Osobowość Roku - 2022

Nienadówka 1980 - wystawa

Foto zmiany

Losowy album


Nasze Statystyki Odwiedzin
Hasło - sprawdzam

Mord w Nienadówce


Ruskie przyszły

Święconka dla schizmatyków - uchodźców znad Donu w naszym kościele

  • 15 kwietnia, po południu, pod eskortą niemiecką do Nienadówki Dolnej przyjechało kilkadziesiąt wozów z rodzinami uchodźców. Zakwaterowano ich w dolnej części wsi.
Około godziny szóstej wieczorem przyszło do mnie dwóch mężczyzn z prośbą o poświęcenie „Paschy”. Porozmawiałem z nimi - byli bardzo uprzejmi. Poprosiłem, by przyszli z darami wielkanocnymi do kościoła. Przyszło kilkadziesiąt osób - mężczyzn i kobiet. Organista zagrał na organach i odśpiewał pieśń wielkanocną, a ks. proboszcz, pobłogosławiwszy dary, złożył zebranym życzenia: „Wesołego Alleluja”. Prawie wszyscy płakali i dziękowali za poświęcenie „Paschy”. Następnego dnia wyjechali z Nienadówki.
  • 26 lipca 1944 r. do Nienadówki wkroczyły oddziały sowieckie.

Tak wyglądały pierwsze spotkania mieszkańców wsi z Rosjanami – wydarzenia te zanotował ks. Michał Bednarski w kronice. parafialnej. Były jednak również inne, trudniejsze epizody, które przypominamy w kolejnych artykułach.

Kim byli „schizmatycy” – uchodźcy znad Donu – możemy dziś tylko przypuszczać. Konwojowani przez Niemców, nie byli jeńcami. Najprawdopodobniej byli to ewakuowani członkowie rodzin żołnierzy i oficerów formacji takich jak SS Galizien czy ROA gen. Własowa - armii utworzonych z byłych radzieckich żołnierzy walczących u boku Wehrmachtu.


Morderstwo jeńca - dramat w Nienadówce

Poniżej przedstawiam historię żołnierza - jeńca NKWD - zamordowanego w Nienadówce w sposób bestialski. Musiały minąć dziesięciolecia, zanim ta opowieść ujrzała światło dzienne. Opowiedział ją człowiek, który w chwili wydarzeń miał kilkanaście lat i był ich bezpośrednim świadkiem. Z uwagi na jego prośbę, nazwisko pozostaje anonimowe.

Z relacji wynika, że historia wydarzyła się pod koniec 1944 lub na początku 1945 roku. Sowieci byli już w Nienadówce i Trzebusce od sierpnia 1944 roku - front zatrzymał się. Kim byli jeńcy? Mogli to być dezerterzy z Armii Czerwonej, niedobitki niemieckich jednostek, członkowie UPA, a nawet żołnierze polskiego podziemia z Kresów Wschodnich. Wszyscy oni mogli trafiać do obozu NKWD, znajdującego się w lesie między Turzą a Trzebuską.

Naoczni świadkowie wspominali:

„Pełno tu było nie tylko radzieckich żołnierzy różnych narodowości - Ukraińców, Białorusinów, Litwinów, Łotyszy, Rosjan, a nawet Gruzinów i Azerów. Ich jedyną winą często był odruch paniki na froncie, dezercja albo błąd taktyczny. Sporo było też Polaków - głównie żołnierzy Armii Krajowej.”

Egzekucja

Po wyzwoleniu Polski centralnej, zimowym wieczorem, oddział sowieckich żołnierzy prowadził przez Nienadówkę - od strony Trzebosi - grupę około 200 jeńców, zarówno w niemieckich, jak i rosyjskich mundurach. Po dotarciu do centrum wsi ulokowano ich w budynku mleczarni i częściowo w starej szkole.

Następnego ranka kilku rosyjskich żołnierzy przeprowadzało przez podwórko Honoraty Walickiej trzech jeńców ubranych jedynie w bieliznę. Skazani szli na egzekucję. Prowadzono ich do niewielkiego lasku położonego na południe od zabudowań.

Jeden z konwojujących strzelił do jeńca – trafił go w ramię. Ranny próbował uciekać. Sowiecki żołnierz chciał strzelić ponownie, ale broń się zacięła. Dogonił więc rannego i zaczął go bić kolbą karabinu po głowie, aż przestał się ruszać.

Dwóm pozostałym jeńcom tymczasowo darowano życie - oprawcy nie mieli czym wykonać wyroku, więc zabrano ich z powrotem do mleczarni. Tego samego dnia, około godziny 11, pozostali jeńcy zostali poprowadzeni w kierunku Trzebuski. Według świadków, wszyscy zostali zamordowani w lesie turzańskim.

Ranny jeniec

Wróćmy do zatłuczonego jeńca. Około pół godziny po odejściu oprawców, ciężko ranny, ociekający krwią, zaczął dobijać się do drzwi domu Ożoga - bezskutecznie. Następnie udał się do domu grabarza Chmiela - również nie otworzono. Dopiero w domu Wawrzyńca Wosia drzwi nie były zamknięte. Ranny wszedł do środka, jęcząc z bólu.

Zbiegli się sąsiedzi, zastanawiając się, co robić. Ostatecznie uznano, że ranny i tak nie ma szans na przeżycie, i zdecydowano zgłosić sprawę „Ruskim”. Po chwili zjawił się sowiecki żołnierz. Wyprowadził jeńca na pole i tam go zastrzelił.

Wojciech Krzanowski i Wojciech Ożóg zbili z desek trumnę, złożyli w niej ciało zabitego i wraz z grabarzem Chmielem pochowali go na miejscowym cmentarzu - „na wale”.


Wyjaśnienia lokalne:

  • „Mleczarnia” – budynek w centrum wsi; dziś mieści się tam m.in. bank, biblioteka i PUB „Piwnica”.
  • „Stara szkoła” – budynek naprzeciwko kościoła (dziś już nieistniejący).
  • „Na wale” – miejsce pochówku samobójców, przy samym ogrodzeniu cmentarza.

Milczenie czy pamięć?

Wielu uzna, że takie historie powinny zostać przemilczane - odejść wraz z pokoleniem, którego dotyczą. Dla niektórych może być szokujące, że ówcześni mieszkańcy nie udzielili pomocy rannemu. Trudno dziś oceniać ich zachowanie. Może zwyczajnie się bali? NKWD siało postrach – „Ruskimi” straszono ludzi od zawsze.

W tej opowieści jest jeszcze jeden ważny szczegół - wszystkich jeńców poprowadzono w stronę Trzebuski. Czy miejsce dziś nazywane „Małym Katyniem” jest ich miejscem kaźni i pochówku? Czy w turzańskim lesie, zostali naprawdę pogrzebani ci którzy zimowym wieczorem 1944 roku, zatrzymali się na chwilę w Nienadówce


przyg. Bogusław Stępień

Write a comment

Comments: 0

About | Privacy Policy | Sitemap | Withdraw contract
Copyright © Bogusław Stępień - 08/05/2013