Osobowość Roku - 2022

Nienadówka 1980 - wystawa

Foto zmiany

Losowy album


Nasze Statystyki Odwiedzin
Hasło - sprawdzam

Maria Szybisty (1915-2014)



pielęgniarka z wrocławskiego szpitala

Wojciech Ciupak



Siostra Maria

      Jeden z ostatnich rozdziałów chciałbym poświęcić osobie, która nie nosiła nazwiska Ciupak. Wyjątkowość tej postaci sprawiła jednak, że postanowiłem o niej napisać. To Maria Szybisty, szwagierka mojego dziadka Józefa Ciupaka, czyli siostra jego żony Heleny. W naszej rodzinie mówiliśmy o niej po prostu — „Ciocia z Wrocławia”. Wielu mieszkańców Nienadówki pamięta ją bardzo dobrze do dzisiaj. Poświęciła swoje długie - bo prawie stuletnie — życie, by pomagać innym. Niech ten rozdział będzie moją skromną cegiełką, która przyczyni się do upamiętnienia tej niezwykle skromnej, a zarazem wielkiej postaci.

      Zacznę od przytoczenia fragmentu jej jakże skromnego, własnoręcznie napisanego życiorysu, który musiała przedstawić, przystępując do egzaminu pielęgniarskiego. Dotyczy on okresu przed przybyciem do Wrocławia:

Urodziłam się dn. 28. III. 1915 r. w Nienadówce pow. Kolbuszowa. Ojciec mój Jakub i matka Zofia z Pikorów byli rolnikami. Po ukończonej Szkole Podstawowej i Szkole Rolniczej w Bachowicach wyjechałam do mojej cioci w miejscowości Królik Polski powiat Rymanów, gdzie przez okres kilkunastu lat pomagałam jej w gospodarstwie rolnym. Lecz mimo, że swoją pracę kochałam, to jeszcze bardziej pociągała mnie praca wśród chorych. W 1947 wyjechałam do Wrocławia...

I właśnie decyzja o wyjeździe do Wrocławia okazała się być przełomem w jej życiu. Chcąc opisać dalsze losy Marii, po wyjeździe z Królika, przytoczę w całości artykuł, który ukazał się w poł. lat 80. XX w. w jednym z wrocławskich dzienników. Najbardziej poczytna wrocławska gazeta codzienna, czyli „Gazeta Robotnicza” — coś na wzór rzeszowskich „Nowin” - poświęciła naszej bohaterce całą stronicę. Tekst Wiktora Karena jest niezwykle wymowny i moim zdaniem w pełni oddaje wielkość tej bardzo skromnej postaci. Za zgodą Redaktora Naczelnego jej kontynuatora i spadkobiercy - „Gazety Wrocławskiej” zamieszczam go w całości.


SIOSTRA MARIA
Red. Wiktor Karen


Monotonny stukot kół pociągu usypiał jak najlepsza kołysanka. Rozpaczliwie walczyła ze snem. Jednak czwarty dzień podróży w bydlęcym wagonie robił swoje. Organizm zachłannie domagał się snu. Skapitulowała. Kierowana resztkami świadomości zdążyła jeszcze skromny węzełek z całym swoim dobytkiem wsunąć pod siebie. Bała się stracić te resztki, które jej zostały.

      Siostrę Marię Szybistę nietrudno odnaleźć w szpitalu wojewódzkim we Wrocławiu przy pl. 1 Maja 93. Wystarczy o nią zapytać pierwszego napotkanego pracownika. Bez chwili zastanowienia kieruje w stronę oddziału chirurgicznego. Znają ją wszyscy. Jest tu symbolem trwania, chodzącą historią szpitala. Już tylko jedną z kilku, które w 1947 r. stawiały ten szpital na nogi.

Maria Szybisty z bratem Józefem
RYMANÓW lata 30. XXw.

      Z nerwowego snu, przerywanego chrapaniem i poszturchiwaniem współtowarzyszy podróży wyrwał ją łoskot uderzających o siebie wagonów. Pociąg z ostrym zgrzytem kół hamował na stacji. Była na miejscu. Zeskakując z wysokiego stopnia wagonu nie wiedziała jeszcze, że jest to jej pierwszy krok w nowe życie. W życie, którego jedynym celem będzie niesienie pomocy innym. Wtedy nie słyszała jeszcze o Florencji Nightingale ale psychicznie była i pozostała do dziś ogromnie do niej podobna94.

To potworne morze ruin, które do dziś pamięta, przerażało swoim ogromem95. Przez całą drogę prawie biegła wśród kilkumetrowych wałów gruzu. Robiło się ciemno, a ona chciała zdążyć pod wskazany adres. W pewnym momencie nie zauważyła wystającego z gruzów drutu. Przecierając zdarte do krwi kolana przez chwilę poczuła żal do znajomej zakonnicy, która namówiła ją do przyjazdu do tego wymarłego miasta. Trwało to jednak krótko jak błysk błyskawicy. Uwagę
jej przyciągnął niecodzienny w tej scenerii widok. Na wyszczerbionym murze siedział okrakiem mały pluszowy niedźwiadek. Był taki samotny, że potrzebował pomocy i samotny wśród tych zgliszczy jak ona. Wydrapała się na rumowisko i zdjęła go. Poczuła się raźniej. Nie była już sama. Gdy wchodziła na teren szpitala, było już bardzo ciemno.

      Pierwsze dni przypominały pracę katorżniczą. Zrujnowane budynki, sale, na których leżeli chorzy, z dziurami na wylot w ścianach, okna zatkane prowizorycznie dyktą. Brakowało wszystkiego. Lekarstw, opatrunków, narzędzi, łóżek. Nie brakowało tylko jednego - pacjentów. Tych
__________________
   93 wojewódzki Szpital im. Józefa Babińskiego we Wrocławiu (przed II wojną światową Allerheiligen Hospital — Szpital Wszystkich Świętych) - najstarszy wrocławski szpital miejski. Założony w 1526 r. Położony nad Odrą w samym centrum miasta. Jego oddziały przeniesiono w 2007 roku do innych placówek, a budynki w 2014 r. sprzedano developerowi.
   94 Florence Nightingale (ur. 12 maja 1820 we Florencji, zm. 13 sierpnia 1910 w Londynie) - angielska pielęgniarka, statystyk, działaczka społeczna i publicystka. Była zwana „Damą z lampą” (ang. The Lady with the Lamp). Jest uważana za twórczynię nowoczesnego pielęgniarstwa.
   95 Wrocław należał do najbardziej zniszczonych miast podczas II wojny światowej. Niemcy zamienili go w twierdzę „Fastung Breslau” i zaciekle bronili. Od 13 lutego do 6 maja 1945 r. wojska radzieckie oblegały miasto, Ostrzał artyleryjski, bombardowania i kilka szturmów spowodowało ogromne zniszczenie. Niektóre dzielnice faktycznie przypominały „morze gruzów”.

__________________

Od lewej: Katarzyna Pikor z kolegą
- ciotka Marii Szybisty. Zofia Szybisty
z domu Pikor - z mężem Jakubem, przyszli rodzice Marii Szybisty
KROSNO pocz. XXw.

Siedzą Jakub i Zofia Szybisty
stoją ich córki:
Stefania, Maria, Helena
NIENADÓWKA koniec lat 30. XXw.



Katarzyna Pikor, ciotka Marii Szybisty
STANISŁAWÓW koniec lat 30. XXw.


Świadectwo ukończenia piątej klasy
Szkoły Podstawowej w Nienadówce, rok szkolny 1927/28
Duplikat wydany w 1936r.

Świadectwo ukończenia
Ludowej Żeńskiej Szkoły Rolniczej
w Bachowicach pow. Oświęcim - 1931



Dyplomy i odznaczenia przyznane Marii Szybistej
za ofiarną pracę w służbie zdrowia.


Tych było mnóstwo. Ofiary bandyckich napaści, ranni od wybuchów niewypałów. Praca non-stop przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, nie była wtedy literacką przenośnią.

      Zaczynała jako salowa. Czekając na etat przez dłuższy czas pracowała jedynie za skromne wyżywienie ze stołówki szpitalnej. Była jednak zadowolona. Miała już dwie rzeczy, o których marzyła. Mogła pomagać chorym, dostała też pokoik na terenie szpitala.

      Lśniący czystością gabinet endoskopii, w którym siedzimy z panią Marią, przypomina laboratorium instytutu elektronicznego. Tkwiąc w tej dzisiejszej rzeczywistości próbuję wyobrazić sobie prowizorkę tamtych lat, gdy wszystkiego było za mało. Gdy cały personel musiał wynagradzać pacjentom życzliwością

Świadectwo ukończenia kursu PCK
na pielęgniarkę z 1949r.

i prawie matczyną troskliwością.

      - Może to zabrzmi trochę jak banał, ale naprawdę się cieszę, że mogłam dożyć czasów, w których mój szpital tak wspaniale się rozwinął. Proszę się nie dziwić, że powiedziałam „mój szpital”. Tak jest w istocie. Całe życie poświęciłam wyłącznie jemu. I tak będzie do końca.

      Przez rok pracowała jako salowa. Pragnęła jednak jeszcze bardziej pomagać pacjentom. W 1948 roku Liga Kobiet we Wrocławiu zorganizowała roczny kurs dla pielęgniarek. Rozpoczęło się 12 miesięcy ciężkiej harówki. Obowiązki w szpitalu i popołudniowe zajęcia na kursie. Nie poddała się. Musiała wytrwać. Robiła to dla chorych i szpitala, któremu brakowało wykwalifikowanego personelu. Świadectwo ukończenia kursu otrzymała z wyróżnieniem. Datę 23 IV 1949 roku pamięta do dziś. Było to dla niej wielkie przeżycie. Tego dnia została przeniesiona z oddziału chirurgicznego na sale operacyjną chirurgiczno-ortopedyczną. Tu ponownie wpadła w wir morderczej pracy. Niemieckie pielęgniarki wyjechały, a polski personel liczył zaledwie kilka osób. W krótkim czasie musiała się nauczyć pracy przy stole operacyjnym jako instrumentariuszka i fachowiec od narkozy. Do dziś z uśmiechem wspomina tamte czasy.

      - Narkozę podawałam pacjentowi podczas operacji bardzo prymitywnie. Na maseczkę z gazy leżącej na twarzy chorego trzeba było nakapać odpowiednią ilość eteru. Nie było przyrządów elektronicznych ani innych takich dzisiejszych cudów techniki. Ilość eteru zawsze podawałam na oko, na wyczucie. I proszę sobie wyobrazić, że żaden z pacjentów, którego usypiałam, nigdy nie miał komplikacji po narkozie. Tak, to były inne czasy. Teraz gdy widzę przygotowania do operacji - dokładne mycie całego zespołu, wcześniejszą sterylizację sali, prawie że wygotowywanie pacjenta przed zabiegiem przypominam sobie warunki w jakich tamte operacje były przeprowadzane. Dziurawe ściany sali operacyjnej, brak szyb w oknach, sypiący się tynk z sufitu. Warunki polowe, a nie pamiętam, aby jakiś pacjent zapadł w szok pooperacyjny.

      Bardzo dużo ciepłych słów o pani Marii usłyszałem od ordynatora oddziału chirurgicznego, dr. Jerzego Szybejko.

      - Siostra Maria należy do tych oddanych ludzi, o których się mówi, że niedługo w ogóle znikną z powierzchni ziemi. Od pierwszych chwil gdy ją poznałem, byłem pełen podziwu dla jej oddania sprawom szpitala. W niej jest coś ze średniowiecznej zakonnicy, która całe życie poświęciła dla dobra innych ludzi. Gdy była jeszcze na pełnym etacie, zawsze widziałem ją przy pracy. Przychodziłem na oddział o szóstej rano, siostra Maria już była. Wychodziłem z pracy, da- lej krzątała się wśród chorych, wpadałem czasem na nocną wizytę, znów ją spotykałem. Ciągle znajdowała robotę, którą trzeba i to dziś jeszcze wykonać. Takiego pracownika jak siostra Maria chciałby mieć każdy ordynator. Jest wspaniałym przykładem dla młodych.

Siostra Maria w środku.
WROCŁAW przeł. lat 40/50 XXw.

Siostra Maria.
WROCŁAW lata 70/80 XXw.


Herbata stygła w szklankach, a ja z ciekawością słuchałem historii z tamtych lat.
      - W wolniejszych od pracy chwilach penetrowaliśmy z siostrą oddziałową zalane wodą piwnice i zakamarki zrujnowanego szpitala, szukając instrumentów i narzędzi do operacji. Naturalnie elektryczności nie było i musiałyśmy chodzić po piwnicach ze świeczkami. Bałyśmy się strasznie. Nie tylko szczurów, których było dużo, ale i niebezpiecznych ludzi, którzy wszędzie się ukrywali. Niezbyt przyjemne było deptać co pewien czas po trupach w zalanych wodą piwnicach.

      Najgorsze warunki pracy były zimą. Brakowało węgla. Proszę sobie wyobrazić, że w czasie operacji paliliśmy denaturat w miseczkach, aby choć trochę podnieść temperaturę przy stole operacyjnym.

      W 1952 roku pani Maria po zdaniu państwowego egzaminu otrzymała tytuł pielęgniarki dyplomowanej. W tym okresie oddział ortopedyczny miał duże trudności z limitami na gorsety rehabilitacyjne. Siostra Maria w swoim maleńkim pokoju założyła wówczas warsztat, w którym samodzielnie wykonywała gorsety kleinowe. Robiła je, jak to się dziś ładnie mówi, w czynie społecznym, bo nikt nie pomyślał nawet, żeby jej za to zapłacić. Ona sama nigdy się o pieniądze nie upominała. Uważała, że wystarczy jej wdzięczność, jaką darzyli ją chorzy.

      Siostra Maria od gorsetów - tak ją nazywali. Nikt nawet nie znał jej nazwiska...

      Ze wspomnień wyrwało nas wejście lekarza. Prosił panią Marię o pomoc w podjęciu decyzji. Chłopiec po przebytym zabiegu ortopedycznym musiał przez jakiś czas leżeć w łóżku z nogą na wyciągu. Trzeba było zadecydować ilu kilogramowy ciężarek ma naciągać nóżkę. Po konsultacji lekarz wyszedł ze mną na korytarz.

      - Niech się pan nie dziwi, że proszę pielęgniarkę o poradę. Siostra Maria ma ogromne doświadczenie...

      W 1966 roku pani Marii przybyły nowe obowiązki.

Maria Szybisty lata 60. XXw.

Została pielęgniarką oddziałową Sali operacyjnej - chirurgicznej i ortopedycznej. Lekarze mówią o niej z wielkim szacunkiem. Nigdy nie przeszła obojętnie koło ludzkiego cierpienia, nie bała się żadnej roboty. Będąc oddziałową potrafiła po pracy myć okna, podłogi, wybierać wodę z zalanych piwnic, podawać pacjentom baseny. Szanują ją za to i traktują jak wspaniałego towarzysza pracy.
      Dr. Jan Bocianowski: - ciągle podziwiam siostrę Marię. Jest to wspaniała kobieta. Ni- gdy nie dba o własne interesy. Dla niej najważniejszą rzeczą był zawsze szpital i leżący tu ludzie. To dla nich poświęciła całe - i to dosłownie - życie. Zawsze była na posterunku. To bardzo dobrze, że chce pan o niej napisać. Będzie to chyba jedna z nielicznych nagród, jakie do tej pory otrzymała.

      Trzydzieści trzy lata sumiennej pracy. Dziś pani Maria Szybista jest na emeryturze. Nie skorzystała z prawa do zasłużonego odpoczynku. Nie potrafiła zostawić swojego szpitala. Dalej pracuje z tym tylko, że już na pół etatu. I wciąż jest potrzebna i niezastąpiona.

Maria Szybisty lata 60. XXw.

      - Siostro Mario - młoda lekarka zaczepia nas na korytarzu - nie ma gdzieś siostra nożyczek?

           Koniec
           (przypisy - W. Ciupak)



Maria Szybisty pracowała we wrocławskim szpitalu na pół etatu jeszcze do połowy lat 90. XX w. Kiedy odwiedziłem ją z żoną we Wrocławiu w 2006 roku, mając dziewięćdziesiąt jeden lat, pełna wigoru oprowadzała nas po jakże pięknym Wrocławiu. Wspominała wtedy jak wyglądał Wrocław, kiedy przed ponad sześćdziesięcioma laty tu przyjechała. To była jedna wielka kupa gruzu, a dziś piękna europejska metropolia - podkreślała ze wzruszeniem. Niesamowite jak zmieniło się to miasto!

Nie zapomniała też o swoim ukochanym szpitalu, gdzie do końca swych dni - jako osoba głęboko wierząca - opiekowała się przyszpitalną kaplicą. Dziś szpitala już nie ma. Większość oddziałów przeniesiono jeszcze w 2007 roku, a w 2014 został ostatecznie zlikwidowany. Zabytkowe budynki w centrum miasta sprzedano... developerowi. W byłych pomieszczeniach szpitala powstały apartamenty i galeria handlowa (sic!). Znak czasów!

Jest coś symbolicznego w fakcie, że odeszła wraz ze swoim ukochanym szpitalem. 7 maja 2014 roku, przeżywszy 99 lat - na wezwanie Pana - stawiła się w „Niebiańskim Szpitalu” na swój ostatni ostry dyżur. Tym razem wieczny. Jej doczesne szczątki spoczęły w grobie rodziców na nienadowskim cmentarzu.

powiększ zdjęcie powiększ zdjęcie


** ** **

Powyższy materiał pochodzi z książki:
Ród Ciupaków
z Trzebuski, Parafii Nienadówki.


przyg. Bogusław Stępień

Comments: 0

About | Privacy Policy | Sitemap | Withdraw contract
Copyright © Bogusław Stępień - 08/05/2013