Życie osadników nie było łatwe - zaczynali od karczowania lasu, budowali lepianki, potem domy kryte słomą. Za panowania Austro-Węgier mieli pełne prawa obywatelskie i
byli szanowani. Byli pracowici i zaradni, co odróżniało ich od lokalnej ludności.
Z czasem zaczęło się to jednak zmieniać, pierwsze próby próby polskich osadników powrotu do Galicji miały miejsce już ok. 1910 roku. Donosiła o tym prasa, 12 sierpnia
1911 roku w krakowskich Nowościach Ilustrowanych ukazał się ciekawy artykuł na ten temat pt. "Z życia Polaków w Bośni".
Po 1918 roku Bośnia znalazła się w granicach Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców, a warunki życia pogorszyły się. W latach 20. wielu osadników wyjechało do
Brazylii, Kanady i Francji. Z całą pewnością zastanawiali się i Kołodzieje, co dalej, póki co trwali jednak na bośniackiej ziemi.
Podczas II wojny światowej wydarzenia przybrały tragiczny obrót. Czetnicy i serbskie bandy napadały na polskie wsie, paląc i mordując. Cytat z opracowania Grabasznica:
(..) Kiedy wybuchła wojna, grabašnickim gospodarzom, jak wielu innym w Bośni, zabrano najpierw konie, a potem, co jakiś czas wyciągano im bydło i świnie. Wyciągali wszyscy i
czetnicy, i ustasze, i partyzanci chociaż ci ostatni wielokrotnie za pozwoleniem mieszkańców. Kto chciał przychodził i w ogóle nie pytał, wybierał i kazał pędzić do Rakovca,
Świniar, czy innego punktu zbornego. Grabašnica była niemal całkiem pozbawiona mężczyzn. Jednych zabrano siłą na wojnę do domobranów, inni uciekli do partyzantki, a ci, którzy tu
jeszcze przebywali, byli albo za mali, albo za starzy. Tak, że kobiety w większości były zdane same na siebie. Za dnia zabierały dzieci i bydło, i kryły się w kukurydzy, czy w
zaroślach, byle nie stać się ofiarą rozbestwionych żołdaków. Nachodzące wieś różnego kalibru oddziały, rzadko kiedy zachowywały się po ludzku. Bywało okradali, bili, gwałcili, a
czasem odchodząc zabijali. (..)
|