Foto zmiany

Losowy album

Zostań współautorem !

Napisz do nas


Nasze Statystyki Odwiedzin
Hasło - sprawdzam
stat4u

Zofia Słonina


zwykła kobieta z Kalwarii

Wspomnienie o Zofii Słonina z Nienadówki - jedynej kobiecie, o której wiemy, że była na tzw robotach w Danii na początku wieku XX.



powiększ zdjęcie
Zofia urodziła się 7 lipca 1897 roku jako szóste z dziewięciorga dzieci Marii Śliż z Nienadówki i Jakuba Słoniny z Trzebuski. Rodzina Słoninów mieszkała w Nienadówce w części zwanej Kalwaria, pod nr. domu 461. Pamiątek i historii związanej z Zofią Słonina pozostało niewiele, najstarsza z nich to ten obrazek obok, pamiątka po jej I komunii św., którą przyjęła 14 maja 1908 roku, mając 11 lat. Ten przechowywany pieczołowicie przez nią, a później wśród pamiątek, przez rodzinę, podniszczony już trochę, liczy dziś dziś sobie 114 lat. powiększ zdjęcie
Z przekazów rodzinnych wiem, że jako młoda dziewczyna w latach 20 tych XX w., dwukrotnie wyjeżdżała do prac polowych w Danii. Wyjazdy kobietom do prac zarobkowych w Danii organizował ksiądz być może też z Nienadowki, jednak nie jest to pewna informacja. Zofia Słonina pracowała na duńskiej wyspie Lolland, przebywały w okolicy miasteczka Nakskov, gdzie poniższe zdjęcia zostały wykonane.
powiększ zdjęcie powiększ zdjęcie
Kierunek duńskiej emigracji zarobkowej był w Nienadówce bardzo popularny wyjeżdzało tam sporo kobiet ze wsi, miały tam bardzo dobrą opinię jako pracowite i sumienne. Gdzieś zapisano że kobiety z innych wsi, podawały się - przy zatrudnieniu - jako mieszkanki Nienadówki, w oczach zatrudniających je, dawało to zdecydowanie większe szanse.

W rodzinnych przekazach zachowały się trzy wspomnienia o jej pobycie na duńskich polach. Jednym z nich jest opisana przygoda w drodze powrotnej z Danii do Nienadówki. Powracając Zofia Słonina, jak pewno każda z podróżujących robotnic, na plecach dźwigała duży kosz podróżny z rzeczami osobistymi, jedzeniem, czy sprawunkami porobionymi w wielkim świecie. Część drogi powrotnej odbywała się statkiem, wsiadając na "szip" jak opowiadała źle odmierzyła odległości i zawisła w powietrzu pomiędzy trapem a pokładem. Ratunkiem przed zimną morską kąpielą okazał się własnie pokaźny kosz podróżny na plecach, to na nim zawiesiła szczęśliwie, a przy pomocy innych towarzyszy podróży wciągnięto ją na pokład. Zofia Słonina opowiadała też, że w drodze powrotnej do domu, na ojcowiznę, nie które kobiety wyrzucały dobre, często niedawno kupionego obuwia za burtę płynącego statku. Kobiety, które w Danii za ciężko zarobione pieniądze, kupowały sobie buty, by tam w nich chodzić, bały się reakcji bliskich, znajomych ze wsi. Przede wszystkim pokutowało tu myślenie, co
"mamusia powiedzą", jak przyjedzie w takich porządnych butach. Trudno to dziś zrozumieć, ale może wynikało to z obawy, że zostaną posądzone o rozrzutność, że straciły ciężko zarobione pieniądze ? Była też obawa, że zostaną wzięte na "języki" przez zawistnych, ze wsi, "co niby one tam robiły, że stać ich na takie zbytki..". W końcu na polskiej wsi w tamtych czasach najczęściej to się boso chodziło, a każdy grosz na morgi przeznaczało. Zofia Słonina nigdy nie skarżyła się nikomu na warunki pracy, ani na pracę, którą tam wykonywała, a była to praca ciężka. Pracujące tam Polki nazywano „Polkami od buraków cukrowych”. W roku 1940 w Sakskøbing na Lollandii postawiono im pomnik Buraczanki, upamiętniający ich ciężką pracę.

powiększ zdjęcie

W latach 70 tych, kiedy na nienadowskich polach pojawiły się pierwsze snopowiązałki, wywolywaly one, zachwyt, podziw i sensację. Ludzie opowiadali sobie jakie to sprytne maszyny, były one pilnie obserwowane przy pracach na polu, jak nie u siebie to choćby u sąsiadów. Zofia Słonina nigdy nie okazywała podobnego zainteresowania, ani emocji nimi, jak inni ze wsi. Nagabywana przez rodzinę, znajomych sąsiadów, odpowiedziała im, że ona to już takie maszyny dawno widziała, W Danii widziała....

Po powrocie z Danii do rodzinnego domu, zarobione pieniądze pewno oddała rodzicom na gospodarkę, w jej życiu jakby nic się nie zmieniło, nadal pracowała w polu. Nigdy też nie wyszła za mąż. Jej rodzeństwo żeniło się, wychodziło za mąż, wyjeżdżali też za granicę jak chociażby jej brat Marcin Słonina do Ameryki.
powiększ zdjęcie powiększ zdjęcie
Zofia Słonina nosiła się z zamiarem wyjazdu do brata Marcina, być może została by w Ameryce na stałe, a jej życie mogło potoczyć się zupełnie inaczej, los chciał jednak inaczej. Marcin Słonina, jej brat zmarł w 1922 roku, mając 31 lat, był kawalerem, cierpiał na wrodzoną wadę serca (Aortic stenosis). Zofia Słonina pozostała w Nienadówce, na Kalwarii, a kiedy zmarli jej rodzice, Jakub Słonina i Maria, gospodarowała z najmłodszą siostrą Anną. powiększ zdjęcie

powiększ zdjęcie Anna w przeciwieństwie do siostry wyszła za mąż, jej mężem został Jan Nowak, małżeństwo doczekało się trzech córek: Zofię, Marię i Bronisławę. Córka Bronia umarła rok po śmierci swojej mamy Anny. Odtąd Zofia Słonina była mamą i ciocią dla dwóch pozostałych dziewczynek. Opiekowała się nimi wspólnie ze swoim szwagrem Janem Nowakiem.
powiększ zdjęcie powiększ zdjęcie
Ważnym etapem jej życia, który także przyczynił się do jej upamiętnienia przynajmniej tu na stronie jest czas okupacji hitlerowskiej. Zofia Słonina miała w sobie na tyle ludzkich uczuć, by zdobyć się na pomoc ukrywającym się w lesie, a wcześniej podobno również w jej zabudowaniach, żydom. To nie zwykłe w tamtych czasach zachowanie, za które groziła śmierć, było zupełnie nieznane dla młodszych powojennych już członków rodziny. To z naszej strony dowiedzieli się, że jej pomoc polegała m.in. na noszeniu ukrywającym się, jedzenie do lasu. Jedzenie pozostawiała w jednym miejscu, do czasu, aż pewnego dnia przychodząc, zastała tę żywność nietkniętą. Wtedy zrozumiała, że jej podopiecznych już tu nie ma, odeszli, albo już nie żyją. To, że nigdy o tym nikomu nie opowiadała, mogło być przejawem jej skromności, może ukrytym żalem do siebie, że ludzi tych jednak nie ocaliła. Mogło też być zwykłą obawą, bo jednak jej odróch serca, pomoc żydom, nie uszła uwagi w sąsiedztwie, skoro wyszło to na jaw po latach w materiale, Żydzi we wsi.

powiększ zdjęcie

Zofia Słonina nie była "wielką bohaterką", o których uczą w szkołach, była zwykłą osobą z sąsiedztwa, cichą, pracowitą i rozmodloną do końca swoich dni. Taką też pozostała w pamięci tych, którzy ją znali i pamiętają. Myślę, że swoim życiem zasłużyła sobie, by i młodsze pokolenie jej rodzinnej wsi mogło o niej przeczytać, poznać ją, choćby w tak skromnym wspomnieniu.

Zofia Słonina zmarła 21 kwietnia 1986 roku, przeżywszy 97 lat.
Spoczęła na cmentarzu parafialnym w Nienadówce.

powiększ zdjęcie powiększ zdjęcie

przyg. Antonina Krzanowska

Comments: 0

About | Privacy Policy | Sitemap
Copyright © Bogusław Stępień - 08/05/2013