Osobowość Roku - 2022

Nienadówka 1980 - wystawa

Foto zmiany

Losowy album


Nasze Statystyki Odwiedzin
Hasło - sprawdzam

Tragedia na drodze


Halinka ze Stobiernej
Nic nie zapowiadało tragedii, która rozegrała się w czerwcu 1966 roku na drodze dzielącej Nienadówkę na część Górną i Dolną. Był to piękny, słoneczny dzień, końcówka roku szkolnego - czas radości i oczekiwania na wakacje.

Od strony Sokołowa Małopolskiego z dużą prędkością nadjeżdżała wojskowa ciężarówka marki GAZ, kierująca się w stronę Rzeszowa. Za kierownicą siedział młody, niedoświadczony kierowca, odbywający swoją pierwszą samodzielną jazdę po uzyskaniu uprawnień. Ta podróż miała na zawsze odmienić życie wielu osób.
powiększ zdjęcie
W tym czasie w budynku starej szkoły trwały zajęcia Szkole Przysposobienia Rolniczego. Nauczycielka, pani Helena Ławniczak, przygotowywała świadectwa dla uczniów klasy pierwszej rocznika 1965/1966.

powiększ zdjęcie
powiększ zdjęcie

Jedna z uczennic - Helena Nędza - wraz z koleżanką postanowiła wybrać się rowerami do Nienadówki Górnej, aby odwiedzić szkolnego kolegę. Ponieważ nie miała własnego roweru, zamierzała go pożyczyć. Dziewczęta wyruszyły od strony szkoły w kierunku domu Janików.

W tym samym czasie, na łuku drogi prowadzącej od strony kościoła, nadjechała rozpędzona ciężarówka. Kierowca, nieznający dobrze trasy, stracił panowanie nad pojazdem. Samochód zjechał na pobocze i potrącił idącą Helenę. Według relacji świadków dziewczyna została wciągnięta pod koła i ciągnięta przez kilkanaście metrów - niemal przez całą długość mostu.

Obrażenia okazały się śmiertelne. Helena miała zaledwie 16 lat. Tego samego dnia otrzymała promocję do drugiej klasy szkoły rolniczej - miała całe życie przed sobą.

Krótka informacja o wypadku ukazała się 22 czerwca 1966 roku w „Nowinach Rzeszowskich”.
Po tragedii pojawiły się kontrowersje dotyczące okoliczności opuszczenia przez uczennice terenu szkoły. Jedna z koleżanek wspominała, że była wzywana, by poświadczyć, iż Helena oddaliła się bez zgody nauczycielki, choć - jak twierdziła - było inaczej.

Pogrzeb Heleny Nędzy odbył się w Stobiernej. W uroczystości uczestniczyła liczna społeczność oraz delegacja Wojska Polskiego. Żołnierze nieśli trumnę, jednak ojciec zmarłej nie zgodził się na pełną oprawę wojskową.
powiększ zdjęcie

powiększ zdjęcie
powiększ zdjęcie
Historia tej tragedii przetrwała dzięki relacjom świadków oraz wspomnieniom rodziny. Dla bliskich Helena pozostała dziewczyną pełną życia i dobroci - osobą, której przyszłość została nagle i niesprawiedliwie przerwana.
Jeżeli to prawda, to bardzo przykre, bo Helena Nędza często opiekowała się dzieckiem pani Ławniczak i była przez nią lubiana. Na jednym ze zdjęć mi przesłanych widać Helenę idącą z koleżanką i małym chłopcem pod ich opieką. W tle zdjęcia pięknie uchwycony budynek Kasy Stefczyka, jest to też mniej więcej miejsce zaistniałego wypadku. powiększ zdjęcie
Pogrzeb Heleny Nędza odbył się w Stobiernej, prócz pogrązonej w bólu rodziny, tłumu żałobników, była też delegacja WP, żołnierze nieśli trumnę, tylko na tyle zgodził się ojciec Heleny, Franciszek Nędza, na resztę oprawy wojskowej kategorycznie się sprzeciwił.
powiększ zdjęcie
powiększ zdjęcie

O zaistniałym wypadku zostałem poinformowany przez panią Martę - córkę młodszej siostry Heleny Nędzy. Poszukując swoich korzeni genealogicznych, trafiła do mnie, szukając informacji o swojej prababci Wiktorii, urodzonej w 1894 roku w Nienadówce, córce Józefa Lepionki i Marii z domu Buczak. W Nienadówce mieszkała do 1914 roku, kiedy to po wyjściu za mąż za Kazimierza Nędzę ze Stobiernej przeniosła się do jego miejscowości.

Pani Marta pisała:

„Jestem bardzo wdzięczna za każde słowo i każde zdanie dotyczące wspomnień i opowiadań o cioci. W rodzinie krążyła taka historia. Nie miałam możliwości poznać jej osobiście, ale mam ogromny sentyment do wspomnień o niej. Dziadkowie dbali o nią, wychowywali, karmili, ubierali - aż niespodziewanie ktoś to wszystko przerwał. Miała całe życie przed sobą. Miała zaledwie 16 lat, a tego samego dnia otrzymała promocję do II klasy Szkoły Przysposobienia Rolniczego.

Moja mama jest z rocznika 1961, a Halinka (tak nazywano ją w rodzinie, choć w akcie urodzenia widniało imię Helenka) urodziła się w 1950 roku, więc w dniu wypadku mama miała 5 lat. To, co pamięta, pochodzi głównie z opowiadań dziadków. Jeśli uda się zebrać relacje świadków, będą one najbardziej wiarygodne.

Wiem, że wojsko chciało zająć się całą oprawą pogrzebu, na co dziadek Franek się nie zgodził - pozwolił jedynie na niesienie trumny. Słyszałam też, że wojsko wykonywało zdjęcia na miejscu wypadku. W tej sprawie kontaktowałam się z Żandarmerią Wojskową w Rzeszowie. Otrzymałam informację, że akta mogą znajdować się w archiwum niedaleko mojego miejsca zamieszkania - w Oleśnicy. Postaram się tam dotrzeć, choć na potrzeby genealogiczne nie wydaje się kopii dokumentów - konieczne jest wykazanie pokrewieństwa”.


Z niewiadomych przyczyn nasz kontakt urwał się. Postanowiłem jednak udostępnić zgromadzony materiał - być może dotrze on do innych świadków tamtego wydarzenia. Być może również pani Marta ponownie się odezwie, a historia ta zostanie jeszcze uzupełniona o kolejne relacje.

opr: Bogusław Stepień


About | Privacy Policy | Sitemap | Withdraw contract
Copyright © Bogusław Stępień - 08/05/2013