Foto zmiany

Losowy album

Zostań współautorem !

Napisz do nas


Nasze Statystyki Odwiedzin
Hasło - sprawdzam
stat4u

Wojciech Pikor


sołtys Miękisza Nowego

powiększ zdjęcie
Pracując przy skanach, zdarza mi się, że w rubryce "zgon" podana jest obca miejscowość. W marcu roku 1895, pod nr. 25, jako miejsce zgonu Pikora Wojciecha podana jest miejscowość Miękisz Nowy. Wojciech Pikor, urodził się 16 marca 1895 roku w Nienadówce pod nr. domu 28. Był synem Adama i Marii z d. Ożóg. W 1928 roku, kiedy wieszano dzwon Piłsudskiego miał 33 lata, w Miękiszu Nowym był kolonistą. To on jako "sołtys" współprzewodził mieszkańcom podczas wieszania dzwonu im. Józefa Piłsudskiego. Polecam ciekawą historię opisaną na portalu: nowiny24.pl/


** ** **

powiększ zdjęcie



Andrzej Plęs - 30 stycznia 2016



Jak Józefa Piłsudskiego na dzwonnicy w Miękiszu Nowym uroczyście wieszali.


powiększ zdjęcie

„Józef” to największy z dzwonów miękiszowskiej parafii. Umieszczono go pośrodku, na honorowym miejscu dzwonnicy. fot. Andrzej Plęs

To pewnie pierwszy taki pomnik Marszałka. I możliwe, że jedyny. W Miękiszu Nowym nie na koniu i nie na cokole, ale... na dzwonie Józefa Piłsudskiego upamiętnili. I „Józef” wisi tam od 1928 roku do dziś.
W Miękiszu Nowym, wiosce, która dziś leży w powiecie jarosławskim, niedaleko granicy z Ukrainą, pomnik dla Józefa Piłsudskiego powiesili. Postawić nie mogli, bo Marszałek za swego życia stanowczo i konsekwentnie się opierał wszelkim próbom oddawania mu czci. Kult twórcy Legionów Polskich kwitł jednak w narodzie, wielu chciało mu pomniki stawiać, takie na koniu i bez konia, ale Marszałek stanowczo mówił: nie.

Dla Miękisza zrobił wyjątek. Miejscowi się o to postarali, emisariuszy wysłali do Warszawy po zgodę osobistą. I Piłsudski się zgodził. Pewnie dlatego, że umieścili go nie na koniu i nie na cokole, ale bardziej dyskretnie. Na kościelnym dzwonie.


Przetopione na armaty

Przed wojennymi zawieruchami Miękisz Nowy, w przeciwieństwie do zdominowanego przez Polaków Miękisza Starego, był w przeważającej większości zamieszkany przez Rusinów. Na prawie 300 numerów tylko pod nielicznymi mieszkali Polacy. Ale ludzie do oczu sobie nie skakali, w zgodzie sąsiedzkiej na ogół żyli, wielka polityka rzadko tu zaglądała.

Trochę zawrzało po I wojnie i obronie Lwowa, podobnie jak na całym Zasaniu. Oddziały ukraińskie zapuszczały się w rejon Starego i Nowego Miękisza, żeby sygnalizować miejscowym Lachom, że tu sięga samostijna Ukraina. A kiedy odchodziły, na ich miejsce przybywały oddziały polskie - na znak, że tutaj jest Rzeczpospolita.

Raz nawet aresztowali ze 20 Rusinów z podejrzeniem, że sprzyjają idei „Ukraina po San”, ale miejscowy ksiądz katolicki, Polak, wstawił się za nieszczęśnikami. Choć większych konfliktów narodowych w Miękiszu Nowym nie było, to miejscowi Polacy uznali, że trzeba by jakoś zaakcentować polskość tej ziemi. Mocno parł do tego też właściciel dóbr, Władysław książę Giedroyc. Okazja wkrótce się nadarzyła.

I wojna światowa mocno spustoszyła Miękisz, katolików pozbawiła dwóch kościelnych dzwonów, które władze cesarza Franciszka Józefa kazały zarekwirować i przetopić na armaty. Parafia dostała w odszkodowaniu za nie 600 koron, ale to nie metal był w dzwonach cenny, lecz historia. Szczególnie żałowano dzwonu wytopionego... „Na pamiątkę darowania pańszczyzny. Dnia 15 maja 1948 roku”, jak to stało na płaszczu.

Zniszczenie dzwonów wzmocniło wśród parafian poczucie wspólnoty, fundamentem tożsamości narodowej była dla nich wiara. Pojawił się wtedy pomysł, żeby nowy kościół katolicki wybudować i w nowe dzwony go wyposażyć. Niektóre źródła podają, że plac pod kościół dał książę Giedroyc, ale w rodzinie Możdżanów wciąż żyje opowieść, że to Franciszek Możdżan dał teren pod świątynię.

- Mojego dziadka, kiedy wrócił z niewoli z Albanii, a służył wtedy pod cesarzem, książę Giedroyc sprowadził z Jarosławia do Miękisza - opowiada pani Maria, wnuczka Franciszka Możdżana. - I dziadek zauważył, że w Miękiszu dzieci nie mają polskiej szkoły, przedszkola, ludzie nie mają kościoła. To razem ze swoim starszym synem Władkiem zaczął po całej Polsce zbierać pieniądze na budowę kościoła, i na kościelny dzwon też. Stryjek Władek dotarł do Korfantego, Korfanty pomógł mu na Śląsku zbierać pieniądze na kościół. Pojechał też do Piłsudskiego.

Jeśli nawet Franciszek Możdżan nie był bezpośrednim fundatorem placu pod kościół, to - jak twierdzą źródła - z jego inicjatywy stanął Ludowy Dom Polski w Miękiszu Nowym, a w nim - sala ze sceną, garderoba, pomieszczenia na sklep, salka do nauczania polskich dzieci i mieszkanie dla nauczyciela tych dzieci. W ten sposób trochę więcej Polski do polskiego Miękisza się wprowadziło, ale to miejscowym nie wystarczyło, bo dzwon na kościelnej dzwonnicy też miał bić po polsku.

Owszem, w 1924 r. parafia w Miękiszu dostała dwa dzwony, ale to nie były te zabrane przez c.k. armię. Obce jakieś były, a Miękisz dzwon chciał mieć swój.

Ponoć to rada wiejska uradziła, że Piłsudski ma być ojcem chrzestnym dzwonu, bo przecież wskrzesił Niepodległą i trzeba go za to uhonorować. A poza tym - dzwon miał być gotowy na 10-lecie odzyskania niepodległości i ku pamięci tego wydarzenia. I ponoć pytali Piłsudskiego o zgodę, a ten - choć konsekwentnie odmawiał inicjatywom stawiania mu pomników - na dzwon jednak się zgodził. Podobno Piłsudski dał pieniądze na dzwon, miał nawet ojcem chrzestnym dzwonu zostać.

- I obiecał, że będzie na poświęceniu, ale nie przyjechał - dodaje pani Maria. - Podobno w zastępstwie Piłsudskiego prezydent Ignacy Mościcki był ojcem chrzestnym dzwonu, ale potwierdzenia tej wersji nie ma.


Dzwoni dwóch Józefów

„Józef” został odlany w słynnej przemyskiej ludwisarni braci Felczyńskich. Ważył 210 kilo. Po jednej jego stronie wizerunek Józefa Piłsudskiego, po drugiej - postać świętego Józefa i jeszcze napis: „Dzwon ten ulany w r. 1928 Staraniem Franciszka Możdżana - dla Kościoła Łacińskiego w Miękiszu Nowym za Pont. Piusa XI Prez. RP I. Mościckiego, ks. bpa A. Nowaka, Marszałka Piłsudskiego, za prob. ks. W. Treli. Św. Józefie módl się za nami”.

- W kronice parafialnej Miękisza z tamtego okresu jest napisane, że Marszałek osobiście zezwolił na umieszczenie jego wizerunku na dzwonie - potwierdza Stanisław Porada, autor monografii o Miękiszu Nowym i dyrektor miejscowej szkoły. - I nie tylko w tym przypadku złamał swoją zasadę niezgody na stawianie mu pomników za życia, bo i nasza szkoła do wojny nosiła jego imię. Wiadomo, że idea odrodzenia polskości była mu niezwykle bliska, być może stąd jego akceptacja dla pomysłu w Miękiszu.

Stanisław Porada dodaje, że im głębiej wnikał w historię miejscowości, tym większego szacunku nabierał do determinacji miejscowej ludności, bo wówczas ledwie kilkanaście polskich rodzin w Miękiszu czynnie angażowało się w nadawanie wsi polskiego charakteru. Kilkanaście, bo więcej nie było. I nie tylko w Miękiszu, bo i dziadek pana Stanisława ruszył w Galicję z kwestą, choć był z pobliskiej Czerniawki.

- Wielu tak robiło, ruszali w tym, co mieli na sobie, wracali z tym, co zdołali zebrać - dodaje.

Ale - co charakterystyczne - i rusińscy mieszkańcy miejscowości wspierali Polaków zza płotu. Bo przecież to również i z ich datków sfinansowano zakup chorągwi procesyjnych dla katolickiego kościoła, a obrazy święte - podobno z pobliskiej cerkwi.

5 sierpnia 1928 r. był dla Miękisza Nowego wielkim świętem. W dzień odpustowy Matki Bożej Śnieżnej, patronki miękiszowskiej parafii, „Józefa” mieli uroczyście poświęcić i powiesić na dzwonnicy.

Na podniszczonej fotografii z tamtego dnia „Józef” prezentuje się dumnie i błyszcząco, za nim stoją Franciszek Możdżan, po jego lewej - ks. Walenty Trela, a po lewej ręce proboszcza - wójt Miękisza Nowego lub - jak zapewnia pani Maria - sołtys Miękisza Nowego o nazwisku Pikor. Zarówno co do nazwiska, jak i funkcji trzeciego z mężczyzn jasności nie ma. I wszyscy trzej, i reszta zgromadzonych czekali na przyjazd Józefa Piłsudskiego i delegacji rządowej..., ale się nie doczekali.

- W kronice parafialnej napisano, że pociąg dojeżdżał do Bobrówki i w tamtym czasie zaistniał jakiś problem na kolei i jakaś delegacja nie dojechała - przytacza pan Stanisław. - Kronika nie wspomina, jakie były tego powody, kto wchodził w skład delegacji.

Co jest potwierdzeniem, że jakaś delegacja na uroczystości jednak zmierzała, i to do Miękisza, skoro w kronice parafialnej Miękisza się o tym wspomina.


„Józef” trafił do podziemia

Całe 210 kilogramów „Józefa” dzwoniło cały tydzień, kiedy w maju 1935 roku naród obiegła wieść o śmieci Marszałka. Panowało przekonanie, że dopóki Marszałek żyje, dopóty wojna z Niemcami nam nie grozi, toteż w „Józefa” bito trochę z żalu po śmierci jego chrzestnego, a trochę na trwogę, bo przecie zmarł, to i Niemcy przyjdą.

Cztery lata później to nie Niemcy zajęli Miękisz, ale Armia Czerwona. Pod taką władzą „Józef” na dzwonnicy kościoła uchować się nie miał prawa. Niejasne jest, w jaki sposób ocalał, ale pani Maria zapewnia, że to jej dziadek Franciszek dzwon ocalił, nim czerwonoarmiści na dobre zadomowili się w okolicach Miękisza.

Podobno w ostatniej chwili wywiózł go na drugą stronę Sanu, gdzie władztwo Armii Czerwonej nie panowało, bo miał panować Wehrmacht. Widać Franciszek Możdżan uznał, że Hitlerowi mniej będzie zależało na odszukaniu „Józefa” niż Stalinowi.

- Mój tatuś przez San jeździł na drugą stronę, jakiemuś człowiekowi z Muniny płacił, żeby go łódką woził, tak pilnowali tego dzwonu - przytacza rodzinne przekazy. - I jeszcze długo po wojnie nie ujawniali, bo się bali, że UB po nich przyjdzie.

Nie wiadomo, kiedy „Józef” wrócił na parafialną dzwonnicę w Miękiszu Nowym, ale z pewnością po wojnie - jak pamięta pani Maria. I tak sobie wisi pomiędzy dwoma mniejszymi dzwonami. Dla niezorientowanych - takich dzwonów w kraju są tysiące. Dla zorientowanych - to świadek historii, a i jego dzieje są niezwykłe.

Oryginalny materiał na: https://nowiny24.pl


** ** **

powiększ zdjęcie



Mieczysław Nyczek - 28 marca 2002



Komu dzwonią


powiększ zdjęcie

Podniszczona pamiątkowa fotografia z 1928 r. Nowo odlany dzwon "Józef" oraz (od lewej) Franciszek Możdżan, ks. Walenty Trela i wójt wsi Miękisz Nowy ARCHIWUM

Piłsudski już za życia miał swój dzwon. Postarał się o to Franciszek Możdżan. Jego wnuczka twierdzi, że był to pierwszy w Polsce taki pomnik Marszałka. - Może być to prawdą - uważa Stanisław Porada, autor "Zarysu dziejów wsi Miękisz Nowy i okolic" - bo znając realia tamtego okresu, stawianie pomników za życia danego człowieka było wyjątkowe.
Miękisz Nowy, powiat Jarosław. 5 mil na północ od Przemyśla, 3,5 na wschód od Jarosławia. Zasanie. Kiepskie gleby, piachy, sapy. Nieźle wychodzi fasola jasiek. Od północy i wschodu wioska otoczona lasami. Przed wojną było tu ze 300 numerów. Większość Rusinów. Dla nich to był Miakisz Nowyj. Teraz wieś ma około 140 numerów. Ponad 600 dusz.

Starzy miękiszowianie do dzisiaj noszą w sercu zadrę. Za rusiński akt sabotażu w 1937. Z wielkiej soboty na wielkanocną niedzielę czyjaś ręka naumyślnie poucinała sznury od kościelnych dzwonów. Gdy bladym świtem szykowano chorągwie i feretrony do rezurekcyjnej procesji i zaczęto kanonadę z karbidu, ktoś zauważył ślady dywersji. Zaraz zakotłowało się przy dzwonnicy.

- Jeden chłop - pamięta Franciszek Malik - wspiął się drugiemu na plecy i hop na murek. Pochwycił końcówki sznura. I dzwony się rozkołysały. Wtenczas z kościoła ruszyła procesja. Sprawcy wielkanocnej dywersji nie wykryto.


Dziadzio-dobrodziej

Lipiec 1917. Władze austriackie rekwirują miękiszowskim katolikom dwa stare (1617 i 1848) dzwony. Miano je przetopić na armaty. Parafii wypłacono 600 koron odszkodowania. Kwiecień 1924. W wyniku starań ks. Walentego Treli, przy poparciu posła Brunona Gruszki z Radymna, kościół w Miękiszu odzyskuje dwa dzwony (100 i 50 kg), ale nie te same co zabrano. 5 sierpnia 1928 - dzień odpustu Matki Bożej Śnieżnej. Poświęcenie dzwonu (210 kg) odlanego u Braci Felczyńskich w Przemyślu. Kosztował 2484 zł. Nadano mu imię "Józef".

- Dziadzio Możdżan - rozpromienia się jego wnuczka, doktor nauk weterynaryjnych Maria Machajowa z Przemyśla - znał się osobiście z Piłsudskim. Kandydował do Sejmu Galicyjskiego. Wielki patriota. Był na wojnie bolszewickiej. Pragnąc uczcić 10-lecie odzyskania niepodległości i odrodzenia polskiej siły zbrojnej, dziadzio Możdżan - za zgodą Marszałka i księdza Treli - postarał się o ten dzwon. Piłsudski jako ojciec chrzestny miał być osobiście w Miękiszu na poświęceniu, ale coś mu wypadło. Dziadzio całe życie chwalił się tym dzwonem. Sam wyłożył kupę pieniędzy, reszta pochodziła z kwesty. Podobno coś dorzucił Piłsudski.


Po śmierci Marszałka
- Żadnego pożytku z tych orderów i medali - sarka ppor. Franciszek Malik, żołnierz spod Lenino. (fot. AUTOR)12 maja 1935. Umiera Piłsudski. Miękiszowski dziejopis zanotował: cały tydzień dzwoniły kościelne dzwony. 17 i 18 maja odprawiono msze żałobne. Przyszła prawie cała wieś. - Przed wojną się mówiło - wspomina Malik - że dopóki Piłsudski żyje, to wojny z Niemcami nie będzie. - A jak umrze, to...

10 lutego 1940. NKWD zgarnia z Miękisza 51 Polaków. Jest wśród nich 7 - osobowa rodzina
powiększ zdjęcie
Malików. - Nie doczekaliśmy w domu Wielkanocy - po latach żali się pan Franciszek, rocznik 1924. - Na Sybirze się było: od Omska, 500 kilometrów na północ, Biały Jar. Najpierw w lesie przy drzewie, później kołchoz Czapajewa. W 43. wzięli nas ze starszym bratem do wojska, do dywizji kościuszkowskiej. Mnie dali do łączności, a on przy karabinie maszynowym. Rzucili nas pod Lenino. Po 3 dniach my się wycofali. 160 było w kompanii, zostało się 40. Kazik przepadł. Nie wiadomo gdzie leży. Mnie przerzucili do moździerzy 82 mm. 3 lutego 1945 zostałem ranny pod Złotowem. Szpital w Otwocku. Stąd do cywila. Z wojny Malik powrócił na ojcowiznę jako kapral. Teraz od prezydenta Kwaśniewskiego dostał podporucznika. Podzwania orderami i medalami. - Kawalerski, Za Lenino - krzyż i medal. Za Warszawę - dwa, polski i ruski, Za Berlin, Zwycięstwa i Wolności, Dla Obronności... I co mi z tego - sarka stary wiarus. - Kiedyś do Przemyśla na uroczystości zapraszali, a teraz najwyżej na zebranie do Laszek. Nie ma już takiego poważania. Tyle zdrowia co ja stracił. Sybir, wojna. Strachu nie było, ino głód. O niczym człowiek nie myślał, tylko żeby raz do syta się najeść. I teraz nie dadzą człowiekowi, żeby godziwie mógł żyć.

Na ostatek

Drżącą ręką wygrzebuje ze szkatułki odcinek renty: 832 zł 91 gr. - Dwie stówki, miesiąc w miesiąc idą na same lekarstwa - macha wachlarzem recept. - Ciśnienie, serce, prostata, katarakta mi zachodzi na oczy. W styczniu podporucznik Malik napisał list do premiera Millera, prosząc o przyznanie renty inwalidy wojennego. Odpisali bardzo grzecznie: "Uprzejmie informujemy, że merytoryczne rozpatrzenie przedstawionej sprawy nie leży w gestii... Z poważaniem...". - Tylko "Piłsudski" mnie nie zawiedzie - gorycz przebija z głosu zawiedzionego staruszka - On mi zadzwoni na ostatek. W każdej chwili można klapnąć. Proboszcz ks. Józef Pietroński tłumaczy, że na pogrzeb dzwoni się 2 razy.
- Przed wprowadzeniem ciała do kościoła, jak już widać kondukt i drugi raz, gdy wyprowadza się ciało na cmentarz. Jego zdaniem, "Józef" od pozostałych dzwonów wyróżnia się władczością i silniejszym, pięknym brzmieniem. - Po rosie to głos leci - rozmarza się ksiądz - imiennik dzwonu. Podporucznik Malik przypomniał sobie, że w sprawie renty wcześniej już pisał do premier Suchockiej. I nic z tego nie wyszło.
- Panie Franciszku - dopytuje się doktor Machajowa - a czy pan pamięta mego dziadzia Możdżana? Czy pan wie, że jak w 1955 roku chowali mego dziadzia na cmentarzu w Maleniskach koło Tywonii, to w Miękiszu ksiądz Trela nakazał bić w dzwony.
- A co bym tam nie miał wiedzieć. Sam wtenczas byłem za dzwonnika. Oj, dzwoniło się nieraz. Najdłuższe dzwonienie jest na rezurekcję. Dawniej, to się dorywali do dzwonienia, a teraz państwo się porobiło z tej młodzieży. Tyle, co ksiądz wygoni ministrantów, to idą dzwonić. W tamtym roku raz pogrzeb był, nie było komu ruszyć dzwonem. Poszedłem na ochotnika. Dosyć trzeba sznurem pociągnąć, żeby w obie strony serce biło.

Oryginalny materiał na: https://nowiny24.pl


** ** **

80. rocznica pierwszej masowej deportacji obywateli polskich w głąb ZSRR – Warszawa, Miękisz Nowy 10 lutego 2020



10 lutego 2020 r. w Miękiszu Nowym odbyły się uroczystości związane z uczczeniem pamięci Sybiraków wywiezionych z tamtejszej parafii. Rozpoczęła je uroczysta msza święta w kościele parafialnym p.w. Matki Bożej Śnieżnej w intencji Sybiraków, po której w kaplicy na cmentarzu parafialnym odsłonięto i poświęcono obelisk i pamiątkową tablicę pamięci wywiezionych na Sybir.
powiększ zdjęcie powiększ zdjęcie

Oryginalny materiał na: https://ipn.gov.pl



przyg: Bogusław Stępień


About | Privacy Policy | Sitemap
Copyright © Bogusław Stępień - 08/05/2013