|
Już widać było na niebie łuny,
Choć nie strzelały pioruny,
Bo po raz wtóry wpadł między szyki
I się ukazał Tatarzyn dziki.
Co tam Tatarzy, dumny i rady
Polski lud dzielny.
Tatar tymczasem wlazł do Stobiernej,
Wlazł do Stobiernej - i z tej rubieży
Przyszli do miasta uciekinierzy.
Płacze nad wałem siwa staruszka,
Porwał jej Tatar wnuczkę pastuszka.
Druga kobieta też od łez tonie -
Spalili domy, zabrali konie.
Polak se dalej politykował,
Tatar już zdążał do Sokołowa.
Na miejskiej radzie,
Bez większych swarów,
Postanowiono przyjąć Tatarów.
Przyjąć Tatarów i dać im ziemię,
Bo jest to dzielne tatarskie plemię.
Bez większych swarów, no i bez żalu,
Tatar w tej chwili stał na Zawalu.
Stać na Zawalu - dla nich nie sztuka,
No i już Tatar do miasta puka.
Puka do miasta jeszcze polskiego,
By wejść do miasta małopolskiego.
Był to Sokołów już Małopolski,
Bo Polak uciekł na dalsze wioski.
I przyszedł Tatar, pojąć nie może:
Och, jak tu miło, och, jak tu szczodrze.
Dobrze, że mamy polskiego pana,
Nie powrócimy nigdy do Chana.
I nagnał trzody, koni i wołów -
Tak to wyglądał wtedy Sokołów.
Ci, co zostali, pojąć nie umią:
Nie taki diabeł, jak go malują.
Nikogo nie bił, wszystkich szanował,
Ni i żywności też nie żałował.
I orze ziemię na szerszą miarkę,
I już tatarka, sieje tatarkę.
Już nie pustoszył sąsiednie wioski,
Do Sokołowa dokładał troski.
Niechaj zrozumie ta okolica,
Że tutaj jest już jego stolica.
Więc gospodarzył, jak się należy,
Zaczęli wracać uciekinierzy.
Handel, rolnictwo, przemysł, rzemiosło -
Wszystko nad podziw rosło i rosło.
Żeby umocnić z Lachami zgodę,
Kazał lać na łeb święconą wodę.
Tatarzy przeszli na wiarę nową,
Nie pod przymusem, lecz pod namową.
I od tej chwili
Sto lat nie uszło -
I się spolszczyli.
|
Write a comment