym problemem. Jednak jeżeli zagłębić się w teksty poniżej, można się zastanawiać czy nie były to przyczółki, które przy następnych najazdach były by bardzo przydatne w tych rejonach, czy do ostatecznej polonizacji nie przyczyniła się bitwa pod Wiedniem stoczona 12 września 1683 roku między wojskami polsko-austriacko-niemieckimi pod dowództwem króla Jana III Sobieskiego, a armią Imperium osmańskiego pod wodzą wezyra Kara Mustafy. Bitwa zakończyła się klęską Osmanów, którzy od tej pory przeszli do defensywy i przestali stanowić zagrożenie dla chrześcijańskiej części Europy, a więc i "nasi Tatarzy" zapomniani, przez chanat krymski, osiedli na stałe i ulegli wpływom i obyczajom miejscowej ludności.


Ballada

Już widać było na niebie łuny,
Choć nie strzelały pioruny,
Bo po raz wtóry wpadł między szyki
I się ukazał Tatarzyn dziki.

Co tam Tatarzy, dumny i rady
Polski lud dzielny.
Tatar tymczasem wlazł do Stobiernej,
Wlazł do Stobiernej - i z tej rubieży
Przyszli do miasta uciekinierzy.

Płacze nad wałem siwa staruszka,
Porwał jej Tatar wnuczkę pastuszka.
Druga kobieta też od łez tonie -
Spalili domy, zabrali konie.

Polak se dalej politykował,
Tatar już zdążał do Sokołowa.
Na miejskiej radzie,
Bez większych swarów,
Postanowiono przyjąć Tatarów.

Przyjąć Tatarów i dać im ziemię,
Bo jest to dzielne tatarskie plemię.
Bez większych swarów, no i bez żalu,
Tatar w tej chwili stał na Zawalu.

Stać na Zawalu - dla nich nie sztuka,
No i już Tatar do miasta puka.
Puka do miasta jeszcze polskiego,
By wejść do miasta małopolskiego.

Był to Sokołów już Małopolski,
Bo Polak uciekł na dalsze wioski.
I przyszedł Tatar, pojąć nie może:
Och, jak tu miło, och, jak tu szczodrze.

Dobrze, że mamy polskiego pana,
Nie powrócimy nigdy do Chana.
I nagnał trzody, koni i wołów -
Tak to wyglądał wtedy Sokołów.

Ci, co zostali, pojąć nie umią:
Nie taki diabeł, jak go malują.
Nikogo nie bił, wszystkich szanował,
Ni i żywności też nie żałował.

I orze ziemię na szerszą miarkę,
I już tatarka, sieje tatarkę.
Już nie pustoszył sąsiednie wioski,
Do Sokołowa dokładał troski.

Niechaj zrozumie ta okolica,
Że tutaj jest już jego stolica.
Więc gospodarzył, jak się należy,
Zaczęli wracać uciekinierzy.

Handel, rolnictwo, przemysł, rzemiosło -
Wszystko nad podziw rosło i rosło.
Żeby umocnić z Lachami zgodę,
Kazał lać na łeb święconą wodę.

Tatarzy przeszli na wiarę nową,
Nie pod przymusem, lecz pod namową.
I od tej chwili
Sto lat nie uszło -
I się spolszczyli.



Jak żyli Tatarzy
Trwały prace przy sypaniu wałów obronnych w Sokołowie, które w znoszono nakazem króla Zygmunta III Wazy tak jak i w całej Rzeczypospolitej. Od pewnego czasu Tatarzy koczujący na terenie Puszczy Sandomierskiej rozzuchwalili się do tego stopnia, że ciągle napadali na wioski gdzie rabowali bydło i mienie, a tych, którzy stawiali opór wybijali w pień i palili domostwa. Gdy budowa wałów była bliska ukończenia, wiosną 1625 roku przybył do Sokołowa na królewski rozkaz, oddział ciężko zbrojnej wybranieckiej konnicy do walki z Tatarami. Wojsko to było z hetmanem Żółkiewskim na wyprawie rosyjskiej skąd wzięto w niewolę Carów rosyjskich. Miasto poniosło duże koszta i wiele wysiłku na budowę wałów, a do tego trzeba było utrzymać wojsko i konie w okresie przednówku. Nadzieja jednak była jednak iż wojsko zapewni im ochronę od zmory tatarskiej. Wraz z oddziałem przybył wysłannik królewski, który miał za zadanie utrzymanie porządku w oddziale, a gdy nadejdzie sprzyjająca chwila wejść w puszczę i oczyścić jej teren z Tatarów. Wreszcie gdy nadszedł ten czas mieszczanie zaopatrzyli go w chleb, masło, ser, gorzałkę i owies. Sobie poskąpili, ale wojsko otrzymało co trzeba. Wjechali w stary królewski las gdzie rosły potężne dęby i lipy. Przejeżdżali przez zagajniki przez polany wypalone niedawnym pożarem, gdzie wyrastały już nowe krzaki malin. Puszcza a takich miejscach szybko goiła swoje rany, a użyźniona popiołem ziemia, dawała obfity plon czernic i jagód. Żołnierzy kąsały stada komarów i natrętnych much, po ziemi pełzały żmije, a dokuczliwe mrówki wciskały się wszędzie i kąsały zajadle. Człowiek nie przyzwyczajony do tych warunków uciekał co sił z zielonego piekła. Od czasu do czasu przez las lub polanę przebiegało stado jeleni i saren. W nocy wycie wilków niepokoiło konie.


W pierwszym i drugim dniu przeczesywaniu puszczy, żołnierze nie napotkali śladów Tatarów. W trzecim dniu na skraju młodnika zauważono oddział tatarskich jeźdźców na małych konikach. Tatarzy na widok wojska zaczęli celowo uciekać i wciągać ich w zarośla gdzie łatwiej im było niż ciężko zbrojnym jeźdźcom. W pewnym momencie Tatarzy stawili opór, rozległ się szczęk broni, kwik koni, które przelęknięte stawały dęba by wyrwać się z młodnika. Żołnierz, który spadł z konia nie miał już szans na przeżycie. Natychmiast był tratowany przez wytresowany tatarskie koniki i dobijany tatarskimi szablami.



Tylko nie licznym żołnierzom udało się ujść zagładzie. Niektóre konie konie same przyszły do Sokołowa na swoje stoiska, pokaleczone, smutne ze zwisającymi siodłami. Widząc to wysłannik królewski domyślał się co spotkało oddział. w Kilka godzin później, przyjechało dwóch żołnierzy, którzy opowiedzieli co się stało, ze wpadli w zasadzkę obmyśloną przez Tatarów. Na te słowa wysłannik zbladł i zatrwożył się co teraz powie królowi. Rozeszła się ta wieść po mieście, niektórzy mówili, że teraz na pewno przydadzą się im te budowane wały.



Od tej chwili Tatarzy stali się jeszcze bardziej zuchwali, brali co chcieli, a nikt nie odważył się im stawić czoła. W puszczy ich wspólne żony zajmowały się przygotowywaniem posiłków, opiekowały się dziećmi i tkały ubrania z lipowego włókna czyli łyka. Było to ubranie higieniczne i zdrowe, buty też mieli sporządzone z lipowego łyka. W zimie zaś mieli ubrania ze skór i kożuchów. Dzięki specjalnej woni ubiorów z lipowego łyka żadne pasożyty się w nim nie mnożyły. Tatarzy dokładali też dużo opieki nad swoimi starcami i matkami z dziećmi. W starszym wieku dzieci segregowano. Niepełnosprawne dziewczynki zabijano, a niepełnosprawnych chłopców szkolono na pomocników do ciężkich prac. Ci niepełnosprawni mieli jednak zakaz pod karą śmierci, obcować z kobietami. Dzięki takim rygorom eliminowano z pokoleń wszystkich niepełnosprawnych by mieć jak najwięcej zdolnych, zdrowych i silnych Tatarów.


Branki Tatarskie


Na Krymie w stolicy tatarów - Bakczysaraju i Hamacie panowała wielka radość. Z Lechistanu wróciły dwie branki i zameldowały o zwycięstwie Tatarów nad doborowymi oddziałami wojsk polskich w puszczy pod Sandomierzem. Chan z radości zatarł ręce i był bardzo rad. Tu trzeba dodać, że owe branki były dorodnymi kobietami specjalnie szkolonymi do wypełniania specjalnych zadań. Umiały doskonale jeździć konno, skakać, biegać i pływać, a także gwizdać ,kopać, rzucać kamieniami z procy. Umiały kryć się, posługiwać różnymi językami, czytać z mapy, a nawet w razie potrzeby zabijać. Był to spryt i przemyślność obliczona na użytek specjalnych okazji, w których szeregowi wojownicy nie mogli sprostać. Kobieta zawsze łatwiej prześliźnie się wędrując jako zwiadowca w obcym kraju.

Na drugi dzień Chan kazał przyprowadzić cztery branki i rozkazał im jechać różnymi drogami do Lechistanu do wspomnianej puszczy, gdzie żyli na wpół legalnie tatarscy osadnicy z poleceniem utworzenia tam republiki Tatarskiej ze stolicą w Sokołowie. Takie jakby republiki istniały już w Rusi na ziemi Koweńskiej, Mińskiej, Grodzieńskiej i Wileńskiej.


Powiedział: Musicie z Sokołowianami iść na kompromis i zaproponować im korzystną współpracę tak abyście się tam dobrze zadomowili, działać musicie przy tym bardzo ostrożnie. A co będzie jeżeli się to nie uda, rzekły branki. Niech ziomkowie postraszą ich ciągłymi napadami to na pewno zamysł się uda i przystaną na waszą propozycję. Będziecie posłuszni i wierni dziedzicowi sokołowszczyzny, w zamian za osiedlenie. Tak też się stało.
Tatarów zniewolili dopiero rosyjscy carowie, a po rewolucji w 1917 roku Tatarzy ogłosili swoją "Krymską Demokratyczną Republikę. Jej premierem i dowódcą wojsk został Maciej Sułkiewicz. Po przegranej wielkiej bitwie pod Bakczysarajem z "bolszewikami" Tatarzy popadli w niewolę jeszcze większą od poprzedniej. Wyburzono im meczety i odebrano własność prywatną.


Tatarzy na sokołowsczyźnie


Na sokołowszczyźnie po raz wtóry pojawili się Tatarzy. Tym razem był to najazd niezbyt groźny, a nawet dla niektórych mieszkańców Sokołowa korzystny. Po zrabowaniu i spaleniu Stobiernej Tatarzy zahaczając po drodze o wsie Nienadówkę i Trzebuskę zbliżali się szybko do Sokołowa. Sokołów w tym czasie nie był przygotowany należycie do obrony, nie liczono wcale na własne fortyfikacje obronne jakimi były wały obronne. doszło do tego że ludzie w obawie o swoje życie w większej części uciekli z miasta wraz ze swym dobytkiem. Tymczasem Tatarzy szli na Sokołów wraz z żonami, dziećmi i całym dobytkiem prowadzeni przez przewodników.


Tymczasem na miejsko-dworskiej naradzie w Sokołowie bez większych swarów postanowiono przyjąć Tatarów i nadać im ziemię, nie tylko w Sokołowie, ale i w sąsiednich wioskach, takich jak: Mazury, Nienadówka, Turza, Wólka Niedzwiecka, Kuduki. Tatarzy po wejściu do Sokołowa za to zaproszenie i przyjęcie, byli radzie miejsko-dworskiej i wszystkiej ludności pozostałej w Sokołowie bardzo wdzięczni dzielili się z Sokołowianami zdobytą żywnością, ponieważ na miejscu już nic nie było. Pomimo przeważającej siły uzbrojonych Tatarów w urzędzie rady miejsko-dworskiej zawarto z nimi odpowiednią umowę, korzystną dla obu stron. Rozdzielili sobie nadaną ziemię w poszczególnych wioskach i tam się osiedlili. Zobowiązali się za to płacić podatki i być posłuszni i wierni polskiemu dziedzicowi. Była ta umowa Tatarom bardzo na rękę, ponieważ, nie czuli się już zbyt silni, unikali za wszelką cenę starć z wojskami polskimi. Na powrót do ojczyzny do Czyngis-chan też nie mogli już liczyć bo wiedzieli, że łatwiej im było wejść w granice Rzeczypospolitej niż wyjść z niej cało. Drogę ich powrotu mogli też zagrodzić Kozacy. Rząd królewski w Warszawie, wiedział dobrze, że Tatarzy w Małopolsce nie mają już żadnych poważniejszych sił zagrażającym interesom Rzeczypospolitej, z obojętnością dlatego patrzył przez palce na to co się tutaj dzieje. Polska w tym czasie należała do do czołowych mocarstw w Europie i stać ją było kilka lat później na wiedeńską wyprawę w 1683 roku przeciwko Turkom w obronie chrześcijaństwa.

Tatarzy oprócz polowań po lasach by się utrzymać przy życiu, ponieważ innego wyjścia nie mieli od czasu do czasu napadali na wsie i rabowali dobytek i ponownie ukrywali się po lasach zacierając za sobą ślady. Po osiedleniu się na Sokołowszczyźnie, Tatarzy odetchnęli z ulgą i zaczęli dobrze gospodarować, uprawiali ziemię, pierwsi wprowadzili na tych ziemiach uprawę gryki, czyli tatarkę. Bardzo im ta kasza z tatarki sporządzana na kobylim mleku smakowała, to był ich przysmak. Byli też specjalistami w hodowli małych, zdrowych i odpornych na zmienne warunki klimatyczne koni. Produkowali broń: szable, kusze, a nawet broń palną. Uchodzili za dobrych myśliwych na grubego zwierza. W bezdrożnych kniejach Puszczy Sandomierskiej lepiej się orientowali niż miejscowa ludność.

Mapa Tatarska składała się z dwóch kii. Jeden kij kładli w lesie w kierunku północno-południowym, a drugi kładli na nim, na krzyż, co wskazywało wschód-zachód. Na tych kijach były wyrzeźbione znaki miejscowości i ile mniej więcej zejdzie czasu, pieszo czy konno, by pokonać daną odległość. W ten sposób trafiali bez trudu gdzie chcieli, nie pytając nikogo o drogę i nie przyczyniając drogi.

Tymczasem widząc co się stało zaczęli powracać do Sokołowa uciekinierzy. Przybyło do miasta jeszcze więcej ludzi niż mieszkało wcześniej. Znów zakwitło rolnictwo i rzemiosło. Tatarzy pod namową ludności miejscowej i księży dobrowolnie się ochrzcili, przeszli na wiarę katolicką. Nie wiadomo jednak w których kościołach, czy w Nienadówce, czy w Sokołowie, ponieważ nie zapisano tego w żadnych metrykach. Przeszło 100 lat i wszyscy oni się spolszczyli. Pozostał tylko jedyny ślad o którym prawdę mówiąc wstydzę się pisać - dlaczego ludzie ze wsi w złej wierze nazywają Sokołowiaków "tatarami", a innym razem w dobrej wierze "mieszczanami" i na odwrót. Sokołowianie nazywają w dobrej wierze ludzi ze wsi "wieśniakami", a w złej "chamami", co oznacza człowieka niegrzecznego i nieinteligentnego. Od hama blisko do Chana, co oznacza wyższego dowódcę tatarskiego. Dlaczego tak jest skoro wiemy, że Tatarzy osiedlili się tak w Sokołowie jak i w całej okolicy ?

Liczę już 72 lata i wydarzenia te zaczerpnąłem i opisałem od swojego dziadka, który żył 90 lat, a mój dziadek zaczerpnął to wydarzenie od swojego dziadka, który żył 100 lat i ta wiadomość przetrwała do dnia dzisiejszego z pokolenia na pokolenie, chociaż nikt jej nie spisywał.

wspomnienia: Stanisław Słonina



II wojna światowa


W czasie II wojny światowej, w 1942 roku, oddziały tatarskie walczące na froncie - w sile kilkuset żołnierzy, pod dowództwem generała Własowa - wraz z pełnym uzbrojeniem dobrowolnie przeszły na stronę niemiecką. Zarówno jeden, jak i drugi sojusznik wykorzystywał ich do najcięższych i najbardziej brutalnych zadań. Niemcy szczególnie często używali ich do zwalczania partyzantki, licząc na ich wrodzone cechy i bezwzględność. Obietnicą, jaką im składano, było utworzenie po zwycięstwie nad Rosjanami samodzielnego państwa tatarskiego.

Własowcy walczyli również w naszych stronach. W 1944 roku, stojąc w okopach na linii frontu w okolicy Wólki Sokołowskiej, zamordowali troje niewinnych ludzi: starego krawca, który stanął w obronie swojej żony, młodzieńca Stanisława Naroga, a także niemieckiego księdza, zabitego na drodze przed Sokołowem. Kapłan ten w czasie wojny odprawiał Msze święte dla Niemców-katolików w kościele w Górnie.

Po zajęciu Sokołowa przez wojska radzieckie własowcy dostali się do niewoli. Wyprowadzono ich do lasu za Kudukami i tam rozstrzelano jako zdrajców - ich fizjonomia zawsze ich zdradzała. Zabitego księdza pochowano w miejscu, w którym zginął, przy drodze. Przez kilkadziesiąt lat, gdy nadchodziło Święto Zmarłych, czyjeś czcigodne ręce kładły na tej mogile wiązanki kwiatów i zapalały znicze.

Kilka lat po wojnie do księdza Mieczysława Lachora, pracującego w parafii w Górnie, napisała matka owego niemieckiego kapłana z zapytaniem, czy wiadomo, gdzie spoczywają zwłoki jej syna. Mogiła ta zniknęła kilka lat temu podczas poszerzania drogi, a odnalezione wówczas kości - jak mówiono - zakopano gdzieś w lesie.

przyg: Bogusław Stępień

Write a comment

Comments: 0

About | Privacy Policy | Sitemap
Copyright © Bogusław Stępień - 08/05/2013