Foto zmiany

Losowy album

Zostań współautorem !

Napisz do nas


Nasze Statystyki Odwiedzin
Hasło - sprawdzam
stat4u

Cukrownia Łagiewniki


wyjazdy zarobkowe
Lata 60 i 70 XX wieku były okresem wyjazdów na tzw. sezony do cukrowni w Łagiewnikach na Dolnym Śląsku. Wielu mieszkańców Nienadówki korzystało z takiej możliwości dorobienia sobie trochę grosza, na gospodarce i tak w tym okresie roboty nie było. Dla sporej grupy osób, mała gminna miejscowość, Łagiewniki, stawała się miejscem zamieszkania, a tutejszy kościół i cukrownia przez kilka miesięcy w roku, miejscem pracy i wytchnieniem w modlitwie. Poniżej, przedstawiam wspomnienia osoby, która na swój pierwszy wyjazd na "sezon" zdecydowała się tuż po ukończeniu 18 lat. Pani Maria Prucnal mieszkanka Nienadówki Dolnej prócz swoich wspomnień, udostępniła nam też kilkadziesiąt zdjęć z albumów rodzinnych, za co serdecznie jej dziękuję. Prywatnie, znam bardzo dobrze p. Marię, a jej pierogi smakują wybornie. Pozdrawiam serdecznie.

powiększ zdjęcie powiększ zdjęcie



Wyjazdy zarobkowe do cukrowni w Łagiewnikach.


Wspomnienia pani Marii Prucnal.         



powiększ zdjęcie Do cukrowni w Łagiewnikach na "sezon" wyjechałam po raz pierwszy, kiedy ukończyłam 18 lat, było to w roku 1959/60. Jechałam tam pod opieką swojego taty Jana Prucnala, który już wcześniej kilkakrotnie tam przebywał. Sam wyjazd poprzedzała specjalna rekrutacja, odbywało się zebranie i zapisywanie chętnych na wyjazd do cukrowni, na początku wyjazdów zajmował się tym ktoś z Wólki Sokołowskiej lub Niedźwieckiej. Po jakimś czasie wybrani otrzymywali drogą pocztową, formalne zawiadomienie z cukrowni o terminie stawiennictwa się do pracy.

Pierwsze wyjazdy odbywały się na własną rękę, z całej okolicy, wybrani, zbierali się na stacji PKP w
Rzeszowie, następnie całą grupą wsiadaliśmy do pociągu i ruszaliśmy na zachód. Pamiętam, że w późniejszym czasie, kiedy ja już nie jeździłam, po robotników przyjeżdżał specjalny autobus i wszystkich wieziono na miejsce do Łagiewnik, było to duże udogodnienie. Wówczas wyjazdy organizował już mieszkaniec Nienadówki Dolnej, Karol Lichota.

Po dotarciu do cukrowni wszyscy ustawialiśmy się w kolejkę, byliśmy zapisywani na listę i przydzielano nas na konkretny dział, w zależności od potrzeby.

Ja pracowałam na tzw. "wirówkach - trzęsaczach". Było to miejsce gdzie nieoczyszczony jeszcze cukier z buraków spadał po odwirowaniu z melasą. To co zostało na taśmie szło na "górę cukrową", na wysokość ok. 4-go piętra. Pod tą "górą" były z kolei leje, z których wysypywał się cukier. Tam akurat pracowali sami mężczyźni i łopatami ładowali cukier do worków "metrowych" stojących na wadze. Worki te ładowano na wózek i wieziono w miejsce gdzie pracowały kobiety, było ich 10, musiały to być szybkie z refleksem pracownice. Ich zadaniem było zszywanie dostarczonych worków z cukrem za pomocą igły i grubej nici, prym w tym zajęciu wiodły siostry Lichota z Nienadówki Dolnej.

Cukier - jak pamiętam - miał intensywnie żółty kolor, była niby doprowadzona woda do płukania cukru, ale zawsze jej brakowało i trzeba było ją oszczędzać.

Ważną sprawą dla każdego przybyłego pracownika sezonowego, było wynajęcie "kwatery". Wynajmujący je, wywieszali ogłoszenia na stacji PKP i przy samej cukrowni.

Przez trzy sezony cukrownicze mieszkałam w jednym miejscu. Był tam ogromny pokój z 10-ma łóżkami, spał tam m.in. mój tata Jan Prucnal i moi bracia. Ja miałam mały kącik w kuchni, czasem mieszkający pracownicy, mogli tam coś sobie ugotować, jednak nie zawsze.

Chleb dla pracowników sezonowych był zawsze dostępny rano w piekarni. Ale co do chleba ? To już inny problem, tak samo i z kolacją. Na obiady zapisywaliśmy się na stołówkę i przynajmniej jeden posiłek był pewny.

powiększ zdjęcie powiększ zdjęcie

Razem ze mną i ojcem, jeździli do cukrowni moi bracia, Julek po pracy w cukrowni lubił się kręcić koło piekarni, coś pomógł, posprzątał, drzewo porąbał, to i czasem dodatkowy chleb dostał i na kwaterę przyniósł. Było ciężko, nasza mama czasem przysyłała nam pocztą "ser podsuszany", by nas jakoś wspomóc.

Pamiętam, że słód - odpad z produkcji - wychodzący spod prasy, był wywożony na pola jako nawóz, by je użyźnić. Widziałam też jak do cukru dosypywano wapno i do dziś nie wiem po co ?!

Podczas wyjazdu na sezon, była jeszcze jedna okazja do zarobku, tę okazję można było wykorzystać tylko po 3-ciej, nocnej zmianie. Często rankiem, pod bramą cukrowni na wychodzących czekał "chadziaj" (rolnik), który szukał chętnych na dodatkowy grosz, przy rwaniu buraków w swoim gospodarstwie. Pod bramę przyjeżdżał wozem zaprzężonym w dwa konie. Koła u wozu były bardzo wysokie, jakby dwa razy większe od tych na naszej wsi. Skrzynia wozu na którą wsiedliśmy sięgała nam aż do ramion. Jadąc tam do pracy, mieliśmy zapewnione śniadanie, a później i obiad. Jechało nas tam, na raz, do 8 osób. Pracowaliśmy do późnego popołudnia, gospodarz odwoził nas na kwaterę, byśmy zdążyli się jeszcze przespać 3-4 godziny, przed kolejną 3-ą zmianą.

Sezon zaczynał się we wrześniu, październiku , "dobry sezon" kończył się w styczniu po Nowym Roku, ten "gorszy" przed Bożym Narodzeniem. W jeden sezon w cukrowni, ja, mój brat Julek i tata Jan Prucnal zarobiliśmy jak pamiętam 70tys.*

powiększ zdjęcie powiększ zdjęcie

Z Nienadówki prócz naszej rodziny, jeździli też do Łagiewnik, Jan i Stanisław Drozd, Jan Chorzępa, rodzina Lichotów, ktoś od Bandurów, Jan i Maria Motyl. To był sposób by uniezależnić się od "robót wyrobniczych" w polu u bogatszych gospodarzy. Z cukrowni w Łagiewnikach przywożono konkretną gotówkę, widmo głodu zimą było oddalone, a wykorzystujący wcześniej bogatsi gospodarze we wsi, pozostawali bez taniej siły roboczej.

Maria Prucnal



HISTORIA CUKROWNI ŁAGIEWNIKI 1859 - 2008
Moja Gmina Łagiewniki - T. Szot


*wymieniona kwota 70tys. we wspomnieniach wydaje się kwotą zawrotną. Przeciętne wynagrodzenie w Polsce w roku 1960 wynosiło 1560zł mnożąc przez 4 miesiące otrzymujemy kwotę 6 240zł, mnożąc to przez 3 osoby daje nam łącznie 18 720zł. Wątpię by pracownik sezonowy mógł zarobić więcej niż średnia krajowa, u "chadziaja" też raczej koksów nie było. Ze wspomnień wynika jedno, bieda i pęd za gotówką, oszczędzanie każdego grosza, kosztem nawet niedojadania.

oprac. Antonina Krzanowska
Bogusław Stępień

Comments: 0

About | Privacy Policy | Sitemap
Copyright © Bogusław Stępień - 08/05/2013