Foto zmiany

Losowy album

Zostań współautorem !

Napisz do nas


Nasze Statystyki Odwiedzin
Hasło - sprawdzam
stat4u

Nawiedzenie MB w Nienadówce  w pamięci mieszkańców


Wspomnienia mieszkańców

Witając Królową Polski
Nawiedzenie Matki Bożej w Nienadówce w dniach 13 - 14 czerwca 1971 r.



Przedstawiam państwu wspomnienia mieszkańców sprzed 50 lat, kiedy to miały miejsce w Nienadówce, wydarzenia, które głęboko zapadły im w pamięci. Wspomnienia zostały zawarte w publikacji przygotowanej przez Elżbietę Motyl i Bartosza Walickiego, do której przedmowę napisał ks. Jerzy Uchman. Publikacja dotyczy Nawiedzenia Symboli N.M.P - 1971, o którym pisaliśmy jakiś czas temu. Z racji sporego zainteresowania pierwszym nakładem publikacji i pytaniami o jej dostępność, uprzejmie informuję, że została zamówiona jej dodatkowa ilość, która jest jeszcze dostępna w filii Biblioteki Gminnej w Nienadówce. Prócz zamieszczonych wspomnień znajdziecie w niej również dużo ciekawych informacji i zdjęć nigdzie indziej nie publikowanych. Taką pozycję powinien mieć u siebie w domu chyba każdy mieszkaniec Nienadówki. Warto sobie przypomnieć tamten czas.

Bogusław Stępień

powiększ zdjęcie powiększ zdjęcie


Wspomnienia sprzed 50 lat
       W roku 1966 kościół w Polsce obchodził tysiąclecie chrztu Polski. Fakt ten stał się powodem doniosłych uroczystości kościelnych. Episkopat z prymasem Stefanem Wyszyńskim zdecydował, aby po głównych uroczystościach w Częstochowie, w klasztorze na Jasnej Górze, kopia cudownego obrazu z tego klasztoru nawiedziła wszystkie parafie w kraju.

       Był to czas walki Kościoła z reżimem komunistycznym. Aby zminimalizować i odwrócić uwagę katolików od spraw obchodów tysiąclecia chrztu Polski, wylansowano hasło „tysiąc szkół na tysiąclecie”. Komuniści i cały aparat władzy starali się umniejszyć i zbagatelizować chrzest Polski. A był on bardzo doniosłym faktem. To przez niego zaczęła się nasza przynależność do kultury zachodniej Europy. Myślę nawet, że bez niego prawdopodobnie nigdy by nie było Polski, ponieważ sąsiednie ludy i narody rozgrabiłyby nasze ziemie. Tym sposobem dostaliśmy się pod ochronny „parasol” papieża i nie wypadało chrześcijanom organizować krucjat i gnębić innych chrześcijan.

       Wkrótce po uroczystościach na Jasnej Górze władza komunistyczna „zaaresztowała” kopię obrazu Madonny Częstochowskiej, a kardynała Stefana Wyszyńskiego trzymano w odosobnieniu w kilku ośrodkach, między innymi w Komańczy”. Wobec takiej sytuacji Episkopat Polski podjął decyzję, aby nie przerywać nawiedzeń w parafiach. Zamiast obrazu parafie miały nawiedzać same ramy.

       Nawiedzenie to miało miejsce w Nienadówce 50 lat temu. Było to w czerwcu 1971 roku. Proboszczem był wówczas ks. Edward Stępek.

       Starano się udekorować odświętnie trasę przejazdu. Do tego celu wito wieńce z gałązek jodły, szyto proporczyki z kolorowych tkanin, które wieszano na sznurkach przywiązanych do palików wbitych w ziemię w pobliżu drogi. Były również kolorowe kwiaty. Wszystko nadawało się do tego celu.

       W oknach domów wystawiano obrazy z Madonną Częstochowską. Puste parcele mieli dekorować właściciele tych działek oraz najbliżsi sąsiedzi.

       To był czerwiec. W tym miesiącu na wsi było dużo pracy. Truskawki dojrzewały, sianokosy zaczęte, bydło głodne i niedojone, kury, kaczki, gęsi, świnie, a tu jeszcze strojenie drogi. Gdy późnym wieczorem zrobiło się ci- cho, wydawało się, że już jest dobrze. Los jednak chciał inaczej. W nocy zerwał się wiatr i przyszła gwałtowna burza.

       Rankiem okazało się, że została zniszczona prawie cała dekoracja. Nie- którzy próbowali to naprawić, lecz nie było na to czasu, bo trzeba było iść do kościoła. Od strony Trzebosi jechało kilku motocyklistów, za nimi kilkunastu „ułanów” na koniach, później dorożka z biskupem Stanisławem Jakielem.

       Cały ten orszak udał się do kościoła, gdzie dostojnych gości przywitał proboszcz oraz zgromadzeni parafianie. Nad drzwiami do kościoła wisiał duży transparent. Było dużo księży i jeszcze więcej wiernych.

       Było gorąco, a modlitwy trwały dość długo. Następnego dnia ramy bez obrazu pojechały zapewne do innej parafii.

       Tyle pozostało w mej pamięci z okazji tej uroczystości.


Nienadówka, 3 marca 2021 r.
Józef Nowak



Był rok 1971.
       Nasza parafia otrzymała wiadomość, że nawiedzi naszą miejscowość Obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Było to jakieś wyróżnienie; żadna pa- rafia z naszego regionu tego jeszcze nie przeżywała. Było to niesłychanie poruszające; gość to niezwykły, niecodzienny - Matka Boża Częstochowska w naszej wsi.

       Dla ścisłości wyjaśnię, że nie był to wizerunek... ale same ramy. Obraz Matki Bożej Częstochowskiej został przez ówczesne władze zatrzymany. Jednak każdy z nas i tak sobie oczyma własnej wyobraźni ten wizerunek zbudował.

       Obraz miał przybyć do naszej parafii od strony Trzebosi. Całą trasę trze- ba było przygotować; wzdłuż drogi stanęły lampiony. Pomysł na nie pod- powiedziała siostra Cecylia, która wówczas pracowała w naszej parafii. Była jeszcze przez wiele lat; uczyła dzieci jako katechetka. Mieszkańcy naszej wsi szybko podjęli inicjatywę i z wielkim zaangażowaniem i entuzjazmem wycinali owe lampiony z bristolu i każdy umieszczał je przed swoją posesją, przy trasie.

       Sam fakt nawiedzenia był ogromnym przeżyciem. Mimo że był to okres nasilonych prac w polu, sianokosy, truskawki i pogoda, która nie służyła, na wszystko znalazł się czas. W ogrodzie naprzeciw plebanii, na tle kościoła mężczyźni zbudowali coś w rodzaju sceny — takie_podium, gdzie zostały eksponowane ramy Obrazu Matki Boskiej. To tutaj również przedstawiciele naszej parafii z poszczególnych stanów witali Matkę Bożą.

       Mój dziadek, Stanisław Motyl jako 84-letni senior sam ułożył sobie tekst powitania i osobiście je wygłosił Sam ten fakt został udokumentowany na fotografiach. Zgromadziło się bardzo dużo mieszkańców i nie tylko, bo przybyli również sąsiedzi naszej miejscowości, np. moje koleżanki z Górna. Każdy chciał zobaczyć z bliska Matkę Bożą.

       Nie bez znaczenia jest też pobożność i wiara naszego ówczesnego proboszcza, ks. Edwarda Stępka. On po każdej niedzielnej sumie, mając wielkie nabożeństwo do Matki Bożej, odmawiał z wiernymi modlitwę św. Bernarda: „Pomnij o najdobrotliwsza Panno Maryjo, że od wieków nie słyszano, aby ktokolwiek, uciekając się do Ciebie...” Jak na początku napisałam, nasza miejscowość została wyróżniona jako pierwsza. A może było to wymodlone przez proboszcza i przez wiernych ?

Nienadówka, 10 marca 2021 r.
Zofia Nawłoka



       Nawiedzenie Matki Bożej w 1971 roku to było dla mnie przeżycie nie do opisania, ja to tak przeżyłam. Z tego, co pamiętam, to nawet konie to odczuwały. Szły w szeregu z podniesioną głową. Brałam udział w tej uroczystości. Jechałam w banderii na koniu. Kiedy prowadziliśmy Symbole w stronę kościoła, ludzie stali przy drodze i klaskali. Wraz ze mną była w banderii moja sąsiadka M. D. Obie byłyśmy ubrane na biało, tzn. białe spodnie i bluzki.

       Do spodni miałam przyszytą długą, wąską kieszeń od kolana do stopy i w tę kieszeń miałam włożony niebieski proporczyk. Sąsiadka nie miała takiej kieszonki i proporczyk trzymała w ręce. Niestety szybko go zgubiła. Kiedy dojechałyśmy w okolice kościoła, poszłam z procesją witać Matkę Bożą.
powiększ zdjęcie


       Konia brat odprowadził do domu. Przeżycie owego Nawiedzenia było przejmujące, nie to, co teraz, gdy wszystkim jest obojętne.

Nienadówka, 12 marca 2021 r.
Maria Prucnal



       W roku 1971 miałam dziesięć lat. Dla mnie było to pierwsze nawiedzenie obrazu Maryi, Królowej Polski. Do tego nawiedzenia przygotowywała się cała parafia. Zapamiętałam, że dekorowaliśmy drogę prowadzącą do Trzebosi kolorowymi lampionami umieszczonymi na drewnianych słupkach i kolorowymi wstążkami. Każda rodzina Dolnej Nienadówki miała ubrać drogę na taką szerokość, jak jej posesja.

       Moja mama albo kuzynka szyły ojcu derkę w kolorze niebieskim, którą potem założył koniowi zamiast siodła, bo miał prowadzić z banderią obraz do parafii. Na pewno w tym czasie byłam ubrana w komunijną sukienkę i pelerynkę. Siostra Cecylia zakupiła pelerynki i poduszki, które nosiły dziewczynki z klasy III i IV.

       Pamiętam, że ołtarz był zrobiony przy kościele od strony południowej, a parafianie gromadzili się na placu przed plebanią; wtedy jeszcze nie było ogrodu.

       Wtedy nawiedzały naszą parafię puste ramy, ponieważ ówczesne władze nie pozwoliły, aby obraz opuścił klasztor. Pamiętam puste ramy, umieszczone wysoko i dużą świecę symbolizującą Maryję, Dokładnie nie pamiętam, co wtedy odczuwałam, bo trochę lat minęło, ale na pewno w tym dniu było to emocjonalne wydarzenie. Już same przygotowania wzbudzały wielkie emocje.

Nienadówka, 18 marca 2021 r.
Bożena Szydełko



Na przodzie banderii, na białych koniach jechały trzy dziewczyny w długich, białych sukniach. Reszta to byli chłopaki w zielonych czapkach 2 takimi lakierowanymi kaszkietkami. Ubrani byli w coś podobnego do wojskowego munduru. Wzdłuż czarnych spodni mieli ponaszywane dwa czerwone paski. Za nimi jechał biskup z ramami obrazu, w takiej czarnej karecie zaprzęganej w czarne konie. Dzieci ubrane były odświętnie, w takie gorsety i mówiły wierszyki. Jakieś pieśni były śpiewane. Cała wieś była po- ubierana w sznurki z trójkątami, najczęściej z bibuły. To było wieszane na takich tyczkach od gościeńca do domu.

Nienadówka, 28 marca 2021 r.
Janina Nowak



Moje wspomnienia z nawiedzenia naszej parafii przez symbole Najświętszej Maryi Panny w czerwcu 1971 r.

W 1971 roku byłem uczniem V klasy tutejszej Szkoły Podstawowej nr 1. Jako nastolatek nie kodowałem sobie wszystkiego z tamtych dni, a teraz by się przydało.

       Przygotowania do uroczystości rozpoczęły się już końcem maja. Proboszczem naszej parafii był lubiany i ceniony ksiądz kanonik Edward Stępek, natomiast katechetką była siostra Cecylia, która również opiekowała się ministrantami. To ona pierwsza wprowadziła alby dla ministrantów.

powiększ zdjęcie

       Nasze siostry służebniczki rozprowadzały wśród mieszkańców szablo- ny lampionów, które należało odrysować i podać dalej. Były to kartony z otworkami, ażurami. Szablon przykładało się do tzw. bristolu i odrysowywało ołówkiem, a następnie otwory wycinało żyletką. Po wycięciu i złożeniu według naznaczonych linii powstawał lampion. Krawędzie styku klejono klejem biurowym z kiosku bądź z mąki i wody. Następnie lampiony były malowane szkolnymi farbkami wodnymi. Były kolorowe: niebieskie, żółte, różowe, a niektóre wyklejane tak zwanymi złotkami, najczęściej po cukierkach. Każdy musiał mieć tyle lampionów, żeby objęły szerokość jego posesji, a nawet więcej, żeby ewentualnie wspomóc ludzi starych czy schorowanych.

       Żeby taki lampion stał, musiał mieć podporę. Wszystkie podpory miały jednakową wysokość, chyba ok. 2 metry. Jedni ciosali paliki sosnowe i usu wali korę ośnikiem, inni wycinali na pile z grubszych desek. Tak wykonane pliki były malowane na niebiesko. Na szczycie palika mocowało się pinezkami lampion, a do lampionu w dniu uroczystym wstawiane były zapalone świeczki. Kompletne lampiony były zakopywane co kilka metrów w grunt tak po jednej, jak i drugiej stronie drogi od kościoła do Trzebosi.

       W uroczystym dniu 13 czerwca 1971 r. w godzinach popołudniowych formowana była kolumna powitalna. Były wystrojone dziewczyny na lśniących koniach, przystrojone furmanki z młodzieżą, tak jak wówczas jeżdżono do ślubów, kolorowe Koła Gospodyń Wiejskich i dużo małolatów na rowerach Kolumna uroczyście dotarła do mostu na Trzebośnicy i tam zostały nam przekazane przez delegację z Trzebosi, symbole Matki Bożej. Wcześniej po Polsce wędrował obraz Matki Bożej Częstochowskiej, ale „polskie” władze aresztowały go (nawet to ich drażniło i osadziły na Jasnej Górze.

       Święte symbole wieziono samochodem. Uroczystości odbywały się na zewnątrz kościoła. Symbole witały różne, tak zwane stany. W imieniu dzieci szkolnych wierszykiem witała Zosia Rzemień, uczennica III klasy oraz ja, uczeń V klasy. Witali przedstawiciele młodzieży żeńskiej i męskiej, przedstawicielka matek, Anna Śliż (Nienadówka Dolna), przedstawiciel ojców, sióstr zakonnych oraz kleru.

       Potem odbyła się uroczysta Msza święta. Odnośnie do przebiegu kościelnego tych uroczystości, to ks. Stępek spisał to precyzyjniej niż utkwiło to w głowie 12-latka. Wszystko przygotowane było dokładnie, z dużym rozmachem jak na tamte czasy. Zakup niebieskiej farby stanowił problem. Parafia nienadowska nigdy wcześniej nie zaznała takich uroczystości. Szkoda, że tak mało przekazów przetrwało.

Nienadówka, 30 marca 2021 r.
Janusz Bełz



       Pani Ela Motyl zachęciła mnie do napisania paru linijek wspomnień. To bardzo odległe czasy, bo pół wieku temu. Niektóre sprawy trudno zapomnieć, zwłaszcza takie, które były ogromnym przeżyciem. Pani Ela Motyl zachęciła mnie do napisania paru linijek wspomnień. To bardzo odległe czasy, bo pół wieku temu. Niektóre sprawy trudno zapomnieć, zwłaszcza takie, które były ogromnym przeżyciem.

       Przez długi okres trwały przygotowania. Zarówno duchowe, jak i materialne. Nawiedzenie było w okresie letnim, w sezonie truskawkowym. Wtedy Nienadówka była potentatem w produkcji truskawki. Dlatego ks. proboszcz p. Edward Stępek, wiedząc, że ludzie w lecie nie będą mieli czasu przygotować wystroju trasy przez całą wioskę, już w zimie rozprowadzał szablony z bristolu. Ludzie sobie podawali i wycinali. Każdy musiał ubrać przed sobą trasę drogi. Trzeba było kołki, wyższe od wysokości człowieka. Na jednym słupku był wycięty i zrobiony lampion, oczywiście pomalowany. To było, gdyby padał deszcz, ale także dekoracje, bo w środku świeczka czy znicz, także od wiatru. Na drugim było „M" symbol imienia Maryi takie ładne. U nas był plac szeroki, a drugi też około 30 metrów, tu, gdzie teraz mieszkamy. Tak że roboty było sporo. I to wszystko przygotowywało się w zimie.

       Sam dzień nawiedzenia to było bardzo wielkie przeżycie. Koło kościoła w ogrodzie było zrobione podium i tam odbyło się przywitanie Matki Bożej w postaci ram. Tak trudno było zrozumieć, dlaczego władze uwięziły obraz, a ram nie. Ja byłam w Częstochowie pociągiem - tylko nie pamiętam czy to było przed, czy po nawiedzeniu - po obraz Matki Bożej, który później chodził po domach. Była delegacja z Nienadówki i widziałam za kratami Matkę Bożą uwięzioną. Pamiętam, jak łzy mi się cisnęły do oczu. Wtedy byłam młoda i na wiele rzeczy patrzyłam inaczej.

       Podczas nawiedzenia Matkę Bożą witały poszczególne stany. To, co pamiętam, to matki reprezentowała Anna Śliż z Nienadówki Dolnej. Dziadek śp. mojego męża, Stanisław Motyl, też witał. Z rodaków księży witał ks. śp. Wojciech Wyskida, mój wujek, brat mojej śp. mamy. Po obraz do granic Stobiernej wyjechali mężczyźni na koniach, pięknie ubranych. Mój mąż Jan jechał na koniu wraz z wujkiem śp. Janem Motylem. Jechały też panienki na biało ubrane. Ja też trenowałam, ale się bałam. Gdy konie spotykały się z obcymi końmi, to parskały kwiczały i tego się obawiałam. W końcu moje marzenia spełzły na niczym.

       W nocy było czuwanie całą noc, ale ja byłam bardzo przemęczona, bo był środek sezonu truskawkowego i drzemałam. Padał też w nocy deszcz i te lampiony i stroje z bibuły szybko zblakły. Gdy obraz odchodził, to ja miałam egzamin na studia do W. Szkoły Rolniczej w Łańcucie (filia z Krakowa), ale nie pojechałam. Tak było ważne nawiedzenie. Chyba sama Matka Boża wybrała za mnie. Widocznie te studia były mi niepotrzebne. Już przez dwa tygodnie jeździłam na taki kurs przygotowawczy. A propos, truskawek też po nawiedzeniu nie było co zbierać. Po deszczu wystąpiła szara pleśń i wszystkie zgniły.

       Dziś po 50 latach tak trudno zrozumieć młodzież i ludzi, którzy kalają wizerunki Matki Najświętszej. Dla nas to największa po Bogu świętość była i jest.

Nienadówka, 30 marca 2021 r.
Jadwiga Prucnal



       W 1971 roku byliśmy już małżeństwem. Postanowiliśmy wziąć udział w banderii z okazji Nawiedzenia Symboli M.B. Nie mieliśmy dwóch koni, tylko jednego. Dlatego mąż jechał na naszym koniu o imieniu Kajtek, a ja na pożyczonym od Szczepana Chorzępy koniu o imieniu Kasztan. Nasz koń był siwy. Mąż prowadził banderię siwych koni. Obok niego jechał Stanisław Pikor i Jan Bełz, który był ułanem i bardzo dobrze jeździł, Nawiedzenie zgromadziło bardzo dużo ludzi. Kościół był pełny. Nabożeństwo było w południe.

Nienadówka, 30 marca 2021 r.
Stanisława i Władysław Bełzowie



       Kiedy dowiedzieliśmy się, że będzie Nawiedzenie Matki Bożej w naszej wsi, zaczęto przygotowania. Ja miałam jechać w banderii. Nie mieliśmy konia, który by się nadawał, dlatego pożyczyłam konia od Krawców. Ćwiczyliśmy przez dwa tygodnie. Konie miały na szyi dębowy wianek i wstążki przy uździe. W dniu Nawiedzenia byłam ubrana na biało, tj. biała koszula, spodnie, a na nogach czarne oficerki pożyczone od Julii Chorzępy. W uroczystościach brało udział bardzo dużo osób. Kiedy Obraz opuszczał naszą wieś odprowadziliśmy Go na Trzeboś, do samego kościoła.

Nienadówka, 31 marca 2021 r.
Anna Kinicka



Wspomnienia z uroczystości „Nawiedzenia Matki Bożej Częstochowskiej” w parafii Św. Bartłomieja w Nienadówce w dniach 13-14 czerwca 1971 r.
       Rok 1971 był szczególnym rokiem dla parafii Św. Bartłomieja w Nienadówce, rokiem, w którym M. Boża Częstochowska miała ją nawiedzić. W tym roku miałem 13 lat i byłem uczniem VII kasy Szkoły Podstawowej nr 1 w Nienadówce. Jak wielu chłopców z tej szkoły należałem do Koła Ministrantów przy w/w parafii. Moją posługę ministranta rozpocząłem wcześnie, bo od klasy I, ucząc się tzw. ministrantury po łacinie i zdając egzamin z jej znajomości przez Ks. Michałem Bednarskim - emerytowanym proboszczem, zamieszkującym i odprawiającym Mszę Św. po łacinie do końca życia na plebanii, a któremu posługiwałem podczas liturgii.

       Przygotowania przed nawiedzeniem dla ministrantów rozpoczęły się regularnymi spotkaniami na kilka miesięcy przed datą nawiedzenia. Podczas spotkań z Ks. proboszczem Edwardem Stępkiem oraz z s. Cecylią Dzierżanką, która głównie odpowiadała za przygotowania nasze do nawiedzenia, także pod względem organizacyjnym, poruszano sprawę powzięcia postanowień, zobowiązań, które należało złożyć Matce Bożej jako dar modlitewny.

       Koło Ministrantów liczyło wówczas około 30 chłopców z dwóch Szkół Podstawowych znajdujących się na terenie parafii. Na uroczystość nawiedzenia, staraniem Ks. proboszcza Edwarda Stępka, przy wsparciu finansowym również Ks. emeryta M. Bednarskiego oraz gospodyni z plebanii Salomei Pele, pani Anna Ożóg, krawcowa z Nienadówki mieszkająca w pobliżu kościoła, wykonała nowe stroje dla ministrantów. Były to nowe peleryny, komże, pół sutanny w kolorze czerwonym. Wszystkie te prace nadzorowała s. Cecylia Dzierżanka. Niestety, często na spotkania z powodu prac polowych, do których zaraz po nauce wędrowali chłopcy (zbiór truskawek, opóźnione sianokosy), wielu nie przychodziło.

       Na ostatnim spotkaniu, w sobotę 12 czerwca, odbyła się ostatnia mała próba, podczas której ostatecznie zostały przypisane funkcje dla ministrantów - wyznaczono ministrantów do asysty podczas liturgii przy osobie ks. Biskupa, który miał przewodniczyć Mszy Św, na specjalnie przygotowanym podium. Moim zadaniem było trzymanie pastorału Ks. Biskupa i podawanie go w stosownym momencie. Otrzymałem na tę okazję specjalnie uszyty i ozdobiony welon, przez który trzymałem pastorał, by nie dotykać go gołymi rękami. Pastorał podawał i odbierał ode mnie Ks. Dr Stanisław Zygarowicz - ojciec duchowny WSD w Przemyślu, który towarzyszył Ks. Biskupowi w delegacji przekazującej świecę i ewangeliarz lub Roman Baran - alumn WSD w Przemyślu, rodak z Nienadówki. Do złożenia hołdu w imieniu ministrantów podczas powitania wyznaczono Leszka Krzanowskiego.

powiększ zdjęcie

       W czasie nawiedzenia Obrazu M. B, Częstochowskiej, a właściwie pustych ram, bo obraz został aresztowany, urzędujący w naszej parafii ks proboszcz Edward Stępek poprosił moją mamusię, Annę Śliż o wygłoszenie przemówienia na powitanie M. B. Moja mama, jako matka wielodzietnej rodziny (10 dzieci), wyraziła zgodę. Powitanie było dość obszerne i potrafiła z pamięci nauczyć się całości. Był to bardzo wielki zaszczyt dla niej, choć obawiała się, że nie zdoła się tego nauczyć, Na te uroczystości była obecna cała nasza rodzina, najmłodsza siostra miała 5 lat.

Nienadówka, 6 kwietnia 2021 r.
Stanisław Jarosz



       W czasie nawiedzenia Obrazu M. B, Częstochowskiej, a właściwie pustych ram, bo obraz został aresztowany, urzędujący w naszej parafii ks proboszcz Edward Stępek poprosił moją mamusię, Annę Śliż o wygłoszenie przemówienia na powitanie M. B. Moja mama, jako matka wielodzietnej rodziny (10 dzieci), wyraziła zgodę. Powitanie było dość obszerne i potrafiła z pamięci nauczyć się całości. Był to bardzo wielki zaszczyt dla niej, choć obawiała się, że nie zdoła się tego nauczyć. Na tej uroczystości była obecna cała nasza rodzina, najmłodsza siostra miała 5 lat.
powiększ zdjęcie

Nienadówka, 6 kwietnia 2021 r.
Czesława Śliż



       Rok 1970. Było to w zimie. Ks. proboszcz Edward Stępek ogłosił, iż w 1971 r., w czerwcu, naszą parafię nawiedzi M. B. Częstochowska. Zaczęły się gorące przygotowania, wycinanie lampionów, przygotowywanie palików do dekoracji drogi wzdłuż wioski w jedną i drugą stronę i do Stobiernej.

       Kiedy zbliżał się czas nawiedzenia, parafianie przygotowali się duchowo poprzez 8-dniowe misje parafialne. Misje prowadzili Ojcowie Redemptoryści. Mimo prac w polu szliśmy wszyscy, kto tylko mógł, na nabożeństwa i nauki rano, a później wieczorem. Nie pamiętam, żeby ktoś w mojej rodzinie opuścił jedną naukę i tak było w każdej rodzinie. Bardzo boleśnie przeżywaliśmy to nawiedzenie, ponieważ obraz M. B. był uwięziony przez ówczesne władze komunistyczne, a były tylko ramy. Jednak czuliśmy obecność Matki Najświętszej, że jest z nami. I chociaż upłynęło tyle lat te uroczystości pamięta się po dziś dzień.

Nienadówka, 6 kwietnia 2021 r.
Genowefa Ożóg



       O tym, że naszą wieś odwiedzi obraz M, B. Częstochowskiej, ksiądz proboszcz Edward Stępek poinformował parafian kilka miesięcy wcześniej Cała wieś przygotowywała się do tej uroczystości. Robiono lampiony, które stały przy drodze. Odprawione były Misje, które nas przygotowały do tego wydarzenia. Gospodarze przygotowywali stroje dla swoich koni, które miały brać udział w banderii. Mój tata, Jan Dziągwa ćwiczył z kolegami jazdę konną. Konie były wystrojone w dębowe wieńce i kolorowe wstążki. Tata ubrany był w białą koszulę, wojskowe spodnie i oficerki. Na głowie miał czapkę, którą uszyła mama. Banderia przyprowadziła Symbole ze Stobiernej. Podczas przywitania byłam ze swoją małą córką w kościele. Było to dla mnie bardzo duże przeżycie duchowe. Niestety, ze względu na dziecko, nie mogłam brać udziału we wszystkich nabożeństwach.
powiększ zdjęcie

Nienadówka, 7 kwietnia 2021 r.
Maria Plizga



Wspomnienie z czerwca 1971 r. z Nawiedzenia obrazu i świecy.
       Wzdłuż całej drogi od Trzebosi do kościoła była droga przybrana szarfami z różnokolorowego materiału i między nimi były powbijane kołki z drewna, a na ich górze były przymocowane kolorowe lampiony. Był to bardzo ładny widok. Było dużo pracy, ale każdy się starał, aby tę drogę ładnie ubrać, No i chodziło się do kościoła z całą rodziną, bo wcześniej były Misje. A w Nienadówce było dużo truskawek i nawet zapamiętałam, że na końcu misjonarz powiedział do ludzi, że musimy iść w pole i zbierać te truskawki, żeby się nie popsuły. Było pięknie - i byliśmy młodzi !

Nienadówka, 8 kwietnia 2021 r.
Maria Bałamut





Nawiedzenie parafii Nienadówka w 1971 r.
       Przygotowania do Nawiedzenia zaczęły się dużo wcześniej pod przewodnictwem ks. Edwarda Stępka. W ostatnim tygodniu nabrały szybkiego tempa. We wspomnieniach używał będę określenia Matka Boska Częstochowska, chociaż do parafii Nienadówka przybyły tylko symbole, gdyż obraz odwiedzający parafie w Polsce został uwięziony na Jasnej Górze przez ówczesne władze. Pisał to będę, jak widziane oczami ówczesnego 19-to latka. Byłem blisko tych wydarzeń, bo nosiłem wraz z kolegami chorągwie biorące udział w uroczystościach kościelnych. Z okazji Nawiedzenia był strojony kościół w środku i na zewnątrz. Na słupach bramy wejściowej na płac kościelny były posadowione dwie duże korony, które trzeba było okleić złotkiem. Ja jako kiepski plastyk, tę pracę wraz z kolegami wykonałem. Cała parafia nienadowska była udekorowana. W centrum bardziej, na obrzeżach mniej. Na wysokości „babińca” na placu plebańskim był zbudowany ołtarz polowy. Oświetlony został najwyższy punkt na wieży kościelnej. Dokonali tego: Krzysztof Kwolek, Jan Ożóg i Jan Serwatka.

       Zajmę się teraz banderią konną. Była również banderia motocyklowa i rowerowa. Ci, którzy przed wojną służyli przy koniach w wojsku, zajmowali się organizacją banderii konnej, która towarzyszyła też w innych uroczystościach kościelnych. Byli to: Leon Nawłoka, Jan Stopa i Antoni Olejarz. Nie mogło zabraknąć banderii w okresie Nawiedzenia Matki Boskiej Częstochowskiej. Było to pospolite ruszenie, w myśl powiedzenia: „Nie ma panny młodej brzydkiej, tak nie ma brzydkiego uładowanego konia". W stajniach pozostały tylko nieliczne konie, które ze względu na wiek lub narowistość nie nadawały się do banderii. Tak było i z jeźdźcami. Były to młode dziewczęta, młodzi chłopcy, jak i dostojni nienadowscy gospodarze. Najmłodszą uczestniczką była moja sąsiadka. Na ułożonym koniu jechała, mając 14 lat.

       Po kilkunastodniowym musztrowaniu nadchodzi 13 czerwca 1971 r. Dzień ponury i zimny. Po uformowaniu szyku udajemy się w stronę południową, główną drogą do granic ze Stobierną w Cisowcu. Przejęty zostaje Obraz Matki Boskiej, który przybywa do nas aż z Przemyśla, usadowiony na bryczce zaprzęgniętej w cztery siwe konie. W uroczystym orszaku przyjeżdżamy w okolice kościoła w Nienadówce. Po powitaniach zostaje przy ołtarzu polowym odprawiona Msza św. Banderia konna swoim zwyczajem ustawia szpaler z koni i jeźdźców od plebanii po małą furtkę przy ogrodzeniu kościelnym. Później czuwanie przenosi się do kościoła. O 24-1ej zostaje odprawiona Msza św, w której biorę udział ja i moi koledzy. Inne Msze św. i czuwanie trwają do rana i później.
powiększ zdjęcie
       Nadchodzi dzień 14 czerwca 1971 r Dzień piękny i słoneczny. We wczesnych godzinach popołudniowych formuje się orszak, który zabiera Matkę Boską Częstochowską na bryczkę i cały orszak udaje się w Nienadówkę Górną. Na drodze tzw. Kaczmarce skręcamy w prawo do Trzebuski, gdyż ta część wsi Trzebuska należała do parafii Nienadówka. W Trzebusce skręcamy w stronę zachodnią, pod sam las, do zabudowań Władysława Słoniny (obecnie Stanisław Cisek) i tam, drogą publiczną, ale nie utwardzoną, kierujemy się na południe. W Nienadówce przecinamy drogę Nienadówka: - Hucisko i kierujemy się w stronę domostwa Tasiorów. Tam orszak skręca w stronę nienadowskiego kościoła. Przecinamy drogę Sokołów - Rzeszów i udajemy się w stronę parafii Trzeboś.

       Na granicy Nienadówka - Trzeboś obraz zostaje przekazany proboszczowi z Trzebosi. Po zaproszeniu przez parafię Trzeboś asystujemy aż do kościoła w Trzebosi. W parafii Trzeboś witała Matkę Boską Częstochowską orkiestra dęta. Nasze konie, rozgrzane pomimo blisko 20 - to kilometrowej trasy, dosłownie tańcują tzn. zwodzą się, rżą, są trudne do opanowania. Miejsce postoju przy kościele w Trzebosi przypada nam aż przy starym cmentarzu (bardzo daleko). Po rozformowaniu banderii niewielkimi grupami wróciliśmy do domów. Słońce chyliło się ku zachodowi. Były jeszcze później organizowane banderie konne, ale w takiej ilości i z takim zaangażowaniem już nie było. A owoce Nawiedzenia niech ocenią czytający.

      Szczęść Boże !

Nienadówka, 8 kwietnia 2021 r.
Stanisław Maziarz



Peregrynacja Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej w Nienadówce.
       Proboszczem parafii był ks. Edward Stępek. Parafia się przygotowała pięknie na tę uroczystość. Droga wzdłuż domów była pięknie ustrojona w wieńce, lampiony, chorągiewki, domy też były ustrojone i wszystkie krzyże i kapliczki przydrożne. Po Obraz ks. proboszcz z banderią wyjechał na granicę Nienadówki i Stobiernej, do Cisowca.

       W pierwszy dzień uroczystość odbyła się w parafii z wielką liczbą wiernych. Wspomnę, że w tych latach uroczystość ta nie podobała się partyjnej grupie, która zapowiadała swoim członkom, żeby nie brali udziału. I był taki przypadek, że tuż przed uroczystością parafianie ubierali przed swoimi domami drogę. Ekipa partyjna, jadąc Nienadówką Górną, spotyka członka partii. Zatrzymali się i mówią do niego: przecież myśmy się umawiali żeby nie brać udziału w tych uroczystościach. A on odpowiada: jak ja jestem u was, to słucham was, a jak jestem u żony, to słucham żony.

       Na drugi dzień uroczystości Ksiądz Biskup z Obrazem na bryczce, z banderią na przodzie, wizytował Nienadówkę Górną aż do lasu, a potem drogą koło lasu do Trzebuski i od lasu do Kaczmarki, bo ta strona należała do parafii Nienadówka. Wierni wychodzili do drogi przed domami, a Ksiądz Biskup ich błogosławił. Następnie Obraz tak uroczyście był odprowadzony do parafii Trzeboś.

Nienadówka, 12 kwietnia 2021 r.
Franciszek Bełz



Wspomnienie Nawiedzenia        Jadąc w Górną Nienadówkę, po prawej stronie przed Janem Biernatem, był jest) most. Przed mostem była przerobiona brama, a na niej napis: „Matko Boża nie opuszczaj nas: Przed Nawiedzeniem Matki Bożej były ogromne emocje, przeżycia, aby godnie przywitać Matkę Bożą. Ile życzliwości, miłości i szacunku jeden do drugiego płynęło z serca każdego ! Anna Ożóg, krawcowa bardzo udzielała się,szyjąc sukieneczki dzieciom ochronkowym i komunijnym. Przygotowywano dekoracje do kościoła. Starsi, schorowani ludzie, co nie mogli brać udziału w przygotowaniach, modlili się i tęsknie zazdrościli, że nie mogą być pomocni w przygotowaniach. Nawet zwierzęta, widząc zdenerwowanie i emocje gospodarzy, z przymrużeniem oka patrzyły.

Nienadówka, 13 kwietnia 2021 r.
Zofia Ożóg



       W czasie Nawiedzenia miałam 17 at. Chodziłam do kościoła pomagać s. Cecylii robić dekoracje. Z tych dekoracji to pamiętam dwa duże czerwone serca. W jedno było wbitych siedem mieczy, w drugim siedem białych lilii. Mój tata jechał w banderii (koń nazywał się Baśka). Co wieczór tata jeździł ćwiczyć jazdę na koniu. Ubranie szył mu jego kuzyn, Jan Maziarz. Konie wystrojone były w dębowe wieńce na szyi. Przy drogach stały lampiony. Każdy robił sam te lampiony, wzory dawała nam s. Cecylia. W środku były wstawiane świeczki. Ogromna liczba ludzi brała udział w tych uroczystościach. Nad ołtarzem w kościele wisiały puste ramy, w nich czerwone goździki. W nocy o 24:00 była odprawiona Msza św. Matkę Bożą witały i żegnały rodziny wielodzietne. Pierwszego dnia Nawiedzenia było bardzo zimno, a drugiego była piękna pogoda. Księży i sióstr zakonnych przybyło ma tę uroczystość bardzo dużo.

Nienadówka, 13 kwietnia 2021 r.
Genowefa Cisek

Comments: 0

About | Privacy Policy | Sitemap
Copyright © Bogusław Stępień - 08/05/2013